ALESSANDRO NESTA DLA FORZA MILAN!


Jedno scudetto, dwa razy Liga Mistrzów, dwa Superpuchary Europy, Puchar Włoch i Superpuchar Włoch. Całkiem nieźle?
Przyszłości żaden z nas nie umie przewidzieć, ale kiedy przyszedłem tu z Lazio, nie przychodziłem do klubu, który nigdy nic nie wygrywa. Również w Lazio wygrałem wiele i były to cudowne lata, ale przyjść do Milanu to znaczy być w klubie, który ma olbrzymie doświadczenie na arenie międzynarodowej. Także te trofea są owocem ciężkiej pracy, którą wykonali zarówno piłkarze, jak i ci których często nie widać, lecz codziennie pracują w Milanello bądź w siedzibie na Via Turati. Kiedy się wygrywa, wygrywa cała grupa. Poza tym piłka jest sportem zbiorowym, także radość trzeba dzielić ze wszystkimi.

W każdym bądź razie wygrałeś wiele.
Oczywiście. Na takim poziomie nie jest łatwo utrzymywać takie wyniki, jakie osiąga Milan w ostatnich latach. Na koniec mojego pierwszego sezonu w Milanie wygrałem Ligę Mistrzów i Puchar Włoch. Potem Superpuchar Europy i scudetto. Następnie Superpuchar Włoch i wreszcie ponownie Ligę Mistrzów. Brak mi słów. Do tego jeszcze dwa razy otarliśmy się o mistrzostwo Włoch i graliśmy w finale Ligi Mistrzów.

Spośród tych 200 meczów, jest jakiś szczególny, który pozostał Ci w pamięci?
Mam nadzieję, że największa radość jeszcze mnie nie spotkała. Nie wiem co to może być, ale lubię w ten sposób myśleć. Jak na razie wygrałem bardzo wiele i nie mam wątpliwości, że najpiękniejszym wspomnieniem jest zwycięstwo w Manchesterze przeciwko Juventusowi. To było coś szczególnego. Pamiętam emocje jakie były przed tym meczem. Podczas meczu czuło się je trochę mniej, ponieważ wkładało się maksimum swoich możliwości w ten mecz. Potem adrenalina znowu niesamowicie skoczyła, kiedy trzeba było strzelać rzuty karne. Chwile nie do opisania.

Swoją jedenastkę strzeliłeś.
Tak, chociaż miałem trochę szczęścia. Na szczęście wszystko poszło dobrze i mój strzał przyczynił się do tego, że podnieśliśmy najbardziej pożądany puchar.

A jakie wspomnienie chciałbyś skasować ze swojej pamięci?
Myślę o dwóch. Jedno jest związane z finałem w Stambule. Myślę, że każdy kibic Milanu nie zapomni tego co się tam wydarzyło. Od możliwej olbrzymiej radości przeszliśmy do strasznego dramatu. Było to okropne i trudne do zaakceptowania. Kolejne wspomnienie jest związane bardziej z pewnym okresem niż z meczem. Mam na myśli skandal z podsłuchami telefonicznymi. To było straszne. Prawda, że my Włosi mieliśmy potem szczęście wygrać mistrzostwo świata, ale mimo wszystko nie było z tym łatwo. Było mi przykro z wielu powodów. Mogli zniszczyć wspaniały sport, którym cieszą się miliony Włochów.

Wróćmy do tych pięknych chwil, które przeżyłeś podczas owych 200 meczów. Najpiękniejszy gol?
Widząc, że nie strzelam wielu goli, dla mnie wszystkie były piękne. Gol jest najpiękniejszym wyrażeniem tego sportu, a dla tych, w przypadku których nie jest to chleb powszedni, za każdym razem jest to wielkie wydarzenie. Jeśli już mam wybrać ten jeden, to przychodzi mi do głowy ten strzelony Chievo ( 9 kwietnia 2006). Rywale prowadzili po golu Pellissiera, a my nie mogliśmy strzelić, mimo naszych częstych ataków. Na szczęście po rzucie rożnym zrodziła się akcja, która dała nam gola na remis. Serginho podał do Kaki, a ten zagrał do mnie. Uderzyłem prawą nogą i trochę przy pomocy szczęścia pokonałem Fontanę. Bardzo się cieszyłem z tego gola, ale głównie dlatego, że udało nam się odrobić straty.

Niedawno Milan wygrał Superpuchar Europy. Pomijając wynik, może to był kolejny ważny moment w Twoim życiu?
Gra w tym meczu nie była łatwa. Rozmawiamy o grze, zabawie i przede wszystkim przyjemności z grania. Tamtego wieczoru na koszulkach mieliśmy nazwisko człowieka, który już nigdy nie będzie mógł tego robić. Kiedy coś takiemu przydarza się komuś, kogo znasz, ból dotyka cię tak samo, jak jego przyjaciół. Tamtego wieczoru wszyscy byliśmy przyjaciółmi Antonio Puerty.

Wiesz, że teraz każdy oczekuje od Ciebie kolejnych 200 meczów?
Zobaczymy. Osiągnąłem ten punkt na początku mojego szóstego sezonu w Milanie i żeby zagrać kolejne tyle powinienem być w formie naszego kapitana, czyli w najlepszym przypadku grać do 38 roku życia. Myślicie, że dam radę? Wydaje mi się, że nie. Zgadza się, że wiele meczów opuściłem przez kontuzje, zwłaszcza w tamtym roku, ale Paolo Maldini jest tylko jeden. Mam nadzieję, że będę mógł grać na dobrym poziomie najdłużej, jak się da.

Dlatego powiedziałeś "basta" reprezentacji Włoch?
Tak, słyszałem wiele komentarzy w związku z tym, ale wszystko, co miałem do powiedzenia, powiedziałem na konferencji prasowej w Milanello. Obecnie trzeba grać wiele spotkań, myślę, że taka decyzja powinna być uszanowana. Poza tym jeśli ktoś podejmuje taką decyzję, to można zrozumieć, że robi to również z szacunku do reprezentacyjnej koszulki. Nie warto grać wiele meczów w słabej formie, nie ma kiedy odpocząć żeby zebrać na nowo siły. Myślę, że w ten sposób okazałem szacunek zarówno dla Italii jak i dla Milanu.



tłumaczenie: Sonar
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone