Filippo Inzaghi i Andriy Shevchenko dla ‘Forza Milan!’


Dwóch fuoriclasse postawionych naprzeciw siebie. Notesy gotowe... Rezultat - fascynujący wywiad równoległy.

Jeszcze raz dla wszystkich: jesteście przyjaciółmi czy nie?
Sheva: Zaczniesz?
Pippo: Ależ nie. Proszę, zacznij ty.
Sheva: Ale ty to wiesz. I w "Forza Milan!" też o tym wiedzą. Ach... Dla wszystkich którzy jeszcze nie wiedzą...
Pippo: Nie męczy was ciągłe pytanie o to samo?
Sheva: Dobrze współpracujemy na boisku i tak samo jest poza nim. Nawet jeśli jesteśmy zupełnie inni pod względem stylu gry i charakteru. Ja jestem bardziej cichy. Nawet jeśli czasem skoczę do kasyna. On jest jak tykająca bomba, zawsze wesoły i skory do śmiechu.
Pippo: No popatrz. Nie do końca masz rację. Bardzo często wpadam w gniew. Zwłaszcza złoszczę się na twoich kolegów (tu spojrzenie na dziennikarza - przyp. autora), a także na niektórych liniowych i głównych.
Sheva: Oczywiście łączy nas to, że cieszymy się, gdy Milan wygrywa. Jeśli do tego strzelam gola, to jestem jeszcze bardziej zadowolony.
Pippo: Dokładnie. Ze mną jest tak samo.
Sheva: Jesteś najszczęśliwszy gdy ja strzelam?
Pippo: Nie, nie! Jestem szczęśliwy gdy wygrywa Milan. Jeśli strzelę ja, a ty nie, to jestem szczęśliwszy.
Sheva: Ja się zmieniłem. Jakiś czas temu nie mogłem spać w nocy ze świadomością, że nie strzeliłem gola. Ale miałem ich w ciągu dwóch sezonów 50 i mimo to nic nie wygrałem. Teraz interesuje mnie wygrywanie, nawet kosztem moich goli.
Pippo: I w tym roku nieźle ci to wychodzi.
Sheva: Mówisz? Ale to ja strzeliłem decydującego karnego w Manchesterze, podczas gdy ty patrzyłeś ze środka boiska...
Pippo: A śmiej się, śmiej. Chyba nie masz mi tego za złe? Jeśli chodzi o karne, to zmarnowałem ich już wystarczająco dużo. Poza tym Buffon zna mnie znakomicie i gdybym strzelał w finale to na pewno by obronił mój strzał. W każdym razie cieszę się razem z tobą. Przez 2 miesiące byłeś wyłączony z gry, ale potem byłeś ważnym elementem drużyny. Nie tylko w finale w Manchesterze.
Sheva: Ja tego wcześniej nie mówiłem, ale Ancelotti poprosił mnie w pewnym momencie, abym grał szerzej i ustawiał się bardziej na skrzydle. I ja to zrobiłem. Poddałem się woli trenera. Czy ta rola mi odpowiada? Nie, ale poświęciłem się dla zespołu. Później, po derby i wygranej 3:2 z Ajaxem, Ancelotti objął mnie na środku boiska. Wszyscy to widzieli a wtedy on to powiedział.

Co powiedział? My to wiemy, ale jeśli zechciałbyś to powtórzyć...
Sheva: Powiedział, że cierpiałem przez długi czas: kontuzja, powrót, przystosowanie do nowej roli i zadań. To była szczera demonstracja uznania, którą przyjąłem z przyjemnością.
Pippo: Mnie znudziło już to ciągłe stawianie nas w opozycji. Ten lub tamten. Jeden kontra drugi. Tylko czemu? Wierzę, że każdy zespół byłby szczęśliwy, mając w składzie dwóch takich napastników jak my. Tymczasem niektórym się wydawało, że zestawienie nas dwóch jest dla Milanu problemem nie do rozwiązania.

Jakie są między wami różnice na boisku?
Sheva: Hmmm... Ja swoją grę opieram na ruchu i wykorzystaniu siły. Pippo jest jak sęp. Usypia obrońców i wtedy uderza. Co ciekawe, gdy nie strzelamy goli to opinie o nas zmieniają się diametralnie.
Pippo: W zeszłym sezonie zaczęliśmy od 15 goli w 13 meczach. A potem pojawiły się pierwsze kontuzje: najpierw Andriy złamał nos, potem uszkodził udo, ja zderzyłem się z Lupatellim i zaczęły się schody. W związku z naszymi problemami, straciliśmy cześć uznania ludzi... Albo lepiej powiedzieć, że pewne gazety i pewni krytycy zaczęli wieszać na nas psy.

A co was różni w codziennym życiu? Pomijając żywiołowość jednego i spokój drugiego...
Sheva: Reprezentujemy to samo pokolenie. Właściwie można powiedzieć, że jesteśmy rówieśnikami. Jestem pewny, że gdyby porównać dokładnie, to wyjdzie, że robimy dokładnie to samo.
Pippo: Zgadza się. Jadamy oddzielnie, ale w tych samych lokalach, z tymi samymi przyjaciółmi. A gdy jesteśmy razem, ze wspólnymi kolegami na dyskotece, w restauracji, to przebywamy ze sobą, rozmawiamy, plotkujemy, żartujemy. Bawimy się w ten sam sposób.

Ty Pippo czytasz wszystkie gazety i oglądasz wszelkie relacje sportowe.
Pippo: Kocham swój zawód - piłkę nożną - w każdym jej aspekcie. Bardzo lubię oglądać mecze, ale nie samą piłką człowiek żyje.
Sheva: Ja rzadko oglądam telewizję. Śledzę tylko najważniejsze mecze, a z pozostałych spotkań tylko skróty i bramki. Gazety też czytam rzadko. W wolnym czasie wolę robić inne rzeczy.

Kibice rzadko mieli okazje ekscytować się tak, jak podczas tego słynnego już zwycięstwa 3:2 z Ajaxem, gdy wymienialiście się przy golach i asystach.
Sheva: Cóż to było za poświęcenie, cóż za mecz i emocje! Tylko Liga Mistrzów może ci takie dać. Do tego tak intensywne. Ale muszę wam coś wyznać.
Pippo: Mów, mów.
Sheva: Teraz moim marzeniem jest zdobycie scudetto. Jestem przekonany, że byłaby to radość nieporównywalna z żadną inną. Nawet tą po wygraniu Ligi Mistrzów.
Pippo: Ja już mam w swoim dorobku scudetto wygrane z Juventusem. Ale zgadzam się z Andriyem, że wygranie mistrzostwa z Milanem byłoby odczuciem jedynym w swoim rodzaju. Przede wszystkim dla kibiców, ale również dla tej silnej i zgranej grupy.

Mieliście lub macie jakichś idoli?
Sheva: Nie. Dla mnie przykładem był zawsze Valery Lobanovski. Było wielu piłkarzy, których lubiłem, ale żaden mnie nie inspirował, a co za tym idzie nie był moi idolem.
Pippo: Mnie często porównywano do moich idoli. Najpierw do Paolo Rossiego, potem do Raula. Później pobiłem kilka rekordów i mam średnią goli podobną do tej Van Bastena i pojawiły się kolejne porównania. Każdy z nich wpisał się na swój niepowtarzalny sposób do historii i nie chcę zabrzmieć jak zarozumialec, ale uważam, że za parę lat będzie się mówić o nowym Inzaghim. Niech tylko pojawi się jakiś młody, podobny do mnie, bramkostrzelny gracz.

Mówiliście przed chwilą, że kiedy napastnik nie strzela goli, to jest zupełnie inaczej oceniany.
Pippo: To prawda. To typowo włoskie podejście. A przecież gole są tylko wynikiem chwili. Ale liczą się również forma fizyczna, kondycja i psychika. Jedno jest pewne: gdyby sam talent starczał, to w całej swojej karierze nie musiałbyś nic nikomu udowadniać.
Sheva: Zgadzam się. Cóż więcej mogę dodać? Wystarczy, że na przykład Ronaldo czy Del Piero nie strzelą gola przez 2 lub 3 mecze i już słychać głosy, że przeżywają kryzys. To niesprawiedliwe i przeważnie nieprawdziwe.

Myślicie, że znajdujecie się w pobliżu Złotej Piłki?
Sheva: Przestałem o tym myśleć już dawno.
Pippo: Ja ciągle nie rozumiem jak działają te mechanizmy związane z oceną poszczególnych graczy. Teraz myślę o strzelaniu goli i wygrywaniu z Milanem. To liczy się dla mnie ponad wszystko.

Ostatnie pytanie będzie o reprezentacji. Jakie są wasze główne cele. Myślę tu o celach Włoch i Ukrainy.
Sheva: Awansować do fazy finałowej. Obojętnie czy już do Euro 2004, czy dopiero do MŚ 2006.
Pippo: Napisano i powiedziano w już tyle bzdur na ten temat. Wolę zostawić wszystko czasowi i Trapattoniemu. Szalenie chcę nosić koszulkę reprezentacji, ale to nie do mnie należą decyzje.

Jak byłaby najlepsza okazja by jeden z was asystował przy golu drugiego?
Sheva: Przy pierwszej, która się nadarzy, podam mu piłkę z przyjemnością.
Pippo: Ta ostatnia, decydująca o tytule asysta w ostatniej kolejce przyszłego sezonu.


tłumaczenie: TomekW



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone