ANDRIY SHEVCHENKO DLA 'CALCIO2000'

Złoty rok 2004 dla Shevchenki. Mistrz Włoch z Milanem, król strzelców Serie A, przyszły ojciec i mąż Kristen, poślubionej w tajemnicy miłości jego życia. I pomysł: kolacja nad jeziorem...

W życiu każdego człowieka są ważne momenty. Teraz, gdy Andriy Shevchenko ogłosił, że 14. lipca w Waszyngtonie poślubił w tajemnicy Kristen Pazik, która oczekuje jego dziecka (już wiadomo, że będzie nosiło imię Jordan), znacznie łatwiej jest objąć pozłacanymi ramami ostatnie lata ukraińskiego mistrza, prawdziwej i wielkiej gwiazdy, punktu odniesienia w najnowszej historii Milanu. Urodzony goleador - pozycja, która jako pierwsza przemawia do wyobraźni dzieci. Łowca bramek, w kilku słowach: ten, który decyduje o wyniku.
Tak jak w 45' rewanżowego półfinału Ligi Mistrzów z Interem, gdy obsłużony przez Seedorfa wdarł się w samo serce pola karnego nerazzurrich, wygrał starcie z Cordobą i strzelił między ramionami Toldo, wysyłając Milan prosto do finału w Manchesterze.
Tak jak właśnie w Manchesterze w "meczu życia", po tym jak strzelił już Buffonowi w regulaminowym czasie gola, którego wielu uznało prawidłowym. Ale to mało ważne, bo już wtedy droga Shevy była ustalona: po nieuznanym golu był karny, ten w finałowej loterii, który dał mu jego pierwszy wielki tryumf - Ligę Mistrzów 2003.
Tak jak w pierwszej minucie tegorocznego meczu z Romą na San Siro: ten władczy wyskok, perfekcyjny lot, koronujący kros Kaki we właściwym miejscu i momencie. I scudetto. Kielich życia Andriya Shevchenki nigdy jeszcze nie był tak pełny jak teraz. Ten dobrotliwy gigant, który mocno ściska dłoń, a już po chwili obejmuje dzieci czekające przy wejściu do Milanello, nie nadużywa swej pozycji gwiazdy, pozostając człowiekiem prostym i spokojnym.

Dwa mecze ze wszystkich

"Być może największym przeżyciem było wygranie Ligi Mistrzów. Urok pojedynczego meczu. Nawet jeśli takim samym pojedynczym meczem uznać spotkanie Milan-Roma w zeszłym sezonie. Ważny mecz, przez naszymi kibicami, na zakończenie długiego turnieju. Prawda jest taka, że ja - przynajmniej z mojego punktu widzenia - zagrałem lepiej w pierwszym meczu. Roma-Milan to jedno ze spotkań, które wspominam z wielką przyjemnością. Drugim jest naturalnie finał Ligi Mistrzów." To wyznanie jest podpisane przez niego - Andriya Shevchenkę we własnej osobie. Napastnika, który we Włoszech był już w czasach dzieciństwa, marząc by kiedyś móc podeptać trawę na boisku, na którym dziś jest bohaterem: "Miałem 14 lat, przyjechałem właśnie tu, aby zagrać kilka meczów i zobaczyć San Siro. Patrzyłem na murawę i myślałem: 'Obym kiedyś i ja mógł zagrać na tym boisku. To byłby sen.'" Sen, który zaczął się latem 1999 roku, kiedy napastnik urodzony w Dvirkivshchynie przybył na dwór Berlusconiego prosto z Dynama Kijów, prawdziwego "Milanu" Ukrainy. Pod każdym względem. "Grałem tylko w tych dwóch klubach. W Dynamie Kijów wszystko było znakomicie zorganizowane, Milan nadaje na tej samej częstotliwości. Wierzę, że reprezentuje maksimum dla piłkarza. To klub, który pozwala ci pracować spokojnie, co jest rzeczą najważniejszą."

Mit nazwiska Błochin

Przybywając do Milanu miałeś już 60 goli w 118 meczach w najwyższej klasie rozgrywek na Ukrainie. I tyle mitów z dzieciństwa wydawało się tak bliskich...
"Kiedy byłem małym chłopcem, dorastałem przy mitach o wielkich piłkarzach z mojej ojczyzny, takich jak Oleg Błochin i Aleksander Zavarov. Dla mnie to byli bohaterowie. Moim celem było stanie się takim jak oni. Później zacząłem rozumieć, że i ja stałem się kimś: grałem w Dynamie, robiłem karierę, wiele się zmieniło."

91 goli w 151 meczach ligowych pozwala przypuszczać, że stres i ciężar związane z przebywaniem w centrum uwagi nie mają żadnego wpływu na Shevchenkę. Ale był moment, zaraz po wyleczeniu kontuzji, niezbyt prosty do przejścia. Jak z niego wyszedłeś?
"Pewnie, sprawy nie toczyły się właściwym torem, ale wiedziałem, że nie byłem w pełni sił fizycznych. I tyle. Potrzebowałem czasu na odbudowanie najlepszej formy oraz spokoju i mojej siły wewnętrzej. Zawsze w to wierzyłem, nigdy nie miałem wątpliwości i w głębi duszy wiedziałem, że dam radę. Otrzymałem też pomocną dłoń od osób, które mnie otaczały, od rodziny i środowiska."

Milan w tym roku startuje jak zwykle z wieloma celami...
"Słusznie. Odpocząłem, przeżyłem piękne wakacje. Cele klubu zawsze są wielkie, podobnie jak poszczególnych graczy. Ważną rzeczą jest dobrze zacząć i aby móc tego dokonać, trzeba pracować spokojnie i bez żadnych polemik, jak w ciągu dwóch ostatnich lat. Grupa jest w tym roku jeszcze silniejsza i ważnym jest też zrozumienie, że nagle można wypaść z pierwszego składu. Jest jedynie problem zarządzania grupą. Gra ten, kto jest w dobrej dyspozycji, a kto nie gra, ten nie może absolutnie czuć się przez to gorszym."

Rzut okiem na Inter

Nie jest rzeczą trudną wskazać rywali Milanu.
"Są zawsze ci sami. Inter z Mancinim poczynił ważne inwestycje, przede wszystkim zrozumiał, że pomoc jest ważna. To silny zespół, gdzie Adriano może naprawdę być w stanie odmienić wszystko. Poza tym oczywiście są Juventus i Roma."

Mówi się, że włoska piłka ma za sobą katastrofalny sezon, zarówno klubowy, jak i reprezentacyjny. Uważasz, że poziom Serie A jest niższy niż w innych ligach?
"Nie powiedziałbym. Nie wierzę, że można mówić o kryzysie włoskiej piłki. W końcu do finału Ligi Mistrzów awansowały zespoły silne, ale nie te, których wszyscy się spodziewali. Nie tylko drużyny włoskie zostały niespodziewanie wyeliminowane. To samo tyczy się Włochów na Mistrzostwach Europy. Wystarczy spojrzeć na Hiszpanię, która odpadła w pierwszej rundzie. Wierzę, że w tym roku w Europie będzie inaczej."

Shevchenko - bohater i dwukrotny król strzelców - ma jedną jedyną ideę w głowie: piłka nożna to gra, ale nie dla siebie, tylko dla drużyny.
"Ważne jest zrozumienie z trenerem, ale przede wszystkim dostosowanie się i bawienie się grą. I to jest piłka nożna. W tej chwili mogę zagrać na każdej pozycji, na której wystawi mnie trener."

Twoim życiem teraz jest futbol. Kiedyś jednak twoja kariera sportowa się skończy. Masz już jakieś pomysły na to, co może stać się twoją przyszłością?
"Uważam, że jeszcze za wsześnie by o tym myśleć. Teraz chcę skoncentrować się na mojej karierze, wiem, że z czasem otworzą się przede mną nowe możliwości. Mam już pewne idee, są projekty, które mógłbym rozwinąć na Ukrainie, ale teraz chcę się skoncentrować na piłce."

Van Basten, niedościgniony

Pokonałeś Marco Van Bastena w ilości goli strzelonych w Serie A w koszulce Milanu. Kim dla ciebie jest Łabądź z Utrechtu? Wielu porównuje cię do niego ze względu na zdolności strzeleckie...
"Dla mnie to ktoś wielki, absolutnie wielki. Mit dla każdego z piłkarzy. To czego dokonał w swoich latach dla Milanu jest niesamowite. Dał z siebie wszystko w najlepszym okresie swej kariery. Pozostaje jedynie żal, że musiał przestać grać. Darzę go wielkim szacunkiem."

Grywałeś też w hokeja na lodzie...
"To prawda. Na Ukrainie to normalne. Grałem w hokeja od dziecka. Poza tym przyjaźnie się z Alexeiem Yashinem - jednym z największych hokeistów Rosji. Od kilku lat gra w NHL dla nowojorskich Islanders. Także w tym roku mieliśmy okazję spotkać się kilka razy."

Jakie sporty pasjonują cię prócz piłki?
"Muszę przyznać, że lubię sport w każdym wydaniu, ale szczególnie podoba mi się golf. Od jakiegoś czasu pasjonuję się sportami amerykańskimi, głównie koszykówką, ale także futbolem amerykańskim i baseballem. Powtórzę jeszcze raz, że każdy sport ma w sobie coś co może mnie zafascynować. W chwili obecnej na przykład często grywam w tenisa, a także w golfa."

Dzień wolny, ale taki naprawdę wolny. Jak wykorzysta go Andriy Shevchenko?
"Pomijając fakt, że wolnych dni to ja nie mam zbyt wiele, uważam, że byłoby bardzo miło pójść na długi spacer z żoną, przejść się po zielonej trawie, może zagrać razem w golfa na łonie natury. A o zachodzie słońca wrócić i zjeść razem w jakimś przytulnym miejscu, może nad jeziorem. Piękna kolacja, piękny wieczór..."

Sheva, romantyczny mistrz...

tłumaczenie: TomekW

 

 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone