Dejan Savicevic dla La Gazzetta dello Sport


Wywiad z "Geniuszem", prezydentem Piłkarskiej Federacji Czarnogóry, która debiutuje z reprezentacją narodową po odzyskaniu niezależności.

Prezydencie Savicevic, co u pana?
Dużo pracy, i to bardzo trudnej. Ale jest pięknie, przepięknie i jestem rozentuzjazmowany. Najpierw niezależność, teraz reprezentacja. To dla nas kolejny wielki dzień…

Jaka to reprezentacja?
Mała i młoda. Ale jest nasza, to Czarnogóra. Gramy na stadionie z 13 tysiącami miejsc. Póki co. Potem zwiększymy do 18, może nawet 20 tysięcy. Na razie skupiamy się na debiucie przeciwko Węgrom; na trybunach będzie też Platini. Potem będziemy pracować nad spełnieniem marzenia: Mistrzostwa Świata 2010."

Są szanse na awans?
Jakbym mógł tak mówić? Zaczynamy w 2008, z ostatniego miejsca, z ostatniego koszyka. Na pewno z wielką pasją i dumą. Będziemy pracować, pracować i jeszcze raz pracować.

Geniusz, który mówi o pracy. To niemal sensacja, nie?
Czas mija, a ludzie się zmieniają. Przez sześć lat byłem wiceprezydentem Federacji Serbii i Czarnogóry, byłem też selekcjonerem. Ale teraz to co innego, teraz pracuję znacznie chętniej. To wszystko nasze.

Ile zarabia prezydent Federacji?
Mało, prawie nic. Ale ja nie mam kłopotów, mam się dobrze, zainwestowałem trochę pieniędzy w nieruchomości. Mogę przeżyć z pensji, więc nie ciąży mi praca dla Federacji. To nie jest to samo, co praca selekcjonera.

Myślał pan kiedyś o zostaniu trenerem?
Parę razy, ale teraz mnie to nie interesuje. Zbyt wielki stres, za dużo problemów, zbyt wiele gorących głów do opanowania. Tu, w Podgoricy, jest inaczej. Jestem we własnym domu, z moimi ludźmi w mojej rzeczywistości.

Ale pan był Savicevicem, Geniuszem futbolu…
Grałem, bawiłem się, wygrywałem, cierpiałem z powodu wielu - zbyt wielu - kontuzji. We Włoszech mogłem osiągnąć znacznie więcej, ale mięśnie nie pozwoliły. Ale od życia i piłki otrzymałem znacznie więcej niż dałem. Mój ojciec pracował na kolei, miał znacznie trudniej. Ja grałem w Crvenej Zvezdzie, w reprezentacji, w Wielkim Milanie.

Wielu rossonerich stało się trenerami. Dwaj, Donadoni i Van Basten, zostali selekcjonerami. Zaskoczony?
Ani trochę. Byli świetnymi zawodnikami, są świetnymi trenerami. Jak Rijkaard w Barcelonie, jak Ancelotti w Milanie. W moim Milanie, z którym teraz cierpie; który przegrał oba mecze derbowe z Interem... Nie jest dobrze...

Widział pan tylko derby?
Nie, śledzę wszystkie mecze - zawsze. Jestem abonentem, oglądam Sky i Milan Channel. To drużyna bliska mojemu sercu, nigdy nie mógłbym o niej zapomnieć. Teraz ma problemy, nawet spore, ale jest nadal w Lidze Mistrzów i jeszcze daleko zajdzie.

W ćwierćfinale czeka Bayern. Gdzie pan obejrzy ten mecz?
Pewnie jak zwykle przed telewizorem. Chociaż zobaczymy, bo chętnie wybrałbym się na San Siro. Tak czy siak, trzeba pokonać Bayern. I go pokonamy! Milan jest silniejszy i awansuje, niezależnie od tego, czy rywale zagrają z Kahnem czy bez niego. Milan ma dobre wspomnienia z dwumeczów z Bayernem.

Ale w półfinale mógłby trafić na Romę.
I co z tego? Nie jest faworytem? Nie martwi mnie to... Kiedyś, kilka lat temu, pojechaliśmy do Aten na finał. Rywalem była Barcelona - murowany faworyt. Mówiono, że wygra nawet niskim nakładem sił. Tyle było gadania... I jak się skończyło?

Savicevic bohaterem, Barca zniszczona: 4-0 dla Milanu...
Widzi pan? Nie zawsze wygrywają faworyci. Nie zawsze. Ja wolałbym uniknąć Manchesteru. Są bardzo silni, szybcy, grają świetnie i mają wiele indywidualności. Oczarował mnie Cristiano Ronaldo. Być może jest w tej chwili jednym z najlepszych w Europie.

Kto oprócz niego?
Ibrahimovic. Potrafi fantastycznie zagrywać. Jest bardzo spektakularny, jak Van Basten. Marco jednak strzelał znacznie więcej.

Komu dałby pan Złotą Piłkę?
Po połowie Cristiano Ronaldo i Ibrahimovicowi.

Ale tak się nie da. Może być tylko jeden laureat.
Więc dałbym ją Cristiano. A wie pan czemu? Bo nadal gra w Lidze Mistrzów, co jest ważnym aspektem. Gdy wygrałem Puchar Mistrzów z Crveną Zvezdą, gdy pokonaliśmy Marsylię w Bari, myślałem, że wygrałem Złotą Piłkę. Zająłem jednak drugie miejsce. Nagrodę dali Papinowi. Myślę, że to dlatego, że jest Francuzem. Oczywiście to tylko moje zdanie. Ale nikt mnie nie przekona, że było inaczej.

Cristiano i Ibra najlepsi. A w Milanie?
Kaká jest absolutnie niezrównany. Jednak w tym roku nie grał na miarę swych możliwości. Miejmy nadzieję, że pokaże wszystko, co ma najlepszego, w końcówce sezonu, gdy rozstrzygać się będą losy czwartego miejsca i przede wszystkim w Lidze Mistrzów. Podoba mi się też gra Ronaldo, któremu nieźle się powodzi. Żal mi natomiast Inzaghiego, który ma pecha i jest trapiony przez urazy. Rozumiem go. I pozostanie wielki, bo instynkt strzelecki ma we krwi. Powinien dostawać więcej szans w lidze.

Jak pan teraz postrzega Serie A?
Dla mnie Serie A bez Juventusu to nie jest prawdziwa Serie A. Nie można jednak odbierać zasług Interowi, który ma silny zespół, gra świetnie i wygrywa scudetto z wielką przewagą. Dziwnie oglądać mecze bez Juve. Może powinni dać im 20 albo 25 punktów karnych. Ze swoją kadrą obroniliby się przed spadkiem, a mecze z czołówką miałyby dodatkowy smaczek i znaczenie.

Co pan myśli o skandalu we włoskiej piłce?
Moggi i niektóre zjawiska były już za moich czasów. Nie spodziewałem się rozmiarów afery. Jeśli chodzi o sędziów, to były gorsze przypadki. W byłej Jugosławii było znacznie gorzej. Parę lat temu musieliśmy wyrzucić wielu sędziów z powodu systemu korupcyjnego. A calcio zmienia się na lepsze. Musimy znów cieszyć się grą.

tłumaczenie: TomekW



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone