RICCARDO MONTOLIVO DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Niektórzy twierdzą, że przeciwko Interowi będzie jeszcze trudniej po sukcesie w Lidze Mistrzów...
"Nie wiem czy trudniej, bo nie jest tak, że zatraciliśmy się świętując itd. Jesteśmy skoncentrowani. Wiemy, że trzecie miejsce jest celem do osiągnięcia, a Inter jest być może naszym najgroźniejszym przeciwnikiem. Poza tym z Barceloną mieliśmy mniej do stracenia, więc psychologicznie było inaczej. Teraz mamy jeszcze większą odpowiedzialność i stawka jest wyższa".

Kluczową postacią będzie Balotelli, któremu pan szepcze coś do ucha po każdym golu. Powiem nam pan, co mu mówi?
"Nic specjalnego. Podczas meczu z Parmą poleciłem mu zachować spokój, bo sprawiał wrażenie nerwowego, a kolejnym spotkaniem były derby i jego obecność będzie konieczna".

Spodziewacie się problemów przeciwko Interowi?
"Mario dojrzał i myślę, że jest przygotowany na pewne sytuacje. Nie sądzę, by zerwał się przy pierwszym faulu".

Jednak wy zdajecie się go bardzo chronić...
"Jest zawsze w świetle reflektorów, staramy się mu pomóc. Mario jest dobry i szczodry. Zawsze jest do dyspozycji innych. Czasem przekracza granice, ale znając go z reprezentacji i Milanu, oceniam go jako pozytywną postać".

A jaki jest jego przyjaciel Niang?
"To ekstrawertyk. Fizycznie jest już gotowy na najwyższy poziom, ale wciąż jest chłopczykiem. Czekamy na jego pierwszego gola, a tymczasem on - podobnie jak El Shaarawy - potrafi być przydatny, bo bardzo się poświęca".

A propos El Shaarawy'ego. Przy tych wszystkich otaczających go łobuzach zdaje się, że stracił swoją centralną pozycję...
"Nie powiedziałbym. Stephan to dojrzały chłopak. Poza tym świetnie dogaduje się z Balotellim. Szukają się na boisku, nie widzę problemów..."

Pozorna ekstrawagancja stała się znakiem firmowym Milanu. Jak znoszą to ludzie tacy jak pan czy Ambrosini?
"Gdyby wszyscy byli tacy jak my, byłoby nudno. W drużynie potrzebna jest właściwa mieszanka ludzi powściągliwych i tych trochę szalonych ekstrawertyków. Zresztą chodzi tylko o pozorną ekstrawagancję".

W ostatnich miesiącach przekonał pan do siebie wielu, choć nadal musi płacić daninę: porównania z Pirlo nie znikają...
"Andrea jest jednym z najlepszych na świecie i jeśli mnie do niego porównują, to dla mnie jest to zaszczyt. Poza tym interpretuję tę pozycję po swojemu. On jest lepszy w fazie konstruowania, ja być może daję coś więcej w fazie odbioru".

Pański trener był bardzo krytykowany - i nadal jest - za odejście Pirlo.
"Mój trener sprawia, że zespół się rozwija. Kiedy przybyłem, praktycznie nie znałem Allegriego, ale teraz mogę powiedzieć, że jest bardzo dobry. Nie wiem, jakie miał wcześniej relacje z zawodnikami, ale widzę, jak pracuje z młodymi, jaką wzbudza we wszystkich pewność i jaki spokój przelewa na nas przede wszystkim przed i w trakcie trudnych meczów. Dla mnie to właściwy człowiek dla tej drużyny".

Jak się pan odnajduje w Mediolanie?
"Dobrze. To miasto, w którym ludzie dają ci spokój. Mieszkam w centrum, spaceruję po Brerze. Muszę zwiedzić Pinakotekę, bo ojciec suszy mi o to głowę każdego dnia".

Czy jest coś, co zaskoczyło pana w czasie tych miesięcy?
"Początek był trochę ciężki i nie podobało się, że określano nas mianem drużyny zdewastowanej. Jednak wyniki usprawiedliwiały krytykę, tak jak teraz usprawiedliwiają pochwały. Musimy tylko kontynuować w ten sposób i uniknąć popadnięcia w samozachwyt w związku z tym, że pokonaliśmy Barcelonę".

W końcu będzie pan mógł zagrać na Camp Nou...
"O właśnie, pytała mnie pani, co mnie zaskoczyło lub męczyło. Nie lubię powracać do historii wyjaśnianej wielokrotnie. Kiedy wypowiedziałem to zdanie o Nocerino, który mógł zagrać na Camp Nou, miałem pretensje do działacza Fiorentiny i rozmawiałem o mojej przyszłości. Z Antonio od razu sobie to wyjaśniliśmy. A na Camp Nou udam się chętnie, zwłaszcza po wyniku pierwszego meczu. Ze świadomością, że jeszcze niczego nie osiągnęliśmy. Przede wszystkim jednak wcześniej są jeszcze bardzo ważne mecze ligowe".

Jeśli wygra pan Ligę Mistrzów, to też sobie pan zrobi grzebień na głowie?
"Wydaje mi się przedwczesne nawet marzyć o tym. Ale nie, z grzebieniem zupełnie się nie widzę".

To może chociaż kok...
"Nawet nie wiem, jak się go robi".

Obawiał się pan zazdrości kolegów, kiedy wręczono panu kapitańską opaskę?
"Nie, bo to była nagroda, jaką otrzymałem. Ale istnieje hierarchia i znam są świetnie jak każdy. Ludzie tacy jak Ambrosini, Abbiati, Bonera są kluczowi dla Milanu, bo mają Milan w sobie i przekazują ci prawdziwe znaczenie tych barw".

A już tym bardziej w derbach. Czego się pan spodziewa po tym meczu?
"Potwierdzenia tego dobrego, co zrobiliśmy przeciwko Barcelonie. Inaczej wszystko będzie na nic".

Kogo chciałby pan zabrać Interowi?
"Handanovicia".

Przed meczem Milan - Juve trafił pan wynik. Powie nam pan, jak się skończy tym razem?
"0-1, gol El Shaarawy'ego. Wówczas nie będą już pisać, że jest w depresji, bo strzela tylko Balotelli".


tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone