RUI COSTA DLA 'FORZA MILAN!'

Jeszcze przez co najmniej dwa sezony będziesz inspirował Muzy w barwach Milanu. W jaki sposób chciałbyś zostać zapamiętany przez kibiców Milanu?
Cieszyłbym się, gdybym nigdy nie został zapomniany, bardziej jako człowiek, niż piłkarz. Jako osoba, która zawsze dawała z siebie wszystko na boisku i równocześnie była przykładem poza nim.

Twoja kariera jest długa i pełna miłych momentów. Kiedy osiągnąłeś w niej szczyt?
Dwukrotnie, każde z tych wydarzeń cenię równie mocno. Zwycięstwo w mistrzostwach świata do lat 20. i oczywiście zwycięstwo w Manchesterze w Lidze Mistrzów. Oba sukcesy postrzegam jako równie cenne, mimo, iż zwycięstwo w młodzieżowych mistrzostwach świata nie ma takiego znaczenia, jak zdobycie Pucharu Mistrzów. W piłce młodzieżowej to jednak najważniejsze trofeum, jakie można zdobyć. To były dwa wydarzenia, które przyprawiły mnie o dreszcze - pierwszy w piłce młodzieżowej, drugie, gdy byłem już ukształtowanym piłkarzem. Obu towarzyszyły takie same emocje i przyjemność.

Kiedy z kolei sięgnąłeś dna?
Największym rozczarowaniem były mistrzostwa świata w 2002 roku w Korei. Po raz pierwszy grałem wówczas na mundialu, naszemu występowi towarzyszyły wielkie oczekiwania. Tymczasem zaprezentowaliśmy się grubo poniżej oczekiwań, odpadając w pierwszej rundzie. Zabolało to bardziej niż zeszłoroczna porażka w finale mistrzostw Europy z Grecją. Jeśli chodzi o rozgrywki klubowe najgorsze wspomnienia związane są z porażką w La Corunii w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. Puchar był w naszym zasięgu, jego zdobycie być może byłoby łatwiejsze, niż w 2003 roku. Zmarnowaliśmy jednak tą okazję.

Najbardziej zawstydzające wydarzenie w twojej karierze?
Mój pierwszy sezon z Milanie nie należał do udanych, nie dane mi było rozegrać pełnego spotkania. Prześladowała mnie imponująca seria kontuzji, co z perspektywy czasu określiłbym nie tyle zawstydzającym, co najbardziej dramatycznym okresem mojej kariery. Byłem zdesperowany, gdyż po każdej kolejnej kontuzji nie potrafiłem grać na takim poziomie, na jaki mnie było stać. To był naprawdę trudny sezon.

Najdziwniejsze spotkanie, jakie rozegrałeś?
Dotkliwa porażka z Lazio prowadzonym przez Zemana w moim pierwszym sezonie we Włoszech. Fiorentina przegrała 2:8, choć spotkanie równie dobrze mogło zakończyć się wynikiem 10:20.

Najdziwniejszy i najbardziej kuriozalny gol, jakiego zdobyłeś?
Nigdy nie zdobyłem przypadkowego, czy szczęśliwego gola, gdyż za każdym razem, by umieścić piłkę w siatce musiałem kierować piłkę blisko słupka.

W takim razie która zdobyta przez ciebie bramka była najbardziej spektakularna?
Ta zdobyta w meczu z Brescią kilka tygodni temu. Chciałem uderzyć piłkę jak najdalej od bramkarza i.. trafiłem w spojenie słupka z poprzeczką. Piękna bramka!

Twój najlepszy mecz rozegrany na arenie międzynarodowej?
Nie mogę zapomnieć zwycięstwa 1:0 nad Realem Madryt. Nie tylko z powodu mojej asysty przy bramce Shevchenki, który pokonał Casillasa, jednak przede wszystkim dlatego, iż uważam, że było to najlepsze spotkanie Milanu rozegrane w ostatnich latach. Ważny mecz, wielkie zwycięstwo i, wisienka na torcie, piękna asysta.

Który ligowy mecz chciałbyś rozegrać raz jeszcze?
Jednym z najlepszych meczów w moim wykonaniu był ten przeciwko Atalancie jesienią 2002 roku, gdy wygraliśmy 4:1. Przeprowadziłem efektowną akcję i zostałem sfaulowany w polu karnym. Miałem także szansę zdobyć bramkę, jednak paradą popisał się Taibi. Rozegrałem bardzo dobre spotkanie.

Jakie są z kolei twoje najgorsze spotkania rozegrane we Włoszech i na arenie międzynarodowej?
Nie wskażę pojedynczego meczu ze wspomnianego wcześniej pierwszego sezonu moich występów w Milanie, gdyż z wielu ówczesnych występów nie byłem zadowolony. Być może tym, o którym w największym stopniu chciałbym zapomnieć był mój pierwszy ligowy występ w barwach Milanu przeciwko Brescii z powodu tego przykrego wydarzenia (Rui Costa złamał wówczas rękę - przyp. dez). Oznaczało ono dla mnie długą przerwę rzutującą na cały sezon w moim wykonaniu. Na arenie międzynarodowej na pierwszym miejscu stawiam spotkanie Sporting Lizbona-Milan w ramach Pucharu UEFA. Chciałem pokazać się z jak najlepszej strony w moim mieście, jednak po meczu byłem zawiedziony swoją postawą.

Jakie są twoje piłkarskie wady i zalety?
Nigdy się nie poddaję. Uważam się za odważnego piłkarza, który nie boi się odpowiedzialności nawet w najtrudniejszych momentach. Wady? Nigdy w trakcie 15-letniej kariery zawodowej nie poprawiłem gry głową!

Rywal, którego najbardziej podziwiasz pod względem techniki?
Zinedine Zidane.

Także teraz, pomimo spadku formy?
Być może prezentował się gorzej pod względem fizycznym, ale to wciąż numer jeden. Ponadto zaczekajmy jeszcze zanim ogłosimy jego upadek. Nie zapominajmy, że cały zespół Realu nie prezentował się najlepiej. Jego zagrania wciąż są niepowtarzalne, na chwilę obecną nie widzę jego następcy. Niestety.

Kogo z kolei cenisz najbardziej pod względem ludzkim?
Być może wpływ na to ma fakt, że razem się wychowywaliśmy i że jest dla mnie jak brat, w każdym bądź razie bardzo cenię Luisa Figo. Wydaje się człowiekiem zamkniętym w sobie, trudnym, jednak tłumaczy go jego nieśmiałość. Jest wielkim mistrzem nie tylko na boisku, ale także w życiu codziennym. Zawsze do dyspozycji, szczerzy, wyedukowany.

Jaki stadion, pomijając San Siro, najbardziej cię fascynuje?
Także w tym przypadku pozostanę w Portugalii, gdyż szczególne emocje odczuwam wchodząc na murawę Estadio da Luz, gdzie swoje mecze rozgrywa Benfica. Stamtąd pochodzę, przeżyłem tam niezapomniane chwile.

Mogę więc sobie wyobrazić, że czerwone barwy Benfiki, obok tych Milanu, przyprawiają cię o największe emocje?
Oczywiście, w końcu były to barwy mojego dzieciństwa. Muszę jednak przyznać, że szczególnie bliskie są mi również barwy Realu Madryt.

Który trener i sędzia piłkarski wydają ci się najbardziej sympatyczni?
Spośród sędziów największym szacunkiem darzę Pierluigiego Collinę, tak ze względu na jego klasę zawodową, jak i czysto ludzką. Na boisku zawsze potrafi zapanować nad piłkarzami, zachować się odpowiednio w każdych okolicznościach. Poznałem go także poza boiskiem, co tylko umocniło moją opinię o nim.

A jeśli chodzi o trenerów?
Eriksson i Terim. Szwedzki trener wylansował mnie na początku lat 90. Był moim wychowawcą, jemu zawdzięczam swoje wyszkolenie techniczne, ukształtował mnie również jako człowieka, pomógł w pierwszych krokach stawianych w zawodowstwie. Pod wodzą Terima zostałem kapitanem Fiorentiny - klubu, dla którego rozpoczynały się chude lata. Nasza współpraca układała się bardzo dobrze i w ostatecznym rozrachunku udało się nam zdobyć niezapomniany Puchar Włoch.

Kim byłbyś, gdybyś nie został piłkarzem?
Zawsze fascynował mnie zawód adwokata. Te wszystkie książki, które trzeba przeczytać, kodeksy pełne paragrafów. Chciałbym studiować właśnie prawo.

O czym marzysz na przyszłość?
Chciałbym pozostać przy piłce, ale również rozpocząć działalność na rynku nieruchomości.

We Włoszech, czy w Portugalii?
W Portugalii.

Jakie powinno brzmieć twoje motto?
Rui Costa, Serce!

A gdzie miejsce na klasę?
No dobrze, niech będzie: Rui Costa, Klasa i Serce.

tłumaczenie: dezali



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone