RUI COSTA DLA 'FORZA MILAN!'

Oglądasz ich grę i zastanawiasz się, dlaczego nie grają w koszulce Milanu. Strzelają bramkę dla zespołu przeciwnego, a ty niemal podskakujesz z miejsca. Zaliczają asysty, błyskają wspaniałymi zagraniami i mimo, iż grają w przeciwnym zespole, ręce same składają się do oklasków. W takich momentach zapomina się o barwach klubowych, powraca idea De Coubertina. Właśnie tak zachowywali się kibice Milanu w odniesieniu do Rui Costy, aż latem 2001 roku przybył na San Siro, stając się najdroższym nabytkiem w historii klubu. Tym, którzy nie zgadzają się z przytoczoną tezą, polecam przypomnienie pewnych epizodów, które zapisały się w pamięci mocniej, niż sam wynik uzyskany na boisku. Był 20. maja 2001 roku, 31. kolejka. Milan walczy o miejsce gwarantujące start w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Podejmuje Fiorentinę, która w rundzie jesiennej wygrała 4:0. W zespole panuje chęć rewanżu. Wszystko spala na panewce, gdyż już w pierwszych minutach dwa razy do bramki Milanu trafia wieloletni prześladowca Enrico Chiesa (13 goli w 16 meczach). W 83' w Fiorentinie następuje zmiana: miejsce Rui Costy zajmuje Vanoli. Nie towarzyszą temu gwizdy, jak ma to zwykle miejsce, gdy piłkarz rywali opuszcza boisko. Manuel schodzi pośród aplauzów całego San Siro. Od tego momentu minęły cztery lata. Rui zakłada już właściwą koszulkę, odegrał niepoślednią rolę w sukcesach, odniesionych w ostatnich latach przez Milan.

Cel, postawiony przed wami przed sezonem, był jasny: wygrać wszystko, co jest do wygrania. Myślisz, że jest to wykonalne zadanie?
Uważam, że takie postawienie sprawy w żadnym przypadku nie jest przesadą, lecz wyrazem przekonania w nasze możliwości. W dwóch ostatnich sezonach wygraliśmy Ligę Mistrzów, Puchar Włoch, Superpuchar Włoch, Superpuchar Europy, scudetto. Chcemy pokazać, że stać nas na walkę na wszystkich frontach. Nie widzę niczego złego w tak rozbudowanych ambicjach. Do każdego rywala podchodzimy z należytym szacunkiem, gdyż zdajemy sobie sprawę, że czeka nas ciężkie zadanie.

Nie ma jednak miejsca sytuacja, iż w pewnym momencie sezonu, być może nawet nieświadomie, dokonuje się pewnej gradacji celów, stawiając jedno trofeum wyżej niż inne?
Absolutnie nie. Kiedy wygrywaliśmy Ligę Mistrzów mówiło się, że odbyło się to kosztem ligi, że skoncentrowaliśmy się na rozgrywkach pucharowych. To nieprawda!

Co w takim razie się stało?
Po prostu straciliśmy dystans do rywali w okresie, gdy Liga Mistrzów nie grała. W pewnym momencie sezonu możesz zdać sobie sprawę, że szanse na końcowy sukces są mniejsze. Tylko wtedy możesz dokonać gradacji celów. Jednak walczymy o wspaniałe trofea i nikt nie zamierza oddawać ich bez walki.

Na papierze to właśnie wy jesteście zespołem, na mecz z którym inne ostrzą sobie zęby.
Przez te dwa lata pokazaliśmy wielką klasę. Każdego roku dokonujemy wzmocnień składu, nie pozbywając się żadnego z kluczowych piłkarzy. Nie może być inaczej, jesteśmy stawiani wśród faworytów.

W jaki sposób Rui Costa zmienił się od lipca 2001 roku?
Postarzałem się. Oczywiście żartuję. Czuję, że całkowicie przesiąkłem filozofią panującą w klubie. Pierwszy rok mojego pobytu w Milanie był nieudany, zbyt często zmagałem się z kontuzjami. Kolejne dwa były zaś wspaniałe. W ubiegłym sezonie przegrałem rywalizację o miejsce w składzie, jednak nie mam o to żalu, jeśli spojrzy się na wyniki, jakie osiągnęliśmy. Myślę, że zachowałem się dobrze: cały czas byłem gotów do gry i gdy zachodziła taka konieczność, wnosiłem swój wkład w grę zespołu.

Czego nauczyłeś się przez te lata w Milanie?
Może nie tyle nauczyłem, co wiele zdobyłem. Milan jest klubem i zespołem, który ma wiele do zaoferowania nie tylko pod względem piłkarskim, ale i relacji międzyludzkich. Innymi słowy, pozwala ci się rozwijać.

Rozstrzygnięcia ostatnich mistrzostw Europy są bodźcem do szukania rewanżu w trwającym sezonie?
Określiłbym ich przebieg mianem połowicznego rozczarowania.

Dlaczego?
Gdyż przegrana w finale u siebie, przeciwko zespołowi, który nie był stawiany wśród faworytów, nie jest powodem do dumy. Pozytywem jest natomiast sam awans do finału, co jest największym osiągnięciem Portugalii w historii jej występów w mistrzostwach Europy. Nie było mi łatwo zakończyć reprezentacyjną karierę. Dzięki temu będę miał jednak więcej czasu dla Milanu, który wykorzystam, jak zwykle, z pełnym przekonaniem.

Jakie są silne i słabe strony tego zespołu?
To co uderza wszystkich, także nas samych, to niemalejące ambicje, jakie wciąż mamy. Jesteśmy silnym, zgranym zespołem. Ambicja wypływa przede wszystkim od najbardziej doświadczonych piłkarzy, takich jak Maldini, czy Billy, którzy wygrali już w piłce wszystko, co było do wygrania. Są jednak wciąż głodni nowych sukcesów. Inną zaletą jest bez wątpienia otoczenie, w jakim pracujemy. Nowi piłkarze nie mają problemów z adaptacją w zespole. Wady? Nie będę ich zdradzać.

Których zespołów obawiasz się najbardziej?
Inter dysponuje w tym sezonie naprawdę dobrym zespołem. To już jedenasty sezon moich występów we Włoszech. Nie przypominam sobie, by Inter kiedykolwiek dokonał takich wartościowych wzmocnień.

Swoją przyszłość wiążesz z Milanem?
Mój kontrakt wygasa po przyszłym sezonie. Mimo, iż już tego lata mówiło się, że odejdę z klubu, chcę wypełnić kontrakt do samego końca.

Dlaczego media co roku donoszą, że odejdziesz z klubu?
Już po pierwszej kontuzji odniesionej w meczu z Brescią w 2001 roku zostałem przed niektóre media sprzedany do innego klubu! W tym roku udawałem się na mistrzostwa Europy z przekonaniem, że pozostanę w Milanie. Otrzymywałem gratulacje z klubu za swoje występy na Euro, ani razu nie rozmawialiśmy o moim odejściu. Cieszę się, że wielkie kluby wciąż wyrażają zainteresowanie moją osobą, ale jeszcze większą radość sprawia mi świadomość, że wierzy we mnie taki klub, jak Milan. Działacze zawsze powtarzali mi, że pozostanę w klubie.

Gdybyś dysponował magiczną różdżką, co zmieniłbyś w Milanie z ostatnich lat?
Pozostawiłbym wszystko tak, jak jest. Ci, którzy mówią "gdybym tylko mógł... jeśli mógłbym..." są ludźmi przegranymi. Sezon 2001/02 z powodu kontuzji był dla mnie stracony. Nie chciałbym jednak nic zmieniać. Nie było łatwo zaczynać później od nowa, odzyskać wszystko to, co straciłem przez ten rok. Udało mi się jednak i jestem z tego dumny.

Czytasz jeszcze dzienniki?
Bardzo rzadko.

Jaką masz opinię o prasie?
Dziennikarze pracują z dobrymi zamiarami. Nie można oczekiwać, że zawsze będą pisać o tobie dobrze. Nie popieram jednak hipokryzji, wiele razy musiałem wysłuchiwać oszczerstw, wiedząc, że ktoś u góry pociągał za sznurki.

Być może prasa jest odzwierciedleniem całego współczesnego świata?
Tak już jest. Trzeba potrafić z tym żyć, spoglądać przed siebie. Moim największym osiągnięciem jest umiejętność zasypiania z czystym sumieniem, z przekonaniem, że dałem z siebie wszystko w tym, co robiłem.

W jakim świecie przyjdzie żyć twoim dzieciom?
Wydarzenia dziejące się na świecie nie daje zbyt wielu powodów do radości. Moje obawy nie różnią się zbytnio od tych, jakie mają inni rodzice.

Przed mistrzostwami Europy powiedziałeś, że będą one wielką okazją do rozwoju całej Portugalii. Czy tak w rzeczywistości było?
Odnieśliśmy zwycięstwo. Druzgocące. Przed mistrzostwami słychać było głosy sceptyków: "zobaczysz, Portugalia nie poradzi sobie z organizacją, nie ma odpowiednich środków, pieniędzy". Ludzie dali jednak z siebie wszystko dla ojczyzny. Myślę, że oglądanie mistrzostw było przyjemną rzeczą. Organizacja stała na najwyższym poziomie. Zwycięstwo.

Jakie są twoje najmilsze wspomnienia z mistrzostw.
My, piłkarze, zawsze będziemy mieli w pamięci obrazki wspaniałej publiczności. Największe rozczarowanie nastąpiło, gdy spojrzeliśmy na ich oblicza po przegranym finale. Ten widok zabolał bardziej, niż sama porażka.

A dojazd autokarem na stadion?
Niesamowite emocje. Miejsca naszego zgrupowania od stadionu dzieliło trzydzieści kilometrów. Przez całą drogę towarzyszył nam tłum ludzi, który nas 'eskortował'. Byliśmy bardzo rozemocjonowani. Przez te pół godziny podróży przepełniała nas radość, uczucie, jakby cała Portugalia była z nami. Prosiliśmy o wywieszenie w oknach flag Portugalii i tak też się stało. Najpiękniejsze jest to, że wiszą tam jeszcze teraz.

Napisano już o tobie książkę, kolejne pewnie w drodze. Czego nie powinno w nich zabraknąć?
Od wydania tej pierwszej minęło już kilka lat. Osobę, która będzie pisać moją biografię, poproszę o przedstawienie mnie bardziej jako zwykłego człowieka, niż jako piłkarza. Wszyscy mogą obserwować i poznawać piłkarzy na co dzień. Ich życie poza boiskiem niczym nie różni się od życia innego człowieka: mamy rodziny, wzruszamy się, cierpimy jak inni, cieszymy się. Nasze życie to nie tylko dwie godziny spędzane codziennie na treningach, piękne kobiety, niedzielny mecz i kupa forsy. O piłkarzach można powiedzieć wiele dobrych rzeczy.

Masz jakieś marzenie, które chciałbyś spełnić?
Jestem marzycielem, więc zawsze mam jakieś marzenia. Jak tylko uda mi się zrealizować jedno, znajduję kolejne.

Jakie jest to obecne?
Mam dwójkę dzieci. Chciałbym pomóc im w dorastaniu. Jeśli chodzi o pracę, przede mną dwa lata, w trakcie których chciałbym poświęcić się piłce i Milanowi, zrealizować kilka ważnych dla mnie celów.

Dlaczego dwa lata?
Mój kontrakt z Milanem wygasa w 2006 roku. Czuję się jednak dobrze i myślę, że może zostać przedłużony. Staram się zwracać w życiu i w karierze piłkarskim uwagę na to, by nie spędzać w danym miejscu więcej czasu, niż jest to konieczne. Jak tylko wyczuję, że mój czas w Milanie dobiegł końca, oddam miejsce w zespole komuś innemu.

tłumaczenie: dezali



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone