SULLEY ALI MUNTARI DLA CORRIERE DELLA SERA



W Turynie rozpalił nadzieję, z Celtikiem na San Siro rozpędził obawy. Sulley Muntari jest bohaterem tej chwili i to nie tylko dlatego, że strzelił dwa ważne gole. Przede wszystkim dlatego, że nikt tak jak on nie utożsamia obecnego Milanu: świadomość własnych ograniczeń, gwarancja biegu i serca, a także nadzieja, że uda się coś wyciągnąć z cylindra.

Sulley, widzi pan siebie w tym, jak wszyscy opisują Milan? Bieg, zapał, treściwość...
"Wiem, jaki mogę dać wkład. Zawsze staram się być zdrowy i dużo biegać. Pomaga mi bardzo bliskość De Jonga, który spisuje się znakomicie: kryje i daje ci pewność, bo wiesz, że on wróci, aby bronić. To również zasługa naszych trenerów od przygotowania, którzy pomagają nam utrzymywać formę".

Pan jest w formie, ale wielu pańskich kolegów jest w gabinecie lekarskim: jutro wracają Abate i Niang, ale De Sciglio, Montolivo, El Shaarawy, Kaká i Pazzini nadal pauzują.
"Oczywiście nie jest to idealna sytuacja, bo chcielibyśmy, aby wszyscy byli do dyspozycji, ale w życiu i sporcie tak już bywa. Wspieramy się i idziemy przed siebie".

Nie można powiedzieć, że Milan gra dobrze. Zamiast tego demonstruje zapał, determinację i przychylność losu.
"Wszyscy powtarzają, że Milan nie gra pięknie, ale w piłce nożnej liczą się tylko zwycięstwa. Wszyscy wokół są trenerami, ale my dajemy z siebie wszystko, więc co jeszcze możemy zrobić? Zresztą, nawet jeśli nie ma pięknej gry, ale wygrywamy, to też jest dobrze".

Los wam dopomógł, ale pańskie podłączanie się do akcji i kondycja pozwalająca Milanowi wytrwać do samego końca meczów to nie przypadek.
"Szczęście się przydaje, ale przychodzi pod warunkiem, że poświęcisz trochę siły i chęci. Jeśli jesteś sto metrów od bramki, nic się nie wydarzy. Trener wymaga od nas pomocników, abyśmy się zawsze włączali i wspierali napastników. Próbujemy. Czasem wystarczy jeden dobry ruch i dopisuje ci szczęście".

Milan chciał pana, kiedy znalazł się pan na marginesie w Interze. Czy teraz, w wieku 29 lat, postrzega to pan jako najlepszy moment w karierze?
"Co roku staram się poprawiać, z pokorą i koncentracją. Moje cechy? Nie jestem dwulicowy. Kiedy dołączam do drużyny, staje się moją rodziną i moim życiem".

Milan w budowie kontra Napoli, które wyprzedziło oczekiwania. W przypadku porażki będziecie mieli 8 punktów straty i znajdziecie się w ogniu krytyki.
"Nie będzie porażki. Jeśli zaś chodzi o krytykę, to każdy ma własne zdanie, ale opinie nie mają żadnego znaczenia. Kibice są zawsze blisko nas, a my to bardzo doceniamy".

Jakie to wrażenie podchodzić do meczu nie w roli faworyta? Napoli to zespół, który wydaje się być w tej chwili w najwyższej formie.
"Jesteśmy spokojni, stoimy twardo na ziemi. Wiele osób gada, ale gadanie nic nie kosztuje i jest bardzo łatwe. My wiemy doskonale, w jaki sposób chcemy podejść do tego meczu. Napoli to nie jest byle jaki zespół, bardzo się wzmocnili, ale my też jesteśmy mocni i gramy u siebie. Chcemy wygrać".

Czy Mario Balotelli jest człowiekiem, który może odmienić losy Milanu?
"Znam go jeszcze z czasów gry w Interze i Mario wciąż wydaje mi się małym chłopcem. Ale w rzeczywistości dorósł i stał się jednym z liderów tej drużyny. Jest dla nas bardzo ważny. Tak, może być decydujący".

Widzi go pan bardziej jako typowego środkowego napastnika czy raczej gracza rodzaju Ibry?
"Mario jest piłkarzem kompletnym, ale innym niż Ibra. Może grać szeroko lub na środku, może robić wszystko z przodu. Reszta zależy od nas i od tego, jak zdołamy mu pomóc".

Czy z kolei Hamsik jest najważniejszą postacią Napoli?
"Oni wszyscy są mocni i przeżywają świetny okres. Oczywiście Hamsik to ktoś wielki, spektakularny".

Dlaczego powinniśmy postawić na Milan?
"Bo to wspaniała grupa. W zeszłym roku nie znaliśmy się tak dobrze jak teraz. Nowych jest niewielu: Kaká był tu już wcześniej, a poza nim są Poli i Saponara. Jesteśmy rodziną i to się liczy. Przykładem tego jest fakt, że z naszej szatni nigdy nic nie wychodzi. Razem możemy zajść wysoko, nie mam co do tego wątpliwości".

W czasie gry w Interze poznał pan też Beniteza. Spodziewał się pan, że od razu będzie się tak dobrze spisywał w Napoli? I co nie funkcjonowało w jego Interze?
"Moim zdaniem Benitez jest wspaniałym trenerem i już to udowodnił. Cały świat zna jego dokonania w Valencii i Liverpoolu. Dlaczego w Interze nie wyszło? Takie jest życie, w jednym miejscu spisujesz się lepiej, a w innym gorzej... Ale to nie zmienia faktu, że jest wielkim trenerem".

Kłócił się pan z nim w tamtym czasie czy nie?
"Nigdy w życiu nie kłóciłem się z trenerem. Zawsze mówię prosto w twarz, ale z szacunkiem. Tamtego razu - już nawet nie pamiętam, jaki to był mecz - myślałem, że usiądę na ławce, ale na stadionie okazało się, że mam iść na trybuny. Poprosiłem więc Beniteza o pozwolenie pójścia do domu, a on spokojnie się na to zgodził. Trener był odpowiedzialny za wszystko, co dotyczyło piłkarzy - tak samo było za Mourinho. Potem oczywiście niektóre osoby mówiły, że było inaczej, ale nawet nie chcę o tym mówić, gdyż te postacie nie znaczą nic w moim życiu, bo jestem szczęśliwy w Milanie".

Jakie wrażenie wywołuje informacja o odejściu Morattiego?
"O Morattim mogę powiedzieć, że jest przede wszystkim kibicem, a dopiero potem prezydentem. Zna powody swojej decyzji i życzę mu wszystkiego najlepszego na przyszłość".

Pański przyjaciel Kevin-Prince Boateng opuścił właśnie Milan. Jaki pana zdaniem był wpływ rasizmu na jego decyzję?
"Żaden. Kevin ma silny charakter: chce walczyć z rasizmem, a nie uciekać przed nim. W ostatnim czasie nie był tu zbyt szczęśliwy: jego syn był daleko i chciał się do niego zbliżyć. Wrócił do Niemiec, do domu: to życiowy wybór".

Domem Muntariego jest natomiast Milanello, przynajmniej na razie.





tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone