Pietro Paolo Virdis dla ‘Forza Milan!’

Pietro Virdis, napastnik Milanu w latach osiemdziesiątych, otworzył niedawno sklep spożywczy w handlowej części Mediolanu. Od tego wątku rozpoczyna się wywiad, jaki udzielił miesięcznikowi Forza Milan.

Jak zrodził się pomysł otwarcia tego sklepu pełnego smakołyków?
Z pasji, która rozwijała się wraz z upływającym czasem. Zawsze przepadałem za winami, przedmiotami szczególnymi ze względu na bogatą tradycję, towarami najczęściej poszukiwanymi, wyszukaną kuchnia. Nigdy jednak nie myślałem o tym, by połączyć te wszystkie elementy w przedsięwzięciu handlowym. Jednak jak to się często zdarza sprawy toczą się swoim torem. Zafascynował mnie ten pomysł i otworzyłem tą winiarnię z produktami z całej Italii.

Czyli nie tylko z twojej Sardynii...?
Z tego regionu chcę również sprowadzać produkty, jednak jest tyle przepysznych straw wytwarzanych w pozostałych regionach. Szkoda byłoby ograniczać się jedynie do Sardynii.

Odnosisz już sukcesy w tej nowej dla ciebie roli?
Tak, choć może jest jeszcze za wcześnie by to stwierdzić. Mediolan odpowiedział na moją ofertę, jednak czasy nie są obecnie najlepsze. Są jednak nadzieje na poprawę.

Virdis czuje się już handlowcem, czy jeszcze gdzieś w głębi tli się chęć zostania trenerem?
Ławka trenerska zawsze pozostanie moim najważniejszym celem. W zeszłe wakacje ukończyłem w Coverciano kurs trenerski i jestem już trenerem I klasy. Miałem nadzieję, że napotkam sprzyjające warunki do powrotu do zawodu trenerskiego, ale nie udało się tego zrealizować. Podtrzymuję jednak chęć zostania trenerem i - równolegle - rozwijania swojego biznesu.

Czy oferta z klubu spowodowałaby, iż wybrałbyś emigrację?
Tak, biorę pod uwagę także taką możliwość. Prawda jest taka, że we Włoszech jest wielu trenerów i niewiele zespołów do prowadzenia. Dlatego też poszerzanie horyzontów jest konieczne. Do tego takie doświadczenie mogłoby być interesujące.

Nie miałeś z kolei nigdy ochoty powrotu do sztabu szkoleniowego Milanu, także w innej roli?
Sercem zawsze będę z Milanem. Ale jeszcze nie powiesiwszy butów na kołku podjąłem decyzję, że nie będę zajmował się szkoleniem młodego narybku. Już wtedy chciałem prowadzić piłkarzy już ukształtowanych, dorosłych. To prawdopodobnie spowodowało, że nigdy nie stanowiłem części sztabu szkoleniowego Milanu. Nie zmienia to faktu, iż moje stosunki z klubem są znakomite. To więź serca: jesteśmy najlepsi. Szczególna więź łączy mnie też z kibicami. Jestem jednym z nich.

Czyli ten rok jest szczególnie szczęśliwy...?
Myślę, że lepiej sprawy nie mogły się potoczyć. Już poprzedni sezon był fantastyczny, z tym pomysłem Carletto by zmienić rolę na boisku niektórym piłkarzom. Przez pierwsze dwa-trzy miesiące poprzedniego sezonu oglądałem wspaniałą piłkę. Później nastąpił niewielki spadek formy, a także rywale dostosowali się do nowego stylu gry Milanu stwarzając nam pewne problemy. Ale dzięki rozwojowi wszystkich chłopaków, osiąganym wynikom, w tym sezonie narodził się zespół jeszcze bardziej konkurencyjny, pewny siebie, naprawdę trudny do pokonania.

Śledząc toczący się od miesięcy debatę, niemożliwe jest nie poprosić jednego z członków zespołu Sacchiego o porównanie obecnego zespołu z ówczesnym. Czy słusznym jest twierdzenie, że obecny Milan ma w sobie więcej fantazji?
Nie, nie wydaje mi się by było to prawdziwe. Z Sacchim stworzyliśmy styl, który tryumfował przez lata, nie kładliśmy takiego nacisku na utrzymywanie się przy piłce jak Milan Ancelottiego. My kładliśmy nacisk na agresywną grę w tych regionach boiska, które były naszym zdaniem kluczowe. Wydaje mi się, że także nasz zespół, gdyby tylko chciał, nie miałby problemów z długim utrzymywaniem się przy piłce. Obie te wielkie drużyny miały swój własny styl. Życzyłbym tylko sobie, by obecni piłkarze zdobyli tyle trofeów ile stało się naszych udziałem.

Oba zespoły łączą obecnie jeszcze dwa punkty wspólne. Nazywają się Maldini i Costacurta. Czy oglądając ich nie masz wrażenia, że zbyt szybko zawiesiłeś buty na kołku?
Zrezygnowałem w wieku 32 lat. Stało się tak gdyż w sezonie poprzedzającym moje odejście - tym gdy zdobyliśmy Puchar Mistrzów - zmagałem się z kontuzją. W tym czasie Milan miał już w swoich szeregach obiecujących młodzieńców jak Simone, czy Borgonovo. Wydaje mi się, że klub wolał postawić na nich, niż na takiego zawadiakę jak ja, który nie potrafił zaakceptować pewnych sytuacji i wykluczeń. To by mi nie odpowiadało, zawsze kochałem grę w piłkę. Trudno było mi zgodzić się na porzucenie na ławce rezerwowych.

Nie odczuwasz żalu spoglądając na reprezentacyjny rozdział kariery? To kuriozalne, że król strzelców Serie A nigdy ani przez minutę nie przywdziewał reprezentacyjnej koszulki.
Na mojej pozycji panuje wielka konkurencja. Wówczas grali Rossi, Altobelli, Giordano, Bettega, Graziani, a w drugiej części mojej kariery dołączyli do nich Vialli i inni młodzi. Szkoda, choć na jedno powołanie, skromną minutę spędzoną na boisku, zasługiwałem. Zrekompensowałem to sobie występem na igrzyskach olimpijskich w 1988 roku, gdzie radziłem sobie całkiem dobrze. Z tego występu czerpię swoją radość z reprezentowania kraju.

Radości w Milanie płynęły przede wszystkim z wywalczenia scudetto w 1988 i Pucharu Mistrzów w kolejnym roku. Jakie jest najprzyjemniejsze wspomnienie?
To logiczne, że to związane ze scudetto. Wygrane w taki sposób jak my to uczyniliśmy miało szczególny smak. Od dziesięciu lat nie potrafiliśmy zdobyć mistrzostwa, udało się nam to w końcu w sezonie, gdy prezentowaliśmy wspaniałą piłkę. Na nasze mecze przychodzili specjalnie także kibice innych drużyn, to było naprawdę coś wspaniałego. Tego roku narodził się nowy styl gry, z tych rozgrywek mam naprawdę piękne wspomnienia. Puchar Mistrzów był niejako następstwem tego sukcesu, efektem naszej determinacji, gdyż zdobyliśmy go mimo wielu problemów. Właśnie w tym czasie prezydent Berlusconi publicznie zadeklarował chęć zorganizowania ligi europejskiej, pomysł, który nie przypadł do gustu kilku oficjelom UEFA. Dostrzegliśmy to przy okazji kilku spotkań. Zawsze musieliśmy zdobyć jedną bramkę więcej. W absurdalnych okolicznościach anulowano nam gole w Belgradzie, Bremie i Madrycie. Zostaliśmy też cudownie ocaleni podczas tego spowitego mgłą spotkania z Crveną Zvezda. Także ten Puchar Mistrzów ma dla mnie wielkie znaczenie.

Czy następcę Virdisa można znaleźć w obecnym Milanie?
Pod względem gry mocno przypomina mnie Tomasson, która znajduje się w ciągłym ruchu. Odchodzi na bok, a następnie wbiega w pole karne. Bardzo dobrze rozumie się też duet Inzaghi-Shevchenko, ale ideałem byłby jeden z tej dwójki grający u boku Tomassona, który wykonuje czarną robotę. Za każdym razem, gdy pojawia się na boisku zalicza dobry występ. To ważne, że Carletto ma w kim wybierać.

Tak więc to Tomasson jest piłkarzem, który podoba ci się najbardziej w Milanie? Czy też kto inny, na przykład Kaká...?
Wszyscy prezentują się wspaniale. Według mnie najlepszy wciąż pozostaje Shevchenko. Chcę zawsze oglądać go jako tego, który stanowi o sile zespołu. Znów jest piłkarzem, który stanowi pewną jakość, do czego przyzwyczaił nas w pierwszych sezon gry w Milanie. Jest bardzo przydatny, gra dla zespołu, nie można posądzić go o nadmiar dryblingu, egoizm.

To były słowa niczym wyjęte z ust piłkarskiego trenera. Czy biorąc pod uwagę twoją chęć powrotu do piłki łatwo jest bez niej żyć?
Absolutnie nie, przynajmniej dla mnie, który kocha ten sport i chce zostać trenerem. To normalne, że kocham zapach murawy, przebywanie na niej, rozmowy i dyskusje z piłkarzami mające na celu osiągnięcie jak najlepszych wyników. Brakuje mi tego wszystkiego, nie mogę się doczekać chwili, gdy będę mógł wrócić. Niestety doświadczenia, jakie zdobyłem do tej pory są zbyt skromne, osiągnięte w trudnych środowiskach, by nie powiedzieć dramatycznych okolicznościach. Życzyłbym sobie, by mój kolejny raz był bardziej zorganizowany, ale nie spokojniejszy, gdyż dla trenera takie pojęcie nie istnieje. Niech chociaż zaistnieją warunki sprzyjające do tego, bym mógł zrealizować swój cel.



tłumaczenie: dezali






© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone