GIAMPAOLO PAZZINI DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Ten sezon jest dla Giampaolo Pazziniego długim rzędem obrotowych drzwi. Tych, które sprawiają, że wchodzi na boisko i schodzi z niego w tym surrealistycznym i chwilami perfidnym scenariuszu. To podwójny szew łączący go z Balotellim: kiedy był jeden, brakowało drugiego. I vice versa. Przez dwa miesiące rozegrali wspólnie jedynie ostatnie 10 minut we Florencji. Reszta to seryjne mijanie się ze względu na problemy fizyczne i - w następnych trzech meczach - dyscyplinarne. Giampaolo wiedział, że przybycie Mario zmieni w pewien sposób niektóre aspekty jego przygody z Milanem. Nie mógł się natomiast spodziewać sposobu, w jaki się to odbywało.

Historia się powtarza. Anomalie już od początku, Milan - Udinese, pierwsze powołanie Balo: Pazzo został zdradzony przez przywodziciela podczas treningu. Właśnie wtedy, gdy miało nadejść najpiękniejsze. Pauzował dwa mecze i historia się odwróciła. Dla Mario feralnym było starcie z Handanoviciem w derbach. Żegnaj Lazio, oto wraca Giampaolo: dwie perełki i biancocelesti odprawieni do domu. Potem nadeszła Genua: Portanova wszedł w niego ostro, ale on znalazł jeszcze czas na strzelenie gola, zanim ustąpił miejsca. Oczywiście Balotellemu. Pazzo znów musiał zatrzymać się przed najpiękniejszym: tym razem to Camp Nou - gdzie Balo nie był dopuszczony przez regulamin - obróciło się w niwecz razem z kilkoma milimetrami kości strzałkowej. Teraz historia się powtarza: Mario skończył na czarnej liście sportowego wymiaru sprawiedliwości, a Giampaolo jest gotowy. Znowu. Przeciwko klubowi, do którego było mu blisko latem. Przeciwko trenerowi, który bardzo go ceni. Przeciwko drużynie, której w swojej karierze strzelił tylko jednego gola, ale za to takiego, który trzy lata temu dał Sampdorii udział w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Teraz cel jest o stopień wyżej: pokonać Napoli i wymierzyć w drugie miejsce. Operacja minięcie rozpoczęta.

Pazzini, jak przebiega misja Liga Mistrzów?
"Założenie jest takie, że taki zespół jak Milan musi zawsze grać w Lidze Mistrzów. Jeśli przegramy z Napoli, drugie miejsce będzie niemal niemożliwe. Po prostu musimy wygrać. Zrobimy wszystko, aby być gotowi".

Wystarczy nie rozpoczynać od drugiej połowy we Florencji...
"Niestety ten mecz zostawił po sobie pewne ślady. Trzeba było go wygrać - to była dla nas lekcja. Bardziej dojrzały zespół, potrafiący zrozumieć taki moment, dałby radę. Nie sądzę jednak, by było to zmęczenie fizyczne. To bardziej kwestia podejścia mentalnego: przy 2-0 uznaliśmy, że mecz jest zakończony".

Grał pan we Florencji przez cztery lata: jak wyjaśnić to napięcie na boisku i trybunach?
"Kiedy za bardzo podgrzewa się przedmeczową atmosferę, to potem dzieją się takie rzeczy. Wielki wpływ miała również szczególna sytuacja Montolivo. On jednak zachował się bardzo dobrze: cierpiał przez cały tydzień i został za to wynagrodzony. Był znakomity".

Słyszał pan rasistowskie okrzyki przeciwko Balotellemu?
"Komisja Dyscyplinarna zasądziła grzywnę. Nie trzeba więcej dodawać".

Mario mógł być zdenerwowany również ciągłymi faulami. Traktowanie jest wciąż takie samo.
"Jakiś czas temu obaj podkreślaliśmy ten problem, ale nic się nie zmieniło. Obrońcom nadal pozwala się na zbyt wiele, podczas gdy powinni dostawać żółtą kartkę za pierwszą ostrą interwencję, a nie za czwartą. On tymczasem został ukarany za jakąś bzdurę, choć do samego końca zbierał razy".

Jak to było grać z nim przez te 10 minut? Czy to może być wykonalny projekt?
"Myślę, że tak. Szkoda, że jak dotąd tak rzadko nasze drogi się przecinały. Chciałbym spróbować. Jestem ciekaw, co zdołalibyśmy razem wskórać. Nie może być mowy o niekompatybilności, bo on jest nowoczesnym napastnikiem, który rusza się, zmienia strony i otwiera defensywy. Pracuje również dla innych. Jego największą zaletą jest niesamowita siła fizyczna, podczas gdy jako człowiek jest bardzo spokojny i wesoły. Czasem trochę naiwny".

Czyli nie wykluczacie się wzajemnie.
"Mówiono, że po jego przybyciu chciałem i musiałem odejść. Nieprawda. Wielki klub potrzebuje wielu wielkich graczy, a moją największą zaletą jest to, że nie jestem zazdrosny. W Milanie jestem spokojny i szczęśliwy, zawsze czułem wielkie zaufanie. Decyzję o przyjściu tutaj powtórzyłbym choćby i sto razy".

To powód tego, że ma pan w tej chwili najlepszą średnią w karierze (gol co 100 minut)? Nieźlem biorać pod uwagę zbliżający się Mundial...
"Jeśli w przyszłym sezonie zdołam spisywać się tak dobrze jak w tym, Mundial przyjdzie. Pozostaje żal z powodu strefy cienia w pierwszych ośmiu meczach".

Czy to prawda, że latem był pan blisko Napoli?
"Coś tam było, ale potem drogi się nie przecięły. Jednak z Mazzarrim zawsze miałem dobre relacje. Podobało mi się, jak ustawiał tamtą Samp".

Myśli pan, że Inter po panu płacze?
"Jeśli mowa o kontuzjach w ataku, to nie są to przyjemne rzeczy. Ale to już nie mój problem".

Bonolis zaatakował Milan...
"Nie spodziewałem się czegoś takiego po takiej postaci jak on. Ale i to jest częścią futbolu".

Co radzi pan El Shaarawy'emu, aby gol nie stał się jego obsesją?
"Musi po prostu dojrzewać. W wieku 20 lat, kiedy zaczynasz trafiać i odkrywasz, jakie to piękne, staje się to chorobą, narkotykiem. Stale tego potrzebujesz. Dojrzewając uczysz się radzić sobie z tymi sytuacjami".

Pan i Stephan jesteście drugim duetem ligowych strzelców po Cavanim i Hamsiku. Jak to się zakończy?
"Jak dla mnie, strzelać może ktokolwiek, ale byłoby pięknie znów być na czele..."



tłumaczenie: TomekW


 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone