M'BAYE NIANG DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


"Ja jak Balotelli? Może jak Ronaldo..." Niemal pełnoletniemu M'Baye Niangowi odpowiedź nasuwa się spontanicznie. I nie miał na myśli Cristiano Ronaldo, lecz fenomenalnego Ronaldo Luisa Nazario Da Limę. Światła San Siro właśnie zgasły, w nocy pozostaje tylko jego pierwszy gol dla rossonerich i pół godziny gry w pierwszoplanowej roli. Przy stole, jedząc pizzę margheritę, napastnik Milanu ma u swojego boku przyjaciela Traoré oraz swoich agentów. Kilka stolików dalej siedzi Massimiliano Allegri, arbiter jego ambicji. Nadal ma w oczach wrzawę stadionu i uściski w szatni po 3-0 z Regginą w Coppa Italia. Kapitalne emocje. A oczy Nianga nadal lśnią.

"Dziękuję przede wszystkim kibicom, gola dedykuję właśnie im. Dopingowali mnie jeszcze przed wejściem na boisko. Ale wszyscy moi koledzy byli równie mili".

Począwszy od El Shaarawy'ego.
"Stephan jest dla mnie jak brat. Przez te miesiące był zawsze bardzo blisko mnie. Ten gest mnie nie zaskoczył".

Najpiękniejszy komplement?
"Bardziej niż słowa uderzył mnie wspólny uścisk zespołu. Byli szczęśliwi ze względu na mnie - to było widać".

W klubie również?
"Jeśli o to chodzi, to w zeszłą sobotę prezydent Berlusconi wziął mnie na stronę i dodawał mi otuchy: 'Wierzymy w ciebie, zobaczysz, że dostaniesz okazję w Coppa Italia'. Cóż, podziałało to na mnie".

Z Caen do Milanu: letnie potrójne salto było ryzykowne.
"Cóż, Milan od razu okazał mi wielkie zaufanie. Galliani przyleciał po mnie prywatnym samolotem: nie każdego spotyka taki zaszczyt. Poza tym wiem, że wiceprezydent postawił na mnie osobiści, razem z Oscarem Damianim: odpłacę im faktami".

Właśnie. Wspinaczka jest nadal długa.
"Wiem. Allegri wciąż mi powtarza, abym robił wszystko ze spokojem. Ja go słucham, staram się jak najszybciej uczyć i przez to te cztery miesiące wydawały mi się być jak półtora roku. Tyle rzeczy mi się przydarzyło".

A propos przygód: jak to było z jeżdżeniem bez prawa jazdy?
"Patrzę w przyszłość. Poza nauką włoskiego przeszedłem też test teoretyczny we Francji, a 26 grudnia mam test praktyczny w Paryżu".

A co potem? Kupi pan sobie samochód?
"Jeszcze nie wybrałem modelu, ale to będzie auto o średniej pojemności".

A co z rocznym zawieszeniem we francuskiej reprezentacji Under 21?
"Tamtego wieczoru popełniłem błąd podążając za moimi kolegami na dyskotekę. To był błąd żółtodzioba. Nie będę się odwoływał: poddam się karze nałożonej przez selekcjonera i francuską federację".

Wielu porównuje pana do Mario Balotellego.
"To miłe, on jest wielkim napastnikiem. Ale nie znam go osobiście. Lepiej nie robić porównań, ja jestem M'Baye Niang".

Ale jakiegoś idola pan ma...
"Oczywiście: Ronaldo, Brazylijczyka. Zaszczepił we mnie miłość do futbolu w latach, kiedy grał w Interze. Jest ideałem napastnika pod względem techniki, siły i szybkości".

Kto zrobił na panu wrażenie we Włoszech?
"Wystarcza mi to, czego uczę się w Milanie. Miło współpracować z El Shaarawym, ale nauczyłem się wiele także od Robinho i Boatenga".

W środę kończy pan 18 lat: jakiego prezentu pan oczekuje?
"Może gola z Pescarą, o ile oczywiście wystąpię. Urodziny będę świętował w domu, kiedy wrócę na święta do Paryża. Mój ojciec odwiedza mnie często, ale chcę zobaczyć się z rodziną".

Proszę nam o nich opowiedzieć.
"Zawsze byli blisko mnie. Podążyli za mną do Caen, kiedy przeniosłem się tam z Paryża jako 12-latek. Teraz jest trudniej, ale te święta są wyjątkowe. To będzie wielka feta również dla Hawy - mojej siostry bliźniaczki. Poza tym chcę zobaczyć Idrisa, mojego braciszka, który ma dwa i pół roku".

Jest pan przywiązany do swych senegalskich korzeni?
"Jasne. Dwa lata temu byłem pierwszy raz w Dakarze, skąd przybyła moja rodzina".

Brakuje panu Francji?
"Pocieszam się słuchając ulubionej muzyki. Słucham Booby, francuskiego rapera o senegalskich korzeniach. Albo Rohffa. Ale Mediolan mnie fascynuje. Kiedy tylko mogę, wyrywam się z Gallarate, gdzie teraz mieszkam".

Opowie nam pan o swoim mediolańskim życiu?
"Kiedy mogę, chodzę na zakupy. Dolce&Gabbana to mój ulubiony cel wizyt. Ale nie jestem jeszcze samodzielny. W mieście widziałem Duomo i niewiele więcej".

A co z rozpoznawalnością?
"Zatrzymują mnie na ulicy i to jest miłe. Ale jeszcze niczego nie dokonałem".

Jest pan zaręczony?
"Nie, jestem singlem. Powiedzmy, że jestem do wzięcia. Oczywiście nie mam na myśli mercato. Bardzo mnie ucieszyło, że Milan odrzucił oferty Evertonu i Trabzonsporu. To zaufanie wynagradza mi również krytykę tych, którzy - także we Francji - oceniali mój transfer jako ryzykowny".

Jak narodził się pański grzebień?
"Któregoś dnia postanowiłem zrobić sobie unikalną fryzurę, taką alla Niang. Nikogo nie naśladowałem, to nie leży w mojej naturze".

Dlaczego wybrał pan koszulkę z numerem 19?
"To sprawa rodzinna. Ja i moja siostra urodziliśmy się dziewiętnastego, podobnie nasza mama. Powiedzmy, że te numer przynosi nam szczęście".

Wywiad zakończony, oto pożegnanie Allegriego. Z uśmiechem naznaczonym surowością: "Brawo M'Baye, oby tak dalej. Ale utrzymuj porządek w swoim pokoju w Milanello. I nie każ na siebie czekać nauczycielce. Aby zrobić karierę, musisz rozwijać się także poza boiskiem". Wiadomość przekazana. Żywiołowy Niang wie, czego się od niego oczekuje, jeśli ma stać się naprawdę wielki.
tłumaczenie: TomekW


 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone