RICCARDO MONTOLIVO DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Wyraźne spojrzenie, jasna myśl. Silvio Berlusconiemu Montolivo spodobał się od razu. "Dobry chłopak, naszym zdaniem może stać się przyszłym liderem". To nie mało dla kogoś przyzwyczajonego do krytyki za trzymanie się na dystans i mało waleczną postawę. Jeśli masz charakter, to ktoś powie, że masz brzydki charakter. Jeśli natomiast nie jest brzydki, to powiedzą, że go wcale nie masz. Ale Riccardo Montolivo przyzwyczaił się do wszystkiego: lata spędzone we Florencji w styczności z ludźmi, których określa mianem wybuchowych, uczyniły go pozornie odpornym. Montolivo sprawia wrażenie, jakby wyszedł z kancelarii prawnej: do redakcji przybywa w szarym kardiganie i niezbyt ozdobnym jeansach. Nie ma tatuaży, fryzurę ma normalną. Dobiera słowa, a żartuje tylko wtedy, kiedy ma pewność, że nie trafi to pierwsze strony. Do Milanu przybył kilka miesięcy temu i nie jest zbyt wylewny. Ale dryg do dyrygowania ma. "Mam nadzieję, że go mam. Słowa Berlusconiego uczyniły mnie odpowiedzialnym".

Szatnia jest inna niż ten plac budowy, jaki pan tu zastał w momencie swojego przybycia?
"Powiedzmy, że przydało nam się dotknięcie dna. Razem pokonaliśmy trudności. To z takich sytuacji grupa wychodzi wzmocniona".

Nadal odczuwa się tak bardzo pustkę pozostawioną przez senatorów?
"Bardziej dano mi ją odczuć z zewnątrz niż wewnątrz. Chłopcy przyjęli mnie w sposób bardzo serdeczny. To jasne, że kiedy odchodzą osobowości, tworzy się odczuwalna pustka. Ale zapełnia się ją".

Myśli pan, że ją zapełnił?
"Za wcześnie, aby to stwierdzić. Oddałem się do dyspozycji trenera i drużyny. Myślę, że lider musi bardziej zrobić to i dawać przykład, niż zarządzać".

Wiele razy zmienialiście ustawienie. Gdzie panu najlepiej?
"Moje idealne miejsce jest pośród dwóch środkowych pomocników. Obok kogoś o charakterystykach innych niż moje. Ale zawsze byłem elastyczny".

Milaniści są osieroceni przez Pirlo. Pana w reprezentacji przestawiają na inne pozycje, bo jest Pirlo. Teraz spotka go pan naprzeciw siebie. Zaniepokojony?
"Nie, bo jestem inny niż Pirlo. On jest bardziej rozgrywającym, ja staram się również grać w odbiorze. Andea jest niedościgniony pod względem tego, co osiągnął w Milanie, więc nie kłopoczę się rywalizowaniem z nim".

Naprawdę jest 17 punktów różnicy między Milanem a Juve?
"Jeśli nie 17, to niewiele mniej. Jest między nami spora różnica: mają większą jakość, są w większym stopniu drużyną. Ale mamy broń, którą możemy im zaszkodzić".

Z El Shaarawym na przedzie. Spodziewał się pan takiej jego postawy?
"Nikt się nie spodziewał, nawet on sam. Zawsze mi się podobał. Jest szybki, potrafi się wcinać na boisku. I ma silny, precyzyjny strzał".

Pato przeżywa kryzys?
"Jego sytuacja jest szczególna. Trzeba mieć cierpliwość, ale warto na niego poczekać. To oszałamiający piłkarz - nigdy nie trenowałem z kimś tak mocnym. Byłbym niepocieszony, gdyby odszedł".

Talent Pato nadal się nie rozwinął. Pan też dotychczas wydawał się nie być spełnionym.
"U Prandellego we Florencji spisywałem się dobrze i stałem się piłkarzem, ale dopóki nie wykonasz prawdziwego skoku jakościowego, pozostajesz trochę w cieniu. Chciał się zmierzyć i zrozumieć, czy stanę na wysokości zadania".

Odpowiedź była pozytywna?
"Robię postępy, ale muszę zrobić więcej, podobnie jak wszyscy. Wielu z nas spisywało się słabiej i dlatego mamy taką sytuację w tabeli".

W Neapolu widzieliśmy serdeczny uścisk z Allegrim.
"Mamy świetne relacje. Pomógł mi na początku, kiedy sprawy nie miały się najlepiej. Często ze mną rozmawia..."

Przynajmniej z panem rozmawia... Niektórzy z pańskich kolegów narzekali w zeszłym roku...
"Byłem przyzwyczajony do Prendellego, a on też nie jest zbyt gadatliwy. Ja też nie jestem".

Potrafi pan być zdecydowany na boisku?
"To właśnie klasyczny zarzut. Jestem trochę zdystansowany, ale to o niczym nie świadczy. Nie wrzeszczę, ale na boisku biegam. Poświęcam się, także na treningach".

Gdzie się pan plasuje w tabeli testów atletycznych?
"Ciężko biegać więcej niż El Shaarawy. Powiedzmy jednak, że jestem w czołówce".

Z kim pan prowadzi pan dialog na boisku?
"Z El Shaarawym, z De Sciglio. Mamy niewiele pewnych punktów i wiemy, że musimy pracować. Wszyscy".

Nadal macie ochotę myśleć o podium?
"Zanim o tym pomyślimy, trzeba skupić się na sprawieniu, by Milan stał się mocniejszy i soldniejszy".

W środę wystawił pan Mexesowi piłkę do tych wspaniałych nożyc.
(ze śmiechem) "Wspaniała asysta. Przy takiej piłce łatwiej było trafić niż spudłować. Jak mógłby nie strzelić gola?"

Czy po Neapolu i Brukseli jest więcej wiary w Milanie?
"Tak, wystarczy niewiele, aby odrodzić się po błędach".

Z Juve zamiarzacie zagrać sprytnie, jak radził Arrigo Sacchi?
"Nie zamierzamy stosować catenaccio, ale ciężko jest stawić czoła Juve w sposób otwarty".

Wygrana oznaczać będzie sygnał dla ligi?
"Wydaje mi się, że dobry wynik byłby sygnałem przede wszystkim dla nas".

Spodziewał się pan tak silnej Fiorentiny?
"Nie spodziewałem się, że od razu zajdzie tak wysoko. Montella musi być naprawdę dobry".

Czuje się pan nadal na siłach mówić "skoro Inter jest tak w górze, to i my możemy mieć nadzieję"?
"To był taki żart. W każdym razie w derbach byliśmy lepsi od Interu".

Aquilani zajął pana miejsce i na razie ma więcej szczęścia.
"Tak, ale to ja gram w Milanie".

I tym razem może pan pojechać na Camp Nou...
"Znów ta historia. Szczerze mówiąc, lepiej w 1/8 finału zagrać z kimś innym. Chociaż wszystkie czołowe zespoły w Lidze Mistrzów są bardzo mocne. Shakhtar jest niezwykły, Borussia udzielała lekcji futbolu w całej Europie. Ja mam tylko nadzieję, że za kilka miesięcy Milan będzie jeszcze silniejszy".

Ja może dojrzeć ta drużyna?
"Umiejętności są. Potrzeba więcej zaufania, wiary w siebie. Oraz oczywiście lepszej postawy każdego z nas".

Milan był panu pisany...
"Po raz pierwszy byłem na San Siro z moim ojcem i miałem 14 lat. To był mecz Milan - Samp i strzelił Ambrosini. A teraz gram z nim..."

Niech pan zabierze jednego gracza Juve.
"Buffon".

Juve wygra scudetto?
"Na siedemdziesiąt procent".

Kto może być bohaterem meczu w Milanie?
"Może to być Boateng".

Nie mógł się pan doczekać gry na San Siro, a teraz często stadion jest do połowy pusty.
"Ciężko gra się na tak wielkim stadionie, kiedy nie jest pełny. Klimat jest teraz inny: kibice - co zrozumiałe - byli wściekli na to, co się stało podczas mercato. Byli nad wyraz krytyczni. Teraz bardziej w nas wierzą".

Czego się pan spodziewa po meczu z Juve?
"Pełnego stadionu, diabelsko wściekłego. My też musimy być jak diabły, nie pozwolić im grać bronić daleko od bramki, atakować".

Nie jest łatwo wyobrazić sobie diabelsko wściekły stadion.
"Ja jestem zdystansowany, a na boisku się wściekam i to dość mocno. Mam jednak nadzieję, że z Juve nie będę musiał się bardzo denerwować. Kiedy myślę o błędach, także moich, o autach przeciwko Fiorentinie, wciąż mam dreszcze..."


tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone