RICCARDO MONTOLIVO DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Późno, lecz być może wciąż wcześnie. "Przegapiłem pociąg do Milanu? Ależ ja dopiero do niego wsiadłem..." Riccardo Montolivo - nabytek oczekiwany od roku, kiedy to Fiorentina zablokowała go postanawiając, że pozwoli mu odejść dopiero po wygaśnięciu kontraktu - przeżywa w Ameryce swoje pierwsze dni w roli milanisty. Żadnego zażenowania w stosunku do Antonio Nocerino w związku ze słynną wypowiedzią o Camp Nou. Co więcej, sam teraz też liczy, że tam dotrze - na Camp Nou. Przede wszystkim jednak żadnych obaw związanych z tym dziwnym momentem Milanu: "Kiedy trzeba zaczynać od nowa, zawsze jest miejsce dla zmotywowanych. Tam, gdzie buduje się nowe rzeczy, są też wielkie możliwości". Prawie jak motto Kennedy'ego.

Montolivo, czekali na pana od miesięcy...
"To dlatego, że Milan był moim przeznaczeniem od dawna. Jako sześciolatek mogłem trafić do szkółki Milanu, ale moi rodzice uznali, że byłem zbyt mały i lepiej było zostać blisko domu. W ten sposób dorastałem w Atalancie, choć mój ojciec był milanistą".

To piękne, że nie mówi pan, iż sam był milanistą od urodzenia...
"Jestem szczery: dorastałem pomiędzy Milanem a Atalantą. Równiej mój brat jest milanistą. Myślę, że po prostu dokonałem właściwego wyboru i jestem dumny również z mojej kariery we Florencji".

Lepiej być pierwszym w Fiorentinie czy jednym z wielu w Milanie?
"Jestem ambitny i dlatego zdecydowałem się podnieść poprzeczkę. Mam jednak nadzieję, że w Milanie nie będę jednym z wielu".

Obecna chwila nie upoważnia do wielkich marzeń... A propos marzeń, nie ma zakłopotania w związku z tym, jak powiedział pan "nawet Nocerino gra na Camp Nou"? Teraz jesteście kolegami...
"Wie pani, ja historię Camp Nou wyjaśniłem od razu. Zadzwoniłem do niego i sprawa została wyjaśniona. Wyrwano jedno zdanie z kontekstu, ja nie chciałem zaatakować Antonio. Miałem pretensje do klubu, który nie znalazł dla mnie rozwiązania, podczas gdy Palermo znalazło je dla Antonio, co pozwoliło mu przejść do Milanu od razu i mieć szansę gry w Lidze Mistrzów. Nie ma z nim żadnego problemu, uważam go za przyjaciela. Znamy się od czasu, kiedy mieliśmy 15 lat. Wie pani, co mnie zabolało? Że zrobiono ze mnie zarozumialca i aroganta, a taki nie jestem. To była jedna z wielu prób postawienia mnie w złym świetle. Poza tym to była prywatna rozmowa i zostałem oczerniony przez ludzi, których miałem za dżentelmenów".

Czyli jest żal. Ale wyniósł pan coś dobrego z Florencji...
"Więcej niż coś: siedem wspaniałych lat, pięć lat pięknej piłki, całkowitą wdzięczność wobec rodziny Della Valle za pozwolenie na osiągnięcie wysokiego poziomu i trafienie do reprezentacji, a także świetne relacje z ludźmi".

Myśli pan, że będą gwizdać, kiedy wróci pan do Florencji?
"Nie wiem, wygwizdywali mnie przez cały sezon, więc może się zmęczyli. Mówię o tym, co się działo na stadionie, bo w życiu codziennym nikt nie sprawił mi przykrości. Ale Florencja jest szczególnym miastem: relacje z drużyną są bardzo głębokie i gdy się przegrywa, jest rzeźnia. Nawet Delio Rossi, który był osobą wyważoną, stał się inny".

Przedłużyłby pan kontrakt z Fiorentiną, gdyby wiedział pan, że trafi do zredukowanego Milanu?
"Przedłużenie kontraktu było niezależne od zainteresowania ze strony Milanu. Mój czas we Florencji dobiegł końca. Poza tym nie uważam, by Milan miał w takich opałach. Owszem, stracił dwóch technicznych fenomenów. Ale klub był mocny przed Thiago i Ibrahimovicem, był mocny z nimi i wróci na szczyt również bez nich".

Gdzie by się pan ustawił na boisku?
"Mogę powiedzieć, gdzie się nie widzę: jako trequartista. W reprezentacji mi się to zdarza, ale jest dla mnie rzeczą nietypową grać w roli trequartisty. Pozostałe trzy pozycji w pomocy pasują mi w równym stopniu. Myślę, że bycie uniwersalnym jest zaletą, a także obowiązkiem, gdy grasz w wielkim klubie".

Co spodobało się panu w zderzeniu z rzeczywistością Milanello?
"Rodzinna atmosfera. Od razu poczułem się jak w domu. To zasługa kolegów i sztabu, ale również wszystkich, którzy tam pracują".

Czy jest coś, co pana niepokoi w tej nowej fazie kariery?
"Nie. Jestem bardzo zmotywowany. Tak bardzo chciałem przewrócić tę kartkę, że mogłem zacząć już 3 lipca".

Co pan myśli o powrocie Kaki?
"Gdyby przybył, mógłby być dla nas ważnym graczem. To oszałamiający piłkarz i wydaje mi się również dobrym chłopakiem, choć znam go tylko jako rywala".

Odeszło całe pokolenie i trzeba odtworzyć grupę...
"W takich trudnych chwilach są również wielkie możliwości. Być może teraz można postawić na młodych Włochów i powrócić na szczyt, bo być może taka koniunktura gospodarcza zmusza do wyborów, których w innym wypadku by nie dokonano".

Co by pan robił, gdyby nie został pan piłkarzem?
"Nie wiem. Jestem dyplomowanym księgowym, ale - szczerze mówiąc - całego siebie oddałem futbolowi i na szczęście udało mi się coś osiągnąć".

Co pan wie o Allegrim?
"Niewiele. Dopiero go poznam. Chłopcy, których prowadził, mówili mi o nim bardzo dobrze, jednak - szczerze mówiąc - w tej chwili nie mogę zbyt wiele powiedzieć".

Ma pan przyjaciół w świecie piłki?
"Pazziniego, Lazzariego, Gobbiego - żeby wymienić paru".

Opisze się nam pan dwoma przymiotnikami?
"Jestem hojny, a to może być zaletą, ale również wadą. Być może czasem powinienem być większym egoistą, myśleć bardziej o sobie".

Jako piłkarz czy osoba?
"Pod każdym względem".

Czy kapitańska opaska wciąż ma wartość dla piłkarzy?
"Dla mnie miała ogromną. Nie było miło, kiedy zostałem zdegradowany. Również dlatego, że tę opaskę otrzymałem od szatni, ale nie szatnia mnie jej pozbawiła".

To drużyna wybiera sobie liderów, a w Milanie trzeba ich znaleźć, bo wielu odeszło.
"Niektórzy pozostali, ale najlepszym systemem jest sprawienie, by to drużyna była liderem. Jednym ciałem".

Jaką wiadomość wyśle pan Juventusowi?
"Że jesteśmy obecni niezależnie od sprzedaży".

Czy włoska piłka ma się tak źle?
"Skandale nie poprawiają wizerunku. Teraz jest potrzeba oczyszczenia. Prawdziwego oczyszczenia, głębokiego, bo znaleziono wielką zgniliznę. Jeśli zaś chodzi o walory techniczne, to nie uważam, by nasze były gorsze od cudzych. Jedynym problemem są struktury i być może one też przyczyniają się do problemów finansowych klubów".

Pański poprzednik Gattuso jest pesymistą w kwestii przyszłości Milanu.
"Uważam, że drużyna jest już konkurencyjna w warunkach ligowych. Ale ponieważ Galliani mówi, że będzie wzmocniona, to myślę, że będzie jeszcze bardziej konkurencyjna. Także w Lidze Mistrzów".

Tak czy siak wszystko wraca do tematu Camp Nou.
"Jestem ambitny i na wszystko jest czas".

Jednak zdarzyło się to w trudnym roku...
"Któż to wie... Ja jestem pełen ufności".



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone