RICCARDO MONTOLIVO DLA CORRIERE DELLA SERA


Był sobie ciężar tradycji. A potem przybył Riccardo Montolivo, urodzony w Mediolanie i wychowany w Caravaggio, i wszystko się zmieniło. W krainie Franco Baresiego i Paolo Maldiniego było czystą fantastyką myślenie, że opaskę kapitana można wręczyć komuś, kto ma na koncie zaledwie 16 występów. Jemu, pomocnikowi szalejącemu w dzieciństwie za Marco van Bastenem, przydarzyło się to 25 listopada przy okazji Milan - Juve ("Kiedy w szatni prezydent Berlusconi zakomunikował mi, że będę kapitanem, wzruszyłem się"). W rzeczywistości nie zajęło dużo czasu Riccardo, 28-letniemu synowi Włocha i Niemki, stanie się centralną postacią projektu przebudowy Milanu. Rok temu o tej porze zbliżał się końca swojej siedmioletniej przygody z Florencją, zdegradowany i wygwizdywany. "Wiedziałem, że w Mediolanie będę mógł się dobrze spisywać, ale nawet najbardziej niepoprawni optymiści nie mogli przewidzieć, że wszystko potoczy się tak szybko".

Riccardo, co pozostało w panu po niedzielnej kontestacji we Florencji? Rozgoryczenie, obojętność, gniew?
"Być może odrobina rozgoryczenia. Spodziewałem się gwizdów, ale było mi przykro, że zostałem przyjęty w taki sposób. W barwach Fiorentiny spędziłem siedem lat i dałem z siebie wszystko, przeżyłem również wielkie sezony, byłem kapitanem. Teraz jednak patrzę przed siebie, jestem piłkarzem Milanu, a historia z Fiorentiną jest zakończona".

Jak narodził się pomysł, aby ponownie wręczyć panu kapitańską opaskę właśnie we Florencji?
"Wiem tylko tyle, że w szatni znalazłem opaskę na moim miejscu. Podszedłem więc do Abbiatiego i powiedziałem: 'dziękuję, zrobiliście mi przepiękny prezent'. Wejście na ten stadion w roli kapitana Milanu miało szczególne znaczenie. To był sposób na to, aby mi powiedzieć: 'jesteśmy z tobą'".

Po Florencji poproszono pana o to, by został kapitanem na stałe - do końca swoich czerwono-czarnych dni - lecz pan zdecydował się zwlekać. Dlaczego?
"Nie zwlekam. W rzeczywistości miałem możliwość zostania wicekapitanem, ale uważam, że na wszystko jest właściwy czas. Tutaj kapitanami są nadal Ambrosini i Abbiati".

Czy wie pan, że kiedy opaska będzie w końcu pańska, przypadnie mu rola kontrolowania wesołków, jakich macie w drużynie?
(śmiech) "Niezależnie od kapitana, siłę daje grupa. To grupa wytycza drogę".

Przyszło panu kiedyś do głowy wdrapać się na półkę bagażową w wagonie kolejowym?
"Nie mam aż takiej fantazji".

A palić papierosa w pociągowej toalecie?
"Nigdy w życiu nie dotknąłem papierosów".

Pański największy wybryk?
"Jestem dość spokojny. Wciąż się czerwienię: ale nie na boisku, to by była wada".

Choć ma pan narzeczoną, która pracuje w środowisku filmowym, wydaje się pan być nieznany w lokalach.
"Pierwszą rzeczą, jaka przychodzi mi do głowy, jest szacunek do mojej pracy. Nie chodzę więc na dyskoteki. Robię to latem".

Czy można powiedzieć, że Milan jest drużyną, w której w końcu zrealizował się pan jako profesjonalista?
"Tak. We Florencji czułem się ważny, jednak kiedy jesteś w stanie występować regularnie w Milanie, satysfakcja jest większa".

Może dochodzi do tego również kibicowanie Milanowi w rodzinie? Czy pański ojciec nadal nosi ze sobą zdjęcie Rivery?
"Tak, tak, oczywiście. Niech pan pomyśli, że nie przyjmuje biletów, jakie daje nam klub. Płaci, bo chce oglądać mecz tam, gdzie chodził jako chłopak - na drugim kręgu trybuny pomarańczowej. Jeśli chodzi o Riverę, to zawsze opowiada mi o tym, jak chwycił za mikrofon na San Siro, aby poprosić kibiców o wyjście z nieczynnego sektora podczas meczu o scudetto na wagę gwiazdki z Bologną".

We Florencji oblaliście drugi po Barcelonie egzamin dojrzałości.
"To prawda. To kwestia głowy. Równowaga psychologiczna w meczu jest dość cienka. Wielka drużyna to ta, która potrafi wykroczyć poza epizody, a my dopiero musimy stać się wielką drużyną".

Jaka jest wasza najbardziej widoczna zaleta?
"Szybkość. Jesteśmy dynamicznym zespołem, kiedy nacieramy. Kiedy jednak staramy się utrzymywać przy piłce, zaczynają się problemy".

Czy we Florencji pożegnaliście się z drugim miejscem?
"Nie definitywnie, jednak zmarnowaliśmy okazję".

Jutro kolejny egzamin dojrzałości. W czym Napoli jest na pewno lepsze od Milanu?
"W wypracowanych schematach. Są już dotartym zespołem. Allegri tymczasem musiał zbudować drużynę w kilka miesięcy. Potrafił nie stracić przy tym spokoju i bystrości umysłu. W tym tkwi jego siła".

Ile jest w panu Niemca?
"Moja mama, Antje, pochodzi z Kilonii na północy Niemiec. Przekazała mi swoje opanowanie".

A ile jest w panu Włocha?
"Cała reszta".

Ma pan podwójny paszport?
"Tak. Teoretycznie mógłbym również grać dla Niemiec, ale zawsze czułem się bardziej Włochem. 80 na 20".

Co, w tak trudnym dla wszystkich momencie, widzi w przyszłości młodego pokolenia tak rozsądny chłopak jak pan?
"Dziś widzę tylko mgłę, nie umiem sięgać wzrokiem daleko. Jednak gorzej jest nie podejmować żadnych decyzji niż decydować w zły sposób".

Ma pan przyjaciół od serca w świecie futbolu?
"Są to Pazzini, Gobbi i Dainelli".

Osobistość, którą chciałby pan spotkać?
"Van Basten. Raz się z nim zaledwie minąłem i już samo to było wielkim przeżyciem".

Gusta muzyczne?
"Depeche Mode. 18 lipca zagrają na San Siro".

Pańskie sekretne marzenie?
"Zwyciężanie. Nigdy niczego nie wygrałem. Byłem blisko latem z reprezentacją, ale potem przegraliśmy 0-4 z Hiszpanią".


tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone