FERNANDO TORRES DLA CORRIERE DELLA SERA


Już przez jakiś czas odczuwał dyskomfort. "Postanowiłem odejść z Chelsea. Z Mourinho łączyły mnie relacje oparte na szacunku, ale klub kupił nowego napastnika. Rozmawiałem często z trenerem na temat mojej przyszłości. Chciał, abym został w Londynie. Ja jednak potrzebowałem nowego bodźca dla mojej kariery". Dla Fernando Torresa, napastnika mającego przejąć w Mediolanie schedę po Mario Balotellim, zwrot akcji nastąpił 25 sierpnia: "Tego dnia dostałem telefon od Milanu. Złożono mi ofertę, na jaką czekałem".

Dlaczego napastnik z takimi papierami zdecydował się opuścić jeden z najbogatszych klubów na świecie i przenieść się do zespołu, któremu daleko do dawnej chwały?
"To był szczególny moment mojej zawodowej kariery. Potrzebowałem zmiany i szukałem zespołu, który może mi zagwarantować miejsce w wyjściowym składzie. Miałem również inne oferty, ale wybrałem Milan, bo pokazał, że naprawdę mnie chce".

Nie brak panu sceny Ligi Mistrzów?
"Klub jest w sytuacji, do jakiej nie był przyzwyczajony. Przywrócenie Milanu na należne mu miejsce będzie dla mnie dodatkowym bodźcem".

W dniu swojej prezentacji powiedział pan "lepiej późno niż wcale". Od lat pisało się o pańskim transferze do Milanu.
"Pierwszy raz o takiej opcji mówiło się w sezonie 2001/02. W tamtym czasie Milan wymieniał piłkarzy z Atletico: Albertiniego, Collociniego, Contrę. To były inne czasy, a Atletico nie miało zamiaru mnie puścić".

Gdyby pan wiedział, co nastąpi później, nie chciałby pan przyspieszyć swojego przybycia?
"Byłoby pięknie zagrać w Milanie, który pokonał Barcelonę 4:0 w finale Pucharu Mistrzów albo w drużynie z Shevchenką. Ten zespół jest inny: teraz walczy się o powrót do pucharów".

Na razie strzelił pan tylko jednego gola - w Empoli. Czy włoska liga jest trudniejsza niż pan sądził?
"Nie tak to sobie wyobrażałem. Tutaj gra się bardzo taktycznie i napastnicy mają bardzo mało miejsca. Dlatego właśnie muszę jak najszybciej przystosować się do Serie A, ucząc się ruchów moich kolegów, bym mógł we właściwym czasie wychodzić do dośrodkowań".

Podczas ostatniego meczu z Chievo kamery zaskoczyły pana przy zmianie na El Shaarawy'ego, gdy pytał pan ławki: "dlaczego znowu ja?"...
"Podobnie jak każdy inny piłkarz, nie lubię być zdejmowany z boiska. Nie mam żadnego problemu z Inzaghim i sztabem szkoleniowym, ale chciałbym przebywać na boisku przez pełne 90 minut".

Czuje się pan lepiej w 4-3-3 czy w 4-2-3-1?
"Jestem bardziej przyzwyczajony do ofensywnego tercetu, bo tak gra również reprezentacja Hiszpanii. Ustawienie nie jest jednak problemem: czuję się dobrze, kiedy jestem na boisku. Najważniejsze jest być w jedenastce".

Hiszpania, Anglia, Włochy: czyj futbol jest najbardziej odpowiedni dla pana charakterystyk?
"To nie jest kwestia ligi. Liczy się zespół, w którym grasz i sytuacja, w jakiej znajduje się klub. Atletico, w którym grałem, nie było zaliczane do czołówki, a rywale grali otwartą piłkę i zostawiali nam sporo miejsca. Tymczasem przeciwko Milanowi wszyscy się bronią".

Nie żałuje pan, że nie jest pan symbolem tego Atletico, które grało w ostatnim finale Ligi Mistrzów?
"W Atletico narodziłem się i dorastałem. Nie jest ważne, kto gra - zawsze będę im kibicował. Jestem dumny z tego, że wprowadziłem ten klub do pierwszej ligi i że środki z mojego transferu okazały się pomocne. Atletico pięło się stopień po stopniu i być może ja również miałem w tym swój wkład".

Nie brakuje panu, jako Hiszpanowi, przygody w Realu lub w Barcelonie?
"Gdybym miał wrócić do Hiszpanii, mógłbym grać tylko w Atletico, bo to był mój dom. Barca i Real nie są krokiem do przodu w porównaniu z colchoneros".

Jakie są zalety i wady bycia trenowanym przez tak wspaniałego byłego napastnika jak Inzaghi?
"Trener nie zajmuje się tylko formacją ataku, lecz prowadzi całą grupę. Oczywiście może udzielać mi cennych rad odnośnie poruszania się w polu karnym. Nie uważam, by trzeba było być znanym piłkarzem, by móc zostać wielkim trenerem. Powiedzmy, że to jest bonus".

Inzaghi przybył do Milanello jako 28-latek, czyli o dwa lata młodszy od pana, i w pełni swej piłkarskiej dojrzałości wygrał wszystko. Czy to może być sezon Torresa w wersji 2.0?
"Nie porównuję się do Inzaghiego, ani do nikogo innego. Każdy tworzy własną historię. Jestem tu po to, aby wygrywać i pozostać tu na lata. Moimi celami są gole, wygrane i trofea".

Ale nie miałby pan nic przeciwko temu, by pójść w jego ślady?
"Ależ nie, byłbym zadowolony, gdybym wygrał chociaż połowę tego co on..."

Jakie są pańskie relacje z Silvio Berlusconim?
"Lubi rozmawiać o futbolu, o ruchach napastników. Zwraca uwagę na szczegóły: nie jest łatwo znaleźć prezydenta, który tak dobrze zna się na piłce".

Nie czuje się pan niemodny, będąc związanym z tą samą kobietą, którą poznał pan jako ośmiolatek?
"Nie jestem niemodny. Po prostu dziennikarze wolą mówić o tych, którzy w przeciwieństwie do mnie mogą pomóc w podniesieniu sprzedaży. Ja mam żonę, dwójkę dzieci i nie wychodzę wieczorami. Ale ostatecznie liczy się tylko to, co robi się na boisku".



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone