ANDREA PIRLO DLA 'FORZA MILAN!'

Nie możesz zaprzeczyć, że w ostatnich miesiącach sprawy przybrały zupełnie nowy obrót. W zasadzie mówię o okresie od maja do lipca zeszłego roku, kiedy rozpoczął się nowy sezon.
To prawda, zmieniła się atmosfera w szatni. Pracujemy bardziej pogodni. Wyniki i nasza gra bardzo pomogły, ale faktem jest, że zmienił się klimat w zespole. Nawet ten, kto nie gra, pozostaje poza zespołem, czuje się ważny i rozumie, że jego chwila nadejdzie, czy to w lidze, czy w pucharach.

Także w twoim życiu wiele się zmieniło.
Tak, przeżywam zupełnie nowe doświadczenie, które szalenie mi się podoba. Zaczęło się dobrze, ale to tylko początek. Przede mną jeszcze długa droga, jestem o tym przekonany. Wiele osób pytało mnie, czy fakt wywalczenia miejsca w Milanie i zespole narodowym jest swoistym namaszczeniem mnie. Ja wcale tak nie uważam, myślę, że to dopiero dobry początek i nic ponadto.

Powiedziałeś, że pozostający poza pierwszą jedenastką przyjmują to spokojnie. Tobie swego czasu zdarzało się często zasiadać na ławce, tak w Interze, jak i Milanie. Nie złościło cię to?
To normalne, że gdy jesteś odsunięty od występów czujesz się w pewnym sensie ofiarą. Ci, którzy nie grają, czują się pokrzywdzeni, jednak Milan sprawia, że wszyscy piłkarze czują się potrzebni i mówią o tym same fakty: każdy już grał, a także każdemu zdarzyło się usiąść na ławce. W Milanie wszyscy jesteśmy wykonawcami postawionego przed nami długoterminowego celu, który mówi o przyjemnej dla oka grze, dobrych wynikach i zdobyciu uznania, co wynika z dwóch poprzednich.

Dlaczego tak trudno przenieść pewien rodzaj zachowań na grunt reprezentacji?
Wytłumaczenie jest dość proste: zrozumienie w reprezentacji wymaga czasu. Przebywanie w gronie innych pomaga poznać się lepiej, odkryć dobre i złe strony partnerów. W reprezentacji pojawia się taki moment, kiedy oblatuje cię strach przed graniem, zbyt bardzo przyglądasz się grze rywali. A to my musimy im narzucić swój styl gry i mentalność.

I jak to osiągnąć?
Nie jest łatwo. W klubie gra się inaczej niż w reprezentacji. Punktem wyjścia musi być pewien styl gry, który okaże się pomocny dla wszystkich, w którym każdy będzie wiedział co ma robić na boisku, jak się poruszać, ustawiać. Taką koncepcję często podczas wspólnych spotkań przedstawia nam Ancelotti podkreślając, że w Milanie stara się wdrożyć coś, co nie do końca powiodło mu się w Juventusie.

Powiedz szczerze, czy uważasz, że Rivaldo, Inzaghi i Shevchenko mogą jednocześnie przebywać na boisku z pożytkiem dla zespołu?
Wystarczą pewne zmiany, małe poświęcenie ze strony każdego z nich. Myślę, że takie rozwiązanie jest możliwe, kiedy każdy z nich znajduje się w dobrej formie i cały zespół gra dobrze. W końcu zawsze w wyjściowej jedenastce powinno być możliwie najwięcej znakomitości piłkarskich.

Czy tylko nowej pozycji można przypisać pewność w twojej grze, ciągłość występów i dobrej formy?
Między innymi tak. Ale negatywne doświadczenia także przyczyniły się do mojej dojrzałości, spokoju w grze i motywacji. Oczywiście nowa rola w zespole cieszy mnie, zawsze jestem w centrum akcji, czuję się ważnym ogniwem.

Zmieniłeś się także mentalnie. Nie brakuje ci zdobywania goli?
Przeciwnie. Przecież wcześniej nie zdobywałem ich tak wiele. Teraz zdobyłem kilka bramek z rzutów karnych, a do tego po raz pierwszy dwa razy trafiłem w jednym meczu w Bergamo. Wcale więc poprzednio nie strzelałem dużo więcej bramek. Jeśli zaś chodzi o moją przemianę mentalną to taka rzeczywiście miała miejsce. Grając za dwoma napastnikami musisz się dostosować się do ich stylu gry, a grając przed linią obrony musisz wyprzedzać rozwój wypadków, grać na dwa zagrania, szybko pozbywać się piłki by nie skomplikować sytuacji na boisku, nie ryzykować.

Kiedy nastąpił przełom?
Myślę, że w meczu Milan-Verona w zeszłym sezonie. Wtedy zrozumieliśmy, że pewni piłkarze, tak jak ja i Rui Costa, mogą grać razem.

Czy to prawda, że to właśnie ty zaproponowałeś nowe ustawienie na boisku Ancelottiemu?
To ja mu o nim powiedziałem, ale to on zdecydował się zaufać mi i rozmawiamy na ten temat często nawet teraz.

Trwające porównania z Riverą wprawiają cię w dumę, czy przytłaczają?
Ani jedno, ani drugie. Czuję większą odpowiedzialność, gdyż w tej chwili wszyscy wymagają ode mnie ciągłego polepszania gry.

Ale widziałeś go w akcji?
Tak, tak, wiele razy. Uważam go za jednego z najlepszych piłkarzy wszech czasów. Oglądanie jego gry to sama przyjemność.

Kto jest najlepszym piłkarzem u boku którego grałeś?
Wiesz, było ich wielu. Grałem z Ronaldo, Baggio, Vierim i Rivaldo. Wszyscy fenomenalni, wspaniali. Jeśli jednak chcesz wiedzieć kto jest najlepszy powiem, że Paolo Maldini, ze względu na jego wydolność, technikę, profesjonalizm i to jakim jest człowiekiem. Za jego przywiązanie do Milanu. To niesamowite móc przypatrywać się jego treningom, występom meczowym i postawie poza boiskiem. Tak, największy jest Maldini.

Powiedz prawdę: czy możliwa jest jednoczesna walka o scudetto i Ligę Mistrzów?
Mamy szeroką i silną kadrę. Nie możemy wybierać, musimy walczyć na wszystkich frontach, pokonując trudności.

Czyli według ciebie nieprawdą jest, że rozgrywa się za dużo spotkań?
Ah, tak, jeśli o to chodzi to tak. Jednak dla mnie nie ma to znaczenia: jeśli mnie wołają do gry w piłkę, ja zawsze jestem chętny.

tłumaczenie: dezali

 



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone