SULLEY ALI MUNTARI DLA CORRIERE DELLA SERA



Co nie działało w Interze?
"Cóż... Ja trenowałem, robiłem wszystko, aby być gotowym, ale nie wiem, co oni sobie myśleli. Niczego mi nie mówili. Jednak złe rzeczy, które robisz, wracają do ciebie. Bardzo wierzę w Boga i Bóg tak mówi".

Jakie były pana ostatnie miesiące w Appiano Gentile? Był pan załamany?
"Ja nigdy się nie załamuję. Oni robili to, co chcieli, a ja nadal dawałem z siebie wszystko. Próbowali robić, co się da. Nie można się tak zachowywać pośród istot ludzkich".

Wciąż mówi pan "oni"... Jacy oni?
"Branca. Niech pan to napisze, proszę bardzo".

Co zrobił Branca?
"Widzi pan, ja jestem osobą, która szanuje i dzieci, i starszych. On natomiast, kiedy wchodził do szatni, oczekiwał, że będę bił mu pokłony, jakby był moim bogiem. Kolego, płaci mi Moratti, tak samo tak tobie... Obaj jesteśmy jego pracownikami... Prawda jest taka, że żaden z piłkarzy go tam nie popiera. Od razu to zauważyłem".

Ale skąd taka sytuacja? Pytał pan kiedyś o to? Musi być powód.
"Nie mam pojęcia. Jednak jestem silniejszy od niego. Jestem mężczyzną, jestem czysty. On natomiast jest fałszywy. Wie pan, czemu doprowadził do zwolnienia Orialiego?".

Nie.
"Bo Oriali był dobrą osobą. On zrozumiał, że gdyby Oriali został, spisałby się dobrze w klubie".

Jest niemożliwe, by między panem a Brancą nic się nie wydarzyło. Niech pan powie prawdę.
"Rozpowiadał dookoła, że jestem złą osobą, że sprawiam problemy. Po trzech latach miałem już dość, więc przed wyjazdem na Puchar Narodów Afryki powiedziałem temu, co zawsze się z nim trzyma... Jak on się nazywa?"

Ausilio.
"Tak, to właśnie on. Powiedziałem Ausilio, żeby przekazał Brance, że cierpliwość się skończyła i aby już nie pozwalał sobie na publiczne obgadywanie mnie".

W tym momencie skoncentrujmy się jednak na drugiej połowie Mediolanu.
"Galliani i Braida... Nie da się znaleźć takich osób jak oni. Prawe osoby zauważa się od razu, również po szczegółach. Branca nie podobał mi się już od pierwszego spotkania, a w ich przypadku natychmiast pojąłem, że to dobre osoby. Z nimi śmieję się i żartuję, jestem sobą. Nie jest przecież tak, że jak ktoś założy marynarkę i krawat, to od razu musi udawać Jamesa Bonda na boisku treningowym".

Sulley, niech nam pan wyjaśni, jak to jest, że w niemal 70 meczach w Interze strzelił pan 7 goli, podczas gdy w Milanie po 9 spotkaniach ma już pan trzy bramki?
"Trzy? Dwie..."

Tak naprawdę to padł jeszcze ten gol, którego nie widział tylko jeden spośród 80 tysięcy będących owego wieczora na San Siro.
"Mówię o dwóch, bo nie chcę wywoływać polemiki. W futbolu jest wiele dziwnych rzeczy i wszyscy popełniamy błędy. W każdym razie bardzo łatwo jest grać z mistrzami, którzy są w Milanie. To świetna zabawa. Poza tym tutaj nie ma żadnych podgrup. Jest tylko jedna grupa".

Co chce pan przez to powiedzieć? Że w Interze są grupy i grupki?
"O Interze nie chcę już mówić. Szanuję tam dwie czy trzy osoby: prezydenta, kucharza z Appiano i managera zespołu. Ponadto moich byłych kolegów i wszystkich kibiców".

Conte, trener Juve, uważa za śmiertelnie nudne ciągłe mówienie o tamtym golu.
"Conte może sobie mówić, co chce. Jednak nie może ukryć tego, co się stało. Nasz trener wciąż mówi o tej bramce. To starcie między nimi dwoma, ja się nie mieszam. Proponuję, by po sezonie rozstrzygnęli to między sobą na bokserskim ringu". (śmiech)

Z Ibrą grał pan już w sezonie 2008/09, kiedy był w Interze. Zmienił się?
"Tak, teraz ma wąsy! Jeśli chodzi o resztę, to jest to ten sam wielki piłkarz co zawsze".

Jaki jest Cassano widziany z bliska? Pewnie trochę dziwny.
"To szczerzy chłopak, który zawsze mówi to, co myśli. Kto go nie zna, ten mówi o nim źle, jednak kiedy masz możliwość pobyć blisko niego, zdajesz sobie sprawę, że jest wrażliwy".

Jest pan w stanie zrozumieć go, kiedy mówi dialektem baryjskim?
"Jego rozumiem dobrze. Jedynym, za którym nie nadążam, jest Aquilani. Mówi zawsze szybko dialektem rzymskim... Aho, aho..."

Wy, czarnoskórzy, macie rytm we krwi. W zeszłym roku Boateng świętował scudetto, tańcząc Moonwalk na San Siro. Wielki sukces. Ma pan już coś przygotowanego na wypadek obrony tytułu?
"Teraz kolej Strassera, on też jest czarny. Ja zamawiam sobie przyszły rok i scudetto dające drugą gwiazdkę".

Komu zadedykowałby pan to scudetto, gdybyście je teraz wygrali? Interowi, który w pana nie wierzył?
"Nie, Interowi nie. Bogu, który dał mi możliwość przyjścia tu i wygrywania, a także mojej rodzinie i mojemu przyjacielowi Morosiniemu, który nie zasługiwał na taką śmierć. To był dobry chłopak, bardzo nieśmiały. Przy starciach na treningu nigdy nie reagował, tylko się odwracał. Po opuszczeniu Udine już go nie widziałem, ale dziś będę na jego pogrzebie, aby go pożegnać. To smutne, że tak skończył, ale takie jest życie i trzeba to zaakceptować".





tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone