ANDREA PETAGNA DLA SPORTWEEK


Rozegrał sześć meczów w Serie A. To więcej niż wszyscy jego rówieśnicy w tym sezonie ligowym. Ale teraz, kiedy wrócił do Milanu, (olbrzymi) napastnik prosi o większy zakres odpowiedzialności. "Kiedy sprowadzili Matriego, zamknąłem się w łazience i płakałem. A mogłem zostać tenisistą..." Lub tronistą*.

Strasznie padało. "Zero chęci pójścia do szkoły. Mówię o tym wychowawcy, a on robi z tego aferę. Wychodzę więc z internatu i idę do siedziby Interu. 'Dzień dobry, chcę u was grać, z kim muszę porozmawiać?' Sekretarka patrzy na mnie dziwnym wzrokiem i odpowiada: 'Tu nie ma nikogo. Musisz jechać do Interello'. Wychodzę, dzwonię do kolegi, który gra dla nerazzurrich i pytam o drogę. Potem wracam do internatu, biorę torbę i jadę na dworzec. Stamtąd, na chwilę przed wejściem do pociągu, odbiera mnie mój agent Giuseppe Riso i zawozi z powrotem. Do Milanu".

Nie myślcie, że ktoś z takim charakterem załamie się z powodu kontuzji, która wykluczy go na jakiś czas i stanowi kolejną przeszkodę w jego pierwszym sezonie wśród profesjonalistów, który wyobrażał sobie zupełnie inaczej. Andrea Petagna jest kimś, kto bardzo wierzy w siebie. I ma powody.

Dwa lata po przytoczonym epizodzie jest osiemnastolatkiem z największą liczbą występów w Serie A - 6. Do tego dochodzą 3 mecze w Coppa Italia i 1 w Champions League. Jest wysuniętym napastnikiem i już porównują go do Bobo Vieriego ze względu na posturę (188cm i 85kg) oraz nogę (jest lewonożny). Latem wyruszył z wielkimi aspiracjami do Genui, by grać w Sampdorii. W styczniu wrócił do Milanello sfrustrowany siedzeniem na ławce i na trybunach. Teraz jest trzecim napastnikiem za plecami Balotellego i Pazziniego: generalnie nie jest to łatwy żywot, ale "to jest mój dom i tu trenuję z mocnymi piłkarzami". Pomiędzy kolejnymi lekcjami wziął za rękę Primaverę Pippo Inzaghiego (który chwalił go za okazaną pokorę) i poprowadził ją golem i asystą do finałowej wygranej z Anderlechtem w Viareggio.

Czy nie jest porażką powrót do Milanu w roli rezerwowego po tym, jak nie osiągnęło się praktycznie niczego w Samp?
"Nie. Mało kto po roku gry w Primaverze idzie jak ja grać w Serie A. Spróbowałem trudnego przejścia - drogi nie dla każdego. Bardzo chętnie wróciłbym do Milanu w inny sposób - z kilkoma golami w barwach Samp - ale to i tak spora satysfakcja".

Nie byłoby lepiej odejść do Serie B i grać w pierwszym składzie?
"Nie. W moim wieku korzystniejsze jest 10 minut w Serie A niż 90 w Serie B. Również treningi są inne, również w porównaniu z Samp: inne tempo, inna intensywność. I - w porównaniu z okresem Allegriego - pracuje się znacznie więcej z piłką, tak jak Barcelona czy Ajax. Moim celem jest to, by za parę lat być graczem wyjściowej jedenastki. Wróciłem do punktu wyjścia z początku sezonu: przed przyjściem Matriego to miejsce było moje".

Dokładnie. Galliani określał pana mianem piłkarza nie na sprzedaż i dodawał, że zostanie pan jako zmiennik Balotellego do momentu powrotu Pazziniego po kontuzji...
"Najwyraźniej zmienił zdanie. Bardzo mnie to dotknęło, bo w to uwierzyłem... Jak tylko się znów zobaczyliśmy, powiedziałem mu: 'Teraz już niech pan nie kupuje kolejnego napastnika!'"

Seedorf powtarza, że ze względu na wiek nie może być pan obarczany zbyt dużą odpowiedzialnością. Ale jeśli młodym nie daje się grać, to skąd można wiedzieć, czy są gotowi udźwignąć tę błogosławioną odpowiedzialność?
"Podobałoby mi się obarczenie mnie odpowiedzialnością. Po to tu jestem. W przeciwnym razie wybrałbym inny zawód".

Rozmawiał pan z trenerem?
"Więcej niż raz. Seedorf pokazuje, że wierzy w młodych".

Dlaczego w Samp nie wyszło?
"Nie wiem. Być może nie byłem wystarczająco dobry, ale ani Rossi, ani Mihajlović nie tłumaczyli mi nigdy, dlaczego nie gram. Obaj jednak sporo mnie nauczyli. Mihajlović potrafi mocno naładować. Seedorf bardzo go przypomina".

I jest tak pewny siebie jak się wydaje?
"Tak. Kiedy grał w Milanie, ja byłem chłopcem do podawania piłek i byłem pod wrażeniem jego bardzo silnej osobowości. Przygotowuje mecze w najdrobniejszych szczegółach, bardzo dużo mówi i wie, czego chce".

Mówi pan do niego per pan i nazywa misterem?
"Tak. Tylko jego byli koledzy z zespołu mówią do niego na ty i zwracają po imieniu".

Jak pan wspomina Allegriego?
"Dał mi zadebiutować w Lidze Mistrzów przeciwko Zenitowi. Zachowałem sms od niego: 'pamiętaj, że możesz zawieść pod względem technicznym, ale nigdy pod względem podejścia'".

Kto trzyma się pana bliżej przy takich warunkach fizycznych: obrońcy czy dziewczyny?
"Jest zacięta walka..."

Przywiązuje się pan?
"Wystarczająco. Raz zostałem porzucony, a od siedmiu miesięcy jestem z Lucrezią, która jest ode mnie o dwa lata starsza. Studiuje na Marangoni - uniwersytecie mody i luksusu".

A zna pan choć jedną z wielu, które na Twitterze składają propozycje matrymonialne?
(śmiech) "Nie".

Myślał pan kiedyś o byciu aktorem?
"Sugerowano mi to..."

A tronistą?
(śmiech) "Nie, nie! Ale oglądam Uomine e donne. Bawi mnie to. Gdybym nie grał w piłkę, zostałbym tenisistą. Nadawałbym się. Tenis pasuje do mojego charakteru samotnika z inklinacjami do bohaterstwa".

Ile godzin dziennie spędza pan przed lustrem?
(śmiech) "Powiedzmy, że często się w nim przeglądam".

Kiedy płakał pan po raz ostatni?
"Kiedy Milan sprowadził Matriego i dał mu 'dziewiątkę'. Byłem akurat na obiedzie: poszedłem do łazienki i zalałem się łzami".

Co pan stracił i co zyskał na rozłące z rodzicami?
"Znalazłem lepszych przyjaciół niż miałem w rodzinnym Trieście. Bryan (Cristante) i Giuseppe (Riso) bardzo mi pomagali, zwłaszcza wtedy, kiedy odstawiałem jakiś numer. W Milanie było wszystko idealne, ale młody chłopak musi znaleźć sposobność do ponarzekania. Ja robiłem to w pierwszym roku w internacie, kiedy mieszkaliśmy z interistami i mieliśmy dziury w drzwiach i wspólne łazienki... Potem przenieśli nas do czterogwiazdkowej rezydencji. Nikt nie dba tak o swoją młodzież jak Milan".

Dziś dostaje pan oceny od dzienników. A jak było z nauczycielami?
"Katastrofa... W gimnazjum byłem dobry, ale potem piłka i nauka stały się niekompatybilne. Podczas pierwszego roku w Mediolanie mnie usadzili, a przecież to była szkoła prywatna". (śmiech)

Test dyskotekowy: ile razy był pan w Byblos w Mediolanie?
"W internacie mieliśmy jeden wolny wieczór w miesiącu. Drugi był zarezerwowany na wyjazd do domu. Udawałem, że pakuję walizki i jadę do Triestu, a potem uciekałem do kolegi. Zaliczaliśmy 2-3 dyskoteki w jeden wieczór".

Mówi się, że były legendarne "petagnate". Opowie pan o jakiejś?
"Allievi Nazionali, mecz z Tritium. Przegrywamy 2-0, a ich kibice wyzywają mnie przy każdym kontakcie z piłką. Strzelam jednego, drugiego, w końcu trzeciego gola, który odwraca wynik. Zdejmuję koszulkę i ciskam nią w nich. Czerwona kartka".

Cerri z Parmy jest od pana młodszy, ale już został powołany do reprezentacji Under 21. Pan nigdy. Dlaczego?
"Sacchi, który koordynuje reprezentacje młodzieżowe, mówi, że za mało udzielam się w fazie defensywnej. Postaram się sprawić, by zmienił zdanie".

tłumaczenie: TomekW



* - tronista to główny bohater włoskiego reality show "Uomini e donne", siedzący na tronie i oceniający starające się go oczarować kandydatki.
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone