Alessandro Nesta dla ‘Forza Milan!’

Jest gladiatorem, nie ma co do tego wątpliwości. Z powodu dialektu, języka. Siły i możliwości. Chęci przezwyciężania problemów i zwyciężania. Charyzmy, elegancji, czy też jak wolicie piękna. Milan ma w swoim składzie dwóch Aleksandrów Wielkich, Nestę i Costacurtę. Ich klasa jest niepodważalna, docenia się ich, podziwia, oklaskuje. Zaangażowanie, uwaga, koncentracja, praca to ich najważniejsze, niepodważalne atuty. Ktoś może jednak powiedzieć, że jest jeszcze Stam, który powrócił do zdrowia i od razu błysnął formą mimo sześciu miesięcy bez kontaktu z piłką. Defensywa aż zatrzęsła się w posadach. Gdy spojrzymy na bramki stracone w styczniu (z Lecce, Livorno i Udinese w Pucharze Włoch, z i bez Stama), w niczym nie różniły się od tych traconych w poprzednich miesiącach. Bezruch przy stałych fragmentach gry, przy rywalach wybijających się znikąd w powietrze. Coś jednak się zmieniło wraz z oczekiwanym powrotem Holendra. Cafu pozostał na prawej stronie, choć nazywanie go częścią defensywy Milanu często jest eufemizmem. Marcos zrywa się i biegnie do przodu, bardziej niczym skrzydłowy, niż boczny obrońca. Do tyłu cofa się tylko czasami i nie zawsze jest w stanie pomóc wybrnąć zespołowi z zagrożenia. Nie ma jednak drugiego takiego obrońcy w Serie A, który w takim stopniu wzmacnia zespół w ofensywie, jak kapitan reprezentacji Brazylii. Nesta zadomowił się po lewej stronie środka obrony, to już tylko kwestia przyzwyczajenia, natomiast Maldini powędrował na lewą stroną, swą dawną twierdzę, na której jednak gra mu się ciężej niż poprzednio. Pojawiły się słowa krytykujące nowe ustawienie i jego samego. Alessandro Nesta odpowiada na tą krytykę w następujący sposób:

Nie ma potrzeby zbyt się jej poddawać, natomiast każdą krytykę należy wysłuchać. Nie każda trafia w sedno sprawy, w tym sensie, iż niektórzy działają na zasadzie zapobiegania, inni zaś nie znają, bądź nie rozumieją zbyt dobrze problemów zespołów, czy pojedynczych piłkarzy. Jednak jeśli ktoś podnosi pewien problem, dokonując gruntownej i obiektywnej analizy, należy taką krytykę zaakceptować, gdyż pomaga ona w dalszym rozwoju.

Prawdą jest jednak, że powrót Stama wymógł zmiany, które oznaczają pewne problemy, dopóki określone mechanizmy nie zostaną dopracowane.
Uważam, że gdy mówimy o piłkarzu takim, jak Jaap, używanie słowa 'problem' jest niewłaściwe. Z nim w składzie jesteśmy jeszcze silniejsi i tyle. Zarazem dużo słabsze są kluby, które próbowały go pozyskać, jak choćby Juve, czy Inter. Jeśli już, to mówimy o pracy i wspólnej grze koniecznej do dopracowania szczegółów. Kiedy powrócił pod koniec stycznia nie był jeszcze w najwyższej dyspozycji, brakowało nam wówczas również Pirlo. Nie ujmując niczego innym, pojawienie się jednego, czy brak drugiego przekładał się na pewne niedociągnięcia w naszej grze. Faktem jest też, że braki traciliśmy niemal zawsze w ten sam sposób. To jednak głównie kwestia uwagi i dyspozycji, w grze defensywnej biorą wszak udział także pomocnicy i napastnicy.

Nesta nigdy nie lubił przebywać w świetle reflektorów, zarówno gdy rzucały one na niego pozytywny blask, jak i przeciwnie.
Kiedy zmniejszyła się rozbieżność pomiędzy naszymi wynikami na San Siro i na wyjazdach, problemem stało się nie tyle tracenie bramek, co ich zdobywanie. Wytłumaczenie tego zjawiska nie wydaje mi się jednak skomplikowane: wkład kogoś takiego jak Pippo Inzaghi potrzebny jest także w zespołach, które mogą liczyć na Shevchenkę, Crespo i Tomassona. Z drugiej strony gdy mówimy o zespole, na problemy należy patrzeć z szerszej perspektywy. Jeśli nie wygrywasz na wyjazdach przyczyn może być kilka, jak choćby w przypadku wyjazdowego spotkania z Juventusem brak odrobiny szczęścia. My oraz nasz trener znamy tylko jeden sposób na wyeliminowanie pewnych braków: codzienna praca, treningi, nieustająca nauka. Na to kładziemy nacisk każdego dnia w Milanello.

Juve przodowało w tabeli od pierwszej kolejki sezonu.
Są znakomici, silni, ale też nie brakuje im szczęścia. Zasługują na miejsce, które zajmują na chwilę obecną. Jednak pozostało jeszcze dużo czasu, jesteśmy przekonani, że stać nas na dogonienie ich i prześcignięcie. Nie, nie będziemy czekać na bezpośrednie starcie, każde spotkanie jest dobrą okazją ku temu, by wywrzeć na nich presję. Rozliczać będzie się nas na koniec sezonu.

Aleksander nie mówi już praktycznie o rzymskim rozdziale swojej kariery, o Lazio. Widać, że czuje się milanistą, także poza boiskiem. Wspólnie z Gianlucą Gallianim próbuje swoich sił w biznesie. Wspólnie wypuścili na rynek odzieżową markę Flying Lips, której, wspólnie z Ludmiłą Radczenko, użyczył swojego wizerunku w kampanii reklamowej. W największym stopniu poświęca się jednak zespołowi, który odnosi zwycięstwa, który ma jasne i ambitne cele.
W szatni nigdy nie wyznaczaliśmy sobie kierunku, który zamierzamy obrać, celów. Zdajemy sobie sprawę, że nasz klub niezmiennie ma te same cele, że jego władze zbudowały zespół, który ma obowiązek prezentować się z najlepszej strony w każdym spotkaniu, w każdych zawodach, bez rozdzielania ich na mniej i bardziej ważne. Każdy z nas ma zapewne indywidualne marzenia, nadzieję silniejszą od innych. Minionego lata powiedziałem, że moim marzeniem jest ponownie przeżyć wieczór taki jak ten w Manchesterze i nie zmieniłem zdania. Chciałbym jeszcze raz wybrać się do Japonii, jak zresztą wszyscy moi koledzy z zespołu. Niemożliwe jest jednak pielęgnowanie marzenia takiego, jak to, bez rozegrania po drodze spotkań ligowych i w Pucharze Włoch. Milan to Milan, nie może pozwolić sobie na wybieranie celów i wyznaczanie priorytetów.

W styczniu dwukrotnie był wykluczany z boiska w spotkaniach z Lecce i Livorno. Sędziowie byli bardzo drobiazgowi, by nie powiedzieć przesadnie.
Były to mało szczęśliwe wydarzenia, a sędziowie byli zbyt skrupulatni według mojej oceny. W obu przypadkach uważam, że podjęte decyzje były zbyt surowe. W meczu z Lecce na San Siro prowadziliśmy 4:0, do jego zakończenia brakowało kwadransa. Bezpośrednie wykluczenie z boiska w tak poprawnym meczu nie było na miejscu. W spotkaniu z Livorno musiałem opuścić boisko w następstwie dwóch żółtych kartek. Nie lubię zbytnio obwiniać sędziów, im także mogą przydarzyć się pomyłki. Irytowało mnie jednak, gdy w tym samym spotkaniu przykładana była różna miara do takich samych przewinień. Generalnie wydaje mi się jednak, że mam z sędziami dobre stosunki.

Chciałby zakneblować wszystkich napastników przeciwnych zespołów, chciałby mieć ich wszystkich pod kontrolą, jednak w jego pobliżu zawsze jest tylko Dida. Aleksander poprawia włosy, uśmiecha się, spogląda na boisko. Pole jego bitew. Ze Stamem u boku czuje się na arenie jeszcze silniejszy, spokojniejszy, pewniejszy.



tłumaczenie: dezali



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone