ANDRIY SHEVCHENKO DLA 'FORZA MILAN!'

Jesteś trzecim najskuteczniejszym piłkarzem w historii Milanu, w jego barwach zdobyłeś mnóstwo bramek. Którą z nich uważasz za najpiękniejszą, najbardziej spektakularną?
Nie jest łatwo o odpowiedź, gdyż zdobywałem bramki w różny sposób. Piękne główki pozwoliły nam na zwycięstwo z Porto w spotkaniu o Superpuchar Europy, czy też z Romą w meczu, który przesądził o naszym mistrzostwie w maju zeszłego roku. Podobają mi się także bramki zdobywane po serii dryblingów, jak ta zdobyta w meczu z Udinese, wydaje mi się w sezonie 2000/01, czy też ostatnio w meczu z Lecce. Dwie bramki uważam jednak za szczególnie efektowne: pierwsza strzelona Juventusowi przed trzema laty po przepięknym strzale, gdy piłka ugrzęzła pod poprzeczką pomimo interwencji Buffona. Druga padła we wrześniu minionego roku, gdy w Rzymie w meczu z Lazio pokonałem Peruzziego po zrywie i uderzeniu z ziemi, gdy piłka powędrowała pod spojenie słupka z poprzeczką.

Najszczęśliwszy gol?
Zdobyłem go w moich pierwszych derbach wygranych dzięki główce Weah. Piłka sparowana przez Peruzziego, znowu on, odbiła się od mojej łydki i wpadła do bramki. Przypadkowa, ale jakże ważna bramka, która pozwoliła nam wyrównać.

Najbardziej niesamowite spotkanie, jakie kiedykolwiek rozegrałeś w barwach Milanu?
Niezapomniane były wszystkie spotkania derbowe, ale o dreszcze przyprawiają mnie wciąż wspomnienia emocji, jakie towarzyszyły naszym kibicom po zwycięstwie odniesionym nad Interem 11 maja 2001. Niesamowite, wspaniałe 6:0 po magicznym spotkaniu. Tego wieczora wychodziło nam wszystko!

Które spotkanie chciałbyś rozgrywać w nieskończoność?
Pod względem organizacji gry, ale również jej piękna, odwagi i determinacji zespołu, niezapomniane pozostaje zwycięstwo 2:1 nad Romą sprzed roku. W ważnym momencie sezonu daliśmy rywalom wyraźny znak, ostatecznie zresztą wygraliśmy ligę.

A spotkanie, które chciałbyś wymazać ze swojej pamięci?
Z tych ostatnich na myśl przychodzi porażka z Deportivo La Coruna z ubiegłego sezonu, trudne do wyjaśnienia 0:4. Nie mogę również zapomnieć niesamowitych końcowych pięciu minut z Galatasaray w mojej pierwszej edycji Ligi Mistrzów z Milanem. Od 2:1, które dawało nam awans do kolejnej fazy, do 2:3, które całkowicie eliminowało nas z pucharów.

Kiedy osiągnąłeś zawodowe spełnienie?
Bez wątpienia wieczorem 28, maja 2003 roku, gdy w Manchesterze pokonaliśmy Juventus. Magiczny wieczór, nie tylko z powodu decydującego karnego, który wykonałem, ale przede wszystkim niesamowitej radości, która ogarnęła mnie, moich kolegów oraz tysiące kibiców, którzy przybyli nas wspierać. Ich radość była naszą radością. Z kolei indywidualnie wielkie emocje przeżyłem w Paryżu, gdy otrzymałem Złotą Piłkę.

Kiedy zaś osiągnąłeś dno?
Zdarzyło się to, gdy reprezentowałem barwy narodowe, nie Milanu. Pamiętam smutek po utracie szans na zakwalifikowanie się do mistrzostw Europy. Po porażce 1:2 ze Słowenią w pierwszym meczu barażowym otworzyła się przed nami duża szansa, gdy w rewanżu wyszliśmy na prowadzenie 1:0. Utraciliśmy je jednak na kilka minut przed końcem meczu. Nasze rozczarowanie było trudne do opisania.

Najbardziej wstydliwy moment w twojej karierze?
Byłem wówczas młody, bardzo młody. Grałem w juniorskim zespole Dinama Kijów. W pewnym momencie piłka po uderzeniu jednego z moich kolegów minęła bramkarza i zatrzymała się kilka centymetrów przed linią bramkową w kałuży. Pierwszy dobiegłem do piłki i dokonałem rzeczy niemożliwej, przestrzeliłem. Nie powiem wam, jakie słowa usłyszałem od trenera po zakończeniu spotkania. Prawda jest taka, że grając w lidze ukraińskiej nigdy nie zdobywałem wiele bramek, być może było to tylko kwestią niewystarczającej koncentracji. Pod tym względem przeprowadzka do Włoch wiele mi pomogła. Pomyślcie, że grając na Ukrainie moja średnia na sezon wynosiła 12 bramek, podczas gdy we Włoszech podskoczyła do 18.

Którego piłkarza najbardziej podziwiasz na gruncie zawodowym, pomijając oczywiście kolegów z zespołu.
Generalnie darzę wielkim szacunkiem piłkarzy znakomicie wyszkolonych technicznie. Nie mogę nie wspomnieć dwóch nazwisk: Zidane i Figo.

Który trener, pomijając Ancelottiego, wydaje ci się najbardziej sympatyczny?
Chciałbym wspomnieć Cesare Maldiniego, który zawsze traktował mnie jak syna. Świetny człowiek, wielki zawodowiec.

Na którym stadionie, obok San Siro, najbardziej lubisz grać?
Na Santiago Bernabeu w Madrycie. Uważam się za szczęśliwca także dlatego, iż dane było mi zagrać na Wembley nim został rozebrany.

Jakie barwy fascynują cię najbardziej?
Brazylii, gdyż są przesiąknięte bogatą historią i tryumfami. To barwy wielkich mistrzów.

Co najbardziej podoba ci się w twojej grze, co zaś w najmniejszym stopniu?
Kiedy dobrze się czuję mogę zdobywać bramkę z każdej okazji, jestem nieprzewidywalny, skuteczny, czuję się pewnie. Kiedy jednak nie jestem w formie odczuwam w pewnym stopniu frustrację, gdyż wychodzą mi wyuczone zagrania.

Co innego mógłbyś robić w życiu, gdybyś nie grał w piłkę?
Czuję się dobrze w każdej dziedzinie sportu. Jestem przekonany, że podobny sukces mógłbym osiągnąć w innych dyscyplinach, takich jak hokej, czy lekka atletyka.

W jaki sposób chciałbyś zostać zapamiętany przez kibiców Milanu?
Jako piłkarz, który zawsze starał się zapewniać im emocje, ale również jako wykształcony człowiek, szanujący kolegów z zespołu i rywali.

Twoje motto?
Shevchenko to radość.

tłumaczenie: dezali

 

 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone