GIAMPAOLO PAZZINI DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Ta jedna setna procenta nadziei, jakiej trzymał się ostatnim paliczkiem ostatniego palca, obróciła się w niwecz wczoraj o 14:21, kiedy ukazał się oficjalny komunikat na stronie Milanu: "Znaczące stłuczenie kostne i mięśniowe oraz mikropęknięcie głowy kości strzałkowej". W rzeczywistości Giampaolo Pazzini się tego spodziewał: "Od razu pojąłem, że to coś poważnego".

Zniszczone marzenie. Pazzo nadal wyraźnie kuleje. Prawa noga boli równie mocno jak świadomość, że nie może polecieć do Barcelony. To miał być "jego" mecz. Ten powierzony mu przez Adriano Gallianiego od pierwszego dnia po przybyciu Balotellego. Wiadomość była taka: drogi Giampaolo, w lidze będziesz musiał co tydzień rozpychać się łokciami z Mario, ale Ligi Mistrzów nikt ci nie zabierze. Nikt poza Daniele Portanovą - nieprzewidzianą zmienną, która zmaterializowała się na Marassi. W kilka minut Camp Nou zmieniło się ze stadionu marzeń w po prostu marzenie. A teraz ciężko jest stać z boku i się przyglądać. To nie pierwszy raz, kiedy między Pazzo a Portanovą leciały iskry. Tak było również w sierpniu 2009 podczas sparingu Samp - Siena, kiedy Giampaolo był dość szorstko potraktowany.

Pazzini, z Portanovą macie jakieś stare porachunki?
"Już w przeszłości coś się wydarzyło. Może też być tak, że ma coś do mnie, bo w tym roku - jeszcze przed golem na Marassi - strzeliłem dwa, kiedy grał w Bolognie... Ale, szczerze mówiąc, nie interesuje mnie rozmowa o tym. Nie chcę robić reklamy tej anonimowej postaci".

Czy Balotelli ma rację, kiedy mówi, że napastnicy nie są chronieni przez sędziów?
"Absolutnie tak. Nie narzekam na otrzymane uderzenia, ale jeśli obrońcom pozwala się na wszystko, to nie jest to w porządku. Gdyby sędzia utrzymał tę samą miarę oceny przez cały mecz, Genoa kończyłaby spotkanie w czwórkę. Wyobraźcie sobie, że Portanova jeszcze protestował, mówiąc sędziemu, że to był jego pierwszy faul. Zupełnie jakby obrońcy mieli jakiś bonus do wykorzystania. Oni o tym wiedzą i z tego korzystają".

Jak ocenia pan nastawienie Genoy w piątkowy wieczór?
"Nastawienie określają ci, którzy wychodzą na boisko, a oni 'prowadzili wojnę' od samego początku. Nie rozumiem tego".

A jednak środowisko rossoblu' oceniło pańską radość jako prowokację.
"Niby jaka miała to być prowokacja? Nie zrobiłem niczego szczególnego. Porozmawiamy o wszystkich okrzykach i wyzwiskach, jakie otrzymuję za każdym razem, kiedy wracam na Marassi?"

Gol dał więc panu szczególną satysfakcję.
"Olbrzymią, bo próbowali mnie zdołować, ale im się nie udało. Wiedziałem, że mój występ dobiega końca, a zdobycie gola dało mi poczucie dokonanej zemsty. Biorąc pod uwagę również jego urodę i znaczenie, umieszczam tego gola w pierwszej piątce całej kariery".

Trafienie na Camp Nou byłoby jeszcze bardziej znaczące...
"Tak, za gola tam oddałbym także kość strzałkową (śmiech). Nigdy tam nie grałem. Na ten mecz czekałem od dnia losowania. Wszystko było idealne, fantastyczne. Jestem wściekły z powodu tego wszystkiego, ale nie żałuję, że zagrałem w Genui: gdybym został w domu, to być może spadłbym ze schodów".

Jakieś rady dla kolegów?
"Nie możemy od razu się cofnąć, lecz ustawić się blisko siebie w ataku i wysoko w obronie, bez zostawiania miejsca, bez strachu".

Milan jadący do Barcelony walczyć o ćwierćfinał to odrodzony Milan. Jak do tego doszło?
"Na początku sezonu odejście senatorów odebrało nam wiarę i entuzjazm, a nowi znaleźli się w otoczeniu pogrążonym w depresji. Potem spojrzeliśmy sobie w oczy. Punktem zwrotym było dwa do dwóch w Neapolu".

Ile w tym odrodzeniu zasługi Allegriego?
"Trener ma tę wielką zaletę, że zawsze jest zrównoważony, niezależnie od tego, czy idzie dobrze czy źle. Poza tym kiedy wygrywamy, wygrywa drużyna, a kiedy przegrywamy, przegrywa on. Zawsze nas chronił. Nie prowadzi dialogu z piłkarzami? Kto tak twierdzi, ten nigdy nie pracował z trenerem, który mówi naprawdę mało".

Po przybyciu Balotellego mówiło się, że odejdzie pan po sezonie.
"Bardzo doceniłem telefon z wyjaśnieniami Gallianiego. Nie musiał tego robić. Nigdy się nie załamałem, a poza tym nie jestem zazdrosny o kolegów. W Milanie czuję się bardzo dobrze, projekt mi się podoba, a młodzi chętnie słuchają rad bardziej doświadczonych kolegów - takich jak ja. Poza tym czuję zaufanie wszystkich i chcę strzelać ważne gole. Liczby pokazują, że jestem w pierwszej piątce włoskich napastników. Czuję się ważnym piłkarzem. Podoba mi się droga, którą podążam, również w kontekście reprezentacji".

Jak ocenia pan to, co się stało pomiędzy Cassano, którego zna pan dobrze, a Stramaccionim?
"Nie jestem zaskoczony. To się mogło wydarzyć wielokrotnie również wtedy, kiedy graliśmy razem, nawet na treningu. Antonio jest impulsywny i wielkoduszny, a dzień później wszystko jest zakończone. Ja się nigdy z nim nie kłóciłem".

Który obrońca zaszedł panu najbardziej za skórę?
"Najbardziej nieprzyjemnym rywalem jest mój przyjaciel Chiellini. To coś niezwykłego, ja go nazywam 'trzeszcząca kość', bo choć nie ma wielkich umiejętności technicznych, to nadrabia swoimi wspaniałymi warunkami fizycznymi".

tłumaczenie: TomekW


 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone