Filippo Inzaghi dla ‘Forza Milan!’


Który moment był najpiękniejszy w twojej karierze?
Bez wątpienia wieczór w Manchesterze, gdy wygraliśmy Ligę Mistrzów. Wówczas odczuwałem największe emocje. To był niezapomniany wieczór, nie tylko z powodu zwycięstwa nad Juventusem, ale także dlatego, iż był ukoronowaniem roku pełnego poświęceń. Poczynając od zdobycia czwartego miejsca w lidze sezon wcześniej, poprzez awans z kłopotami do fazy grupowej, na wspaniałych występach przeciw wielkim klubom kończąc. Fantastyczny rozwój wypadków, który zaprowadził nas na sam szczyt Europy.

Kiedy z kolei sięgnąłeś samego dna?
Nie ma jednego takie wydarzenia, lecz długi okres, który mam nadzieję definitywnie dobiegł końca, podczas którego zmagałem się z tysiącem problemów, przeciwności losu, z ciężkimi i dokuczliwymi kontuzjami. Nie doświadczyłem ich przez wiele lat kariery, przytrafiły się dopiero w dwóch ostatnich sezonach. Ciężko było pozostawać z dala od toczącej się piłki.

Najbardziej wstydliwy, bądź szczególny moment twojej fantastycznej kariery, w której błyszczałeś na włoskich i światowych boiskach?
Przeżyłem go kilka miesięcy temu na San Siro. Graliśmy przeciwko Manchesterowi United, gdy w pewnym momencie trener powiedział mi, bym podniósł się z ławki rezerwowych. W tej samej chwili 80 tysięcy kibiców zaczęło skandować moje imię: "Pippo, Pippo!". Świadomość, że wiele miesięcy przebywania poza boiskiem nie wpłynęło na ich oddanie w stosunku do mnie, była cudowna.

Najdziwniejsze spotkanie, w jakim kiedykolwiek brałeś udział?
Piękne i dziwne było spotkanie w La Coruni, które wygraliśmy 4:0, a ja zdobyłem trzy bramki. Jedynym piłkarzem, który w tamtym sezonie był autorem bramkowego pokera w pucharach był mój brat. Często żartujemy z tego faktu, także dlatego, iż na kilka minut przed końcem trafiłem w poprzeczkę, a piłka następnie odbiła się od linii bramkowej i wyszła w pole. Niesamowite!

Najszczęśliwszy gol?
Gdy przed dwoma sezonami pokonałem na San Siro Buffona. Byłem odwrócony bokiem do bramki, jednak udało mi się oddać strzał, piłka przeleciała między nogami Gigiego i wpadła do siatki.

Zdobyłeś wiele bramek. Która z nich była najpiękniejsza?
Myślę, że jedną z najbardziej spektakularnych była ta zdobyta na San Siro strzałem głową w meczu z Lens. Świetnie złożyłem się do strzału, piłka musnęła słupek i wpadła do bramki.

Które ze spotkań ligowych chciałbyś rozegrać raz jeszcze?
Chciałbym w tym miejscu przypomnieć dwa mecze, w których zagraliśmy zarówno spektakularnie, jak i świetnie pod względem technicznym. Moje pierwsze derby wygrane 4:2 i zwycięstwo 3:1 w Turynie nad Juventusem, w sezonie, w którym sięgnęliśmy po scudetto.

A z tych rozegranych na arenie międzynarodowej, które wspominasz najchętniej?
Rozegraliśmy, świetne, znakomite spotkanie w Monachium z Bayernem. Zdobyłem dwie bramki, które ukoronowały bardzo dobry występ całego zespołu.

Które zaś było najgorsze?
To rozegrane wiosną 2004 roku w La Corunii pozostanie czarną plamą na naszych osiągnięciach, być może nawet większą, niż porażka po rzutach karnych z Liverpoolem. W Stambule rozegraliśmy świetne spotkanie, poza tymi nieszczęsnymi sześcioma minutami. W La Corunii była to natomiast totalna katastrofa.

Co podoba ci się w twojej grze najbardziej, a co najmniej?
Jedną z moich pozytywnych cech jest entuzjazm, z jakim rozgrywam każde spotkanie, niczym u małego chłopca, który biega za każdą piłką. Jeśli zaś chodzi o rzeczy, które chciałbym zmienić, myślę, że muszę być mniej surowy w stosunku do siebie samego. Oceniam swoją grę przesadnie krytycznie, za każdym razem wiele oczekuję od siebie samego.

Którego z piłkarzy, pomijając grających w Milanie, najbardziej obecnie cenisz za umiejętności techniczne?
Podoba mi się, zapewnia rozrywkę i zaskakuje za każdym razem gra Ronaldinho. W tej chwili jest być może największym ambasadorem światowej piłki.

Z kolei pod względem ludzkim, od kogo najwięcej otrzymałeś?
Potrafiłem docenić altruizm kilku moich kolegów z reprezentacji. Dwóch ponad wszystkich: Simone Perottę i Damiano Tomassiego, chłopaków o dużych sercach.

Możesz podać nazwisko trenera i sędziego, których cenisz najbardziej?
Spośród trenerów chciałbym wspomnieć Bortolo Muttiego, który trenował mnie zarówno w Leffe, jak i w Veronie, gdy byłem młodszy. Wiele mu zawdzięczam pod względem ludzkim, jak i czysto piłkarskim, choć podziękowania należą się wszystkim moim trenerom, gdyż od każdego czegoś się nauczyłem. Z grona sędziów chciałbym wspomnieć dla przykładu Paparestę i Bertiniego, którego poznałem w trakcie wakacji. Muszę jednak dodać, że mam bardzo dobre stosunki z wszystkimi sędziami. Jeśli nawet są miedzy nami spory w trakcie meczu, po jego zakończeniu o wszystkim zapominam, gdyż wiem, że mają bardzo trudny zawód. W szczególności sędziowie boczni, których często stawiam w trudnych sytuacjach.

Gra na których stadionie zapewnia ci największe emocje?
Nigdy nie grałem na Camp Nou w Barcelonie, pięknym obiekcie, który zawsze mnie fascynował.

Czym chciałbyś się zajmować po zakończeniu kariery piłkarskiej?
Chciałbym pozostać w Milanie, być może w roli trenera grup dziecięcych. Zawsze miałem z dziećmi szczególny kontakt i chciałbym przekazać im to wszystko, co sam otrzymałem od moich trenerów.

Jak brzmiałoby twoje motto?
Zawsze wierzyć!


tłumaczenie: dezali



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone