PAOLO MALDINI DLA LA REPUBBLICA



Z bramy domu Paolo Maldiniego, kiedy jest mecz, widać procesję skierowaną w stronę San Siro. Dziś meczu nie ma, a Maldini w swym salonie mówi o piłce z nienaruszoną miłością i bez melancholii, podczas gdy synowie Christian i Daniel przychodzą się przywitać. To człowiek zadowolony z siebie i swojej rodziny: nie potrzebuje futbolu, aby żyć. Jest bardziej prawdopodobne, że to włoskie calcio - pogrążone w kryzysie technicznym i etycznym - potrzebuje jego. Tymczasem, trzy i pół roku po jego odejściu, trwa marnotrawienie niedoścignionego mistrza, którego inni nam zazdroszczą również ze względu na jego inteligencję i wizerunek.

Maldini, czy to prawda, że pójdzie pan do wyborów z ramienia partii Berlusconiego?
"Mówię niewiele od kiedy przestałem grać i przy takich okazjach staram się wyrażać jasno. Mimo wszystko co jakiś czas wychodzą fałszywe wiadomości. To absolutnie nie jest prawdą. Nie miałem żadnych propozycji. A Berlusconiego nie widziałem ani nie słyszałem od czasu świętowania 25-lecia jego prezydentury. Poza tym polityka nie leży w kręgu moich zainteresowań".

Piłka dla piłkarzy, a polityka dla polityków.
"Ależ nie, piłkarze są ludźmi jak każdy i mogą być szczególnie wrażliwi na pewne problemy. Tylko że mnie polityka nie interesuje".

Niektórzy z pańskich byłych kolegów - jak Kaladze w Gruzji, Shevchenko na Ukrainie i Weah w Liberii - zostali politykami.
"Ale oni są symbolami w swoich krajach. Krajach ze szczególną sytuacją. Włochy są - lub przynajmniej powinny być - krajem z troszkę bardziej solidną demokracją".

Pan jest natomiast na pewno symbolem Milanu. I nie wszedł pan do struktur klubowych tylko dlatego, że Berlusconi jeszcze nie zadzwonił?
"Klub - całkiem słusznie zresztą - prowadzi swoją politykę. Ustalają ją prezydent i zarząd".

Minęło trzy i pół roku od zakończenia przez pana kariery. Czy w ten sposób nie grozi panu przyszłość poza futbolem?
"Tak, ale to mnie nie przeraża. Dokonałem w piłce tyle, że nic nie odbierze mi tego, co zdarzyło się przez te 31 lat od momentu rozpoczęcia gry w sektorze młodzieżowym Milanu. Ryzyko pozostania poza światem futbolu istnieje. Miałem tak silną więź z Milanem, że trudno wyobrazić sobie mnie w innej rzeczywistości, również europejskiej: możliwości się przerzedzają".

Wymieńmy je.
"Uprzedzam, że nie narzucam się Milanowi: pracuję jako agent nieruchomości, zacząłem to jeszcze jako piłkarz i rozkręciłem ten interes. Jeśli jednak pyta mnie pan, jaką funkcję mógłbym pełnić w Milanie, odpowiem".

Trenera?
"Nigdy nie brałem tego pod uwagę, bo koczownicze życie, jakie widziałem w wykonaniu mojego ojca, nie jest dla mnie. Poza tym jeśli ktoś jest trenerem, musi być otwarty na każdą możliwość, co słusznie uczynił Leonardo: nie można myśleć, że będzie się trenować tylko Milan. Dlatego, biorąc pod uwagę to, że nie sądzę, bym mógł pracować w innym włoskim klubie, szanse na karierę trenerską są w moim przypadku równe zeru. A w innych krajach niewiele większe".

Pozostaje rola działacza.
"Nie lubię polityki, więc musiałoby to być coś związanego ściśle z piłką".

Czyli?
"Mogę wnieść swoją wiedzę: ocenę piłkarzy i doświadczenie zdobyte podczas mojej długiej kariery. Myślę, że przeżyłem całą ewolucję nowoczesnego futbolu, więc tak, mógłbym być działaczem. W piłce nigdy nie jest za wiele ludzi w 100% kompetentnych. Nie zawsze znajdzie się ktoś, kto wie co nieco o taktyce, piłkarzach i futbolowej psychologii. Lata w roli kapitana Milanu - od 1997 - bardzo mi się przydały. Byłem nim też w reprezentacji od 1994 do 2002, ale było inaczej. W reprezentacji kierujesz wydarzeniem, w klubie codziennością. I bardzo wiele się uczysz".

FIGC, FIFA czy UEFA?
"Nigdy nie brałem tego na poważnie. Stołek dla samego siedzenia na stołku czy funkcja reprezentacyjna mnie nie interesują".

Pozostaje pan marnotrawionym zasobem.
"Mam być postrzegany jako zasób czy jako problem? Wie pan, co mnie naprawdę drażni?".

Proszę powiedzieć.
"Mówimy o Milanie. Miałem szczęście uczestniczyć w 25 wspaniałych latach. Kiedy zaczynałem, były już fundamenty pod wielką drużynę w postaci wielkich piłkarzy i wielkich postaci. Berlusconi nauczył nas myśleć wielkimi kategoriami. Oczywiście zrobił to również inwestycjami, bo kupował najlepszych. Ale przede wszystkim zmienił mentalność: wprowadził Sacchiego i ideę, że klub powinien stać się wzorcem jeśli chodzi o styl gry i zwycięstwa. Stworzyło się coś magicznego dzięki osobowości tych, którzy już byli oraz tych, którzy dołączyli".

A potem?
"Stopniowo Milan przeobraził się z drużyny magicznej w drużynę zwyczajną. A wie pan dlaczego? Ponieważ - w przeciwieństwie do wielu wielkich europejskich firm, gdzie ci, którzy tworzyli historię, mogli oddać to, czego się nauczyli - klub przestał przekazywać to przesłanie. W Milanie nikt, kto tworzył jego historię, nie pełni funkcji, które nie byłyby marginalne. Proszę natomiast pomyśleć o Bayernie z Beckenbauerem, Hoenessem i Rummenigge czy o Realu z Butragueno, Gallego i Valdano. Znacznie łatwiej przekazać tę magię nowym, jeśli robią to osoby, które jej doświadczyły lub ją tworzyły. Milan zawsze był wielkim klubem, również w czasach mojego ojca. Ale wielka magia trwała przez 25 lat, a potem zaginęła".

Czy jest to proces nieodwracalny?
"Ciężko jest ocenić aktualne projekty Milanu. Latem odeszło 12 piłkarzy o wielkiej osobowości, a to, że nie brano pod uwagę trudnego początku sezonu, nie wydaje mi się planowaniem przyszłości, lecz wyczekiwaniem na zimowe mercato. A podczas tego okienka przeważnie ciężko o naprawdę dobry interes".

Galliani jednak wyjaśniał często, że wszystko było zaplanowane i to jest pierwszy rok nowego Milanu.
"Szczerze mówiąc, ja widzę niewiele planowania. Może się mylę, ale wybór niektórych piłkarzy - nawet jeśli byli za darmo - jest daleki od przemyślanego programowania".

Berlusconi chce wprowadzić politykę samych graczy Under 22.
"Ci dobrzy kosztują ponad 20 milionów. Zmniejszenie kominów płacowych i odmłodzenie drużyny jest kluczowe, ale nie wiem, kto wycenia piłkarzy: Braida robi to w coraz mniejszym stopniu".

Coraz częściej korzysta się z agentów takich jak Raiola.
"Taka jest logika ostatnich lat. Powiem coś panu. Dwaj ostatni trenerzy Milanu próbowali sprowadzić mnie z powrotem. Leonardo chciał mnie w Milanello. 'Nie musisz nic robić' - mówił mi - 'wystarczy sama twoja obecność'. Odpowiedziałem, że bez ściśle przypisanej funkcji nie ma to sensu".

Zostałby pan dyrektorem sportowym?
"Galliani, w obecności Leo, powiedział mi, że postać dyrektora sportowego już nie istnieje, a Milan jest pod tym względem w porządku. Mi natomiast wydaje się, że są tu braki".

A Allegri?
"W zeszłym roku powiedział mi, że potrzebuje kogoś, kto kontrolowałby również jego: 'Paolo, kto mi powie, że popełniłem błąd w taktyce lub panowaniu nad szatnią, skoro wszystko spada tylko na mnie?' Potrzebował kogoś z autorytetem, kto mógłby rozmawiać z najważniejszymi graczami - z Ibrą, Boatengiem i innymi. Uważał, że dzięki mojemu doświadczeniu mógłbym to robić".

Mógłby pan opowiedzieć o szczegółach tej oferty?
"Zadzwonił do mnie, kiedy byłem na wakacjach w Stanach. Wyjaśnił, że potrzebuje mnie do zarządzania grupą. Spotkaliśmy się, rozmawialiśmy też przez telefon i uprzedziłem go, że to mógłbym stanowić problem dla niego samego. Allegri odparł, że rozmawiał na ten temat z klubem i wszystko zdaje się być w porządku. Wysłał mi sms, że zadzwoni za kilka dni. To był październik 2010 i więcej już go nie słyszałem. A ja - powtarzam - nigdy się nie narzucałem".

Jakie są dziś pana uczucia wobec Milanu?
"Zdarza mi się wspominać przeszłość. Byliśmy świadomi swojej roli. Piłkarze byli piłkarzami, działacze działaczami. Każdy robił swoje, nikt nie ingerował w czyjeś kompetencje. Była wielka wiedza o futbolu na płaszczyźnie globalnej... Tylko głupiec nie chłonie informacji w swej pracy, a my byliśmy prawdziwą drużyną".

Ogólne wrażenie jest takie, że Galliani pana nie chce.
"Może być i tak. Jest najbardziej zwycięskim działaczem i ma prawo dobierać sobie współpracowników. Ale chciałbym zdementować głosy, że jestem jednym z rodziny. Aż tak bardzo mnie nie chcą".

Jest pan zawiedziony?
"Czuję gorycz, podobnie jak wielu moich byłych kolegów. Gorycz z powodu tego, że nie ma już tego, co wspólnie tworzyliśmy. Nie jest powiedziane, że odtworzy się ta magia, którą przeżywaliśmy. Chciałbym jednak się odwdzięczyć, to wszystko. Dałem od siebie więcej niż inni, rozegrałem najwięcej meczów w Milanie ze wszystkich. Ale wciąż czuję, że otrzymałem więcej niż dałem. Czuję dług wdzięczności".

Mówił pan o tym Berlusconiemu?
"Mówiłem o tym prezydentowi tuż przed zakończeniem kariery. Aspekt ekonomiczny nie może zrobić na mnie wrażenia. Każdy z nas powinien być wynagradzany w odpowiedni sposób, ale to nie jest decydujące. Podobnie jest z byciem w świetle reflektorów: ja miałem tego nawet za dużo jak na mój charakter. Satysfakcja z robienia czegoś bardzo ważnego nie ma ceny. A zwłaszcza z robienia tego dla klubu, który dał to wszystko, o czym właśnie mówiłem".

Piękne warunki jak na byłego wielkiego mistrza.
"Miałem szczęście mieć niezależność pracy i myśli. Zależy mi na tym i mówię, co myślę. A uważam, że wielu piłkarzy ma wiele do powiedzenia i zrobienia. Piłkarz powinien moim zdaniem być bardziej świadomy swojej roli. Ciężko coś zmienić, dopóki się tego naprawdę nie chce. Potrzeba trochę więcej odwagi, takze w życiu. Weźmy na przykład kwestię przemocy wśród kibiców".

Mówi pan o swoich niesnaskach z ultrasami?
"Zaatakowali mnie podczas mojego ostatniego meczu na San Siro, bo zawsze byłem niezależny i nigdy nie ugiąłem się przed ich logiką. Kluby muszą być odważniejsze w relacjach z tymi najbardziej agresywnymi. Stare stadiony i petardy: to nie jest mój pomysł na futbol przyszłości".

A gdyby FIGC zaproponowało panu pracę nad tym zagadnieniem?
"Niezależnie ode mnie, to mogłaby być funkcja dla kogoś z federacji. Ale czy są chęci, by coś zmienić? Prawo dotyczące stadionów nadal leży w szufladzie, a minęły już trzy lata".

Rozmawiając z panem odnosi się wrażenie, że również jako kibic śledzi pan futbol z taką miłością jak wówczas, gdy sam pan grał.
"Jestem dozgonnie wdzięczny tej dyscyplinie sportu, moja miłość jest pasją. Lubię chodzić na stadion. W tym sezonie byłem na Juve - Chelsea, również aby obejrzeć nowy stadion Juve. Zobaczyłem zespół grający nowoczesny futbol na nowoczesnym obiekcie. Włochy winią się również wtedy, kiedy nie są winne. Juve jest na poziomie europejskim, jest wśród 5-6 pierwszych drużyn pod względem gry. Jeśli chodzi o resztę, we Włoszech, opustoszałe stadiony przepełniają mnie smutkiem. Porównując z Niemcami, można się załamać. San Siro w ostatnich latach często świeciło pustkami. Ale przynajmniej wymienili murawę".

To był pana osobisty koszmar: robili wszystko, by wyglądała ładnie, a pan się wściekał.
"Tak. Była niebezpieczna dla nas i psuła widowisko. Żałuję, że rozwiązali ten problem dopiero po moim odejściu. Ale ile musiało minąć czasu! I trzeba było obciachu na poziomie europejskim, bo Barcelona narzekała na stan murawy. Oglądam na żywo również inne dyscypliny i jestem przekonany, że stadiony są sprawą priorytetową".

Ma pan na myśli obiekty amerykańskie?
"Mówię o obiektach niemieckich. Mundial 2006 zmienił tam wszystko. A także o sportach amerykańskich: koszykówce i baseballu, które nie są moimi dyscyplinami. W Nowym Jorku oglądam Knicks i Yankees. Spektakl jest tworzony z szacunkiem dla widza. My jesteśmy krajem turystycznym, ale o tym zapomnieliśmy. Po Italia '90 cofnęliśmy się. Nie wykorzystaliśmy szansy. Jesteśmy starzy".

Również wśród działaczy?
"Podczas ceremonii Hall of Fame spotkałem Albertiniego, który jest wiceprezydentem federacji. To jedyna, obok będącego prezydentem AIC Tommasiego, nowa twarz w futbolu w ciągu ostatnich 25 lat. Bardzo szanuję tych, którzy są tu od 30 lat i są dobrymi ludźmi. Ale 35-latek widzi sprawy inaczej niż 70-latek. Futbol, jak wszystko inne na świecie, zmienia się".

Pański slogan to więcej piłkarzy w futbolowym rządzie?
"Wydaje mi się, że trzeba otworzyć umysł, patrząc również na inne dyscypliny, które generują wielkie zyski. Nie można oddać się władaniu mamony. Żadna dyscyplina nie wytrzyma 11 miesięcy na maksymalnych obrotach pomiędzy reprezentacją, pucharami i ligą. Jeśli chcesz wygrywać, musisz chronić zdrowie sportowców oraz spektakl. W NBA są trzy miesiące wakacji".

Powtórki dla sędziów?
"Przy wątpliwym spalonym zatrzymywanie gry może stwarzać problemy, bo na temat jednej akcji mogą być 3-4 różne opinie. Ale to absurd, aby bronić się przed technologią wykrywającą, czy był gol czy nie, która daje realne korzyści. W tenisie wszyscy cieszymy się teraz, że jest maszyna, która mówi, czy piłeczka była w boisku czy nie. Nikt nie wróciłby do lat siedemdziesiątych".

Czy ewolucja futbolu była również na płaszczyźnie technicznej?
"Nie. Widzę sporo drużyn, które atakują, ale mają wyraźne braki w defensywie. Dziś najtrudniej jest się bronić. Boczni obrońcy nie są już tak naprawdę defensorami, na środku obrony grają byli pomocnicy i pracuje się niewiele nad aspektem defensywnym. Jest tylko jeden zespół, którego nie potrafię ocenić pod tym względem, bo jest inny niż cała reszta, także w sposobie bronienia. Liczby pokazują, że również w tej kwestii Barcelona jest unikalna".

Czy rewolucja Barcy przejdzie do historii jak te Ajaksu Michelsa czy Milanu Sacchiego?
"Na pewno. Oglądanie gry Barcelony to czysta przyjemność. To drużyna dobrze wychowanych graczy ze wspaniałymi umiejętnościami technicznymi. A do tego pochwała piłkarskiej demokracji. Poza paroma wyjątkami, w Barcelonie grają piłkarze mający mniej niż 165 centymetrów wzrostu, a mimo tego nie dają rywalom powąchać piłki".

Messi jest wart tyle co Maradona?
"Jest w tej samej kategorii. Zawsze gra na określonym, wysokim poziomie. Jest młody i będzie miał jeszcze czas, aby poprowadzić Argentynę do zwycięstw, jak Maradona. Dla mnie jest na pewno mocniejszy od Cristiano Ronaldo, tym bardziej że ja zwykle patrzę również na człowieka, a nie tylko na piłkarza. Messi pod względem zachowania na boisku jest wzorem dla dzieci".

A tymczasem poziom Serie A spadł.
"Rekord Milanu - te 56 meczów bez porażki - nadal obowiązuje. I jest wart znacznie więcej, bo został ustanowiony w okresie tak zwanych siedmiu sióstr. Parma wygrała wówczas Puchar UEFA, Lazio Puchar Zdobywców Pucharów, a w pucharach wszystkie włoskie kluby grały do samego końca. Teraz Juve wygrywa bez trudu na krajowym podwórku i jest jedynym zespołem, który może coś zdziałać w Lidze Mistrzów".

Ma to związek z kryzysem?
"Tak, ale Inter mimo wszystko spisał się dobrze. Zawiodło mnie trochę Napoli: myślę, że mogli mierzyć w coś więcej. Kryzys ma znaczenie, jednak na stan włoskiej piłki olbrzymi wpływ ma polityka. Zdałem sobie z tego sprawę, kiedy brałem udział w prezentacji kandydatury do Euro 2016. To była decyzja tylko i wyłącznie polityczna. Ale Włochy nie chcą myśleć o odnowie, nawet jeśli prawo odnośnie stadionów nie ciążyłoby na skarbie państwa, a wręcz mogłoby dać coś włoskiej piłce".

Czy pański były kolega Platini robi wystarczająco dużo dla futbolu?
"Na początku nie zgadzałem się z nim w wielu kwestiach. W wielu innych mi się podobał. Pokazał, że były piłkarz z głową na karku, w tak politycznym świecie jak ten UEFA, może mieć innowacyjne pomysły. Finansowe fair play jest ważne. Obecnie rywalizacja nie odbywa się na równych zasadach: są drużyny, które mają po 500 milionów długów, są Hiszpanie cieszący się niższymi podatkami".

Włoskie kluby wreszcie stawiają na młodych.
"Wydaje mi się, że to wszystko dzieło przypadku, przynajmniej u niektórych. Ale może wyjść na dobre. Widzieliście De Sciglio w Milanie? Kilka lat temu prawdopodobnie zabrakłoby dla niego miejsca".

Mówią, że jest pańskim spadkobiercą.
"Zawsze są porównania, ale nigdy nie pomagają temu, kto dopiero zaczyna. Mattia musi kontynuować w ten sposób. Jest absolutnie liniowy: wszystko robi w najprostszy sposób. Również kiedy wszedł w derbach, co nie jest łatwe, zaimponował prostotą swoich zagrań. Wydaje mi się być zrównoważonym chłopcem. Można zapłacić wysoką cenę, jeśli ktoś staje się w tym wieku podstawowym graczem Milanu, a nie jest zrównoważony. Innym utalentowanym bocznym obrońcą był Santon, w Interze: myślę, że gra w lidze zagranicznej wyjdzie mu na dobre".

Czy wielka włoska szkoła defensywy odchodzi do lamusa?
"To problem globalny: tylko Thiago Silva robi różnicę. Nauczyć się biegać za rywalem jest znacznie trudniej niż atakować, a do tego jest to mniej opłacalne".

Brak umiejętności indywidualnego krycia nie jest ograniczeniem?
"Aby wypracować niemal idealną obronę strefową w Milanie Sacchiego, potrzeba było wyniszczających i powtarzających się w kółko treningów dla poznania wszystkich wariantów. To był niewysłowiony wysiłek. A teraz jest jeszcze większy, bo zasady się zmieniły i wariantów jest jeszcze więcej".

Podoba się panu reprezentacja czy może gra Prandellego, oparta na utrzymywaniu się przy piłce, wydaje się panu ryzykowna?
"Podczas Euro reprezentacja bardzo mi się podobała. Pokazała, że umie dostosować się do sytuacji, niezależnie od trudności, a także dać coś więcej. Wystarczy spojrzeć na mecz z Niemcami".

Włochy straciły wreszcie łatkę ojczyzny catenaccio.
"To absurdalny stereotyp. Lippi grał catenaccio? Sacchi? A może mój ojciec, który wystawiał trzech napastników?"

Kto jest obecnie najlepszym włoskim piłkarzem?
"Pirlo jest unikalnym graczem, Buffon wyjątkowym bramkarzem, Barzagli najlepszym obrońcą, a De Rossi wspaniałym pomocnikiem, nawet jeśli gra niewiele. Bardzo podoba mi się El Shaarawy. Latem oglądałem Milan - Chelsea i rozmawiałem o nim z przyjaciółmi, którzy byli zaniepokojeni jego postawą w okresie przygotowawczym. Widziałem, że bez problemu bierze udział w obu fazach, było widać jego potencjał. I tak mnie zaskoczył swoją wytrzymałością i umiejętnościami strzeleckimi. Mam nadzieję, że zachowa pokorę: głowa to nie jakiś drobny szczegół".

Wystarczy spojrzeć na Balotellego.
"Jeśli nie odnajdzie osobistego spokoju, pozostanie niespełnioną obietnicą. Lata mijają, więc czas wziąć w garść swoje życie z odpowiedzialnością".

Czy Pato odnajdzie dawnego siebie w Brazylii?
"Mówiłem to już rok temu: kiedy zobaczę, że prowadzi zespół nie tylko zagraniami, ale też charakterem, będę mógł powiedzieć, że stał się jednym z trzech najlepszych na świecie. Dziś wciąż muszę wstrzymywać się z oceną".

Co pan sądzi o polityce Milanu i ewentualności, że Berlusconi prędzej czy później sprzeda klub?
"Myślę, że idea odmłodzenia drużyny jest popierana przez wszystkich, a kibice są skłonni poczekać kilka lat, jeśli zobaczą planowanie. Jednak ten projekt musi być, nie może trwać trzy miesiące. Nie wystarczą młodzi, aby wygrywać. Wiem to z doświadczenia. Wierzę, że można spisywać się dobrze również przy ograniczonych możliwościach finansowych. Wielu piłkarzy wciąż przyszłoby do Milanu bez zastanowienia dzięki tym 25 magicznym latom, o których mówiłem. Ta renoma się jest siłą Milanu, nie można tego zmarnować".

Ale czy ten sezon nie jest już naznaczony?
"Milanowi zdarzało się w tym sezonie zagrać dobrze, jak choćby przeciwko Juve. Ale z Barcą, w Lidze Mistrzów, mało kto może myśleć o wyjściu bez szwanku. A żeby znaleźć się na podium w lidze, potrzeba będzie niemal cudu, wielkiej rundy rewanżowej. Widzę większą szansę na zakwalifikowanie się do Ligi Europejskiej, choć przed Milanem jest wiele drużyn".

Czy to prawda, że podczas pańskiej nieprzerwanej czerwono-czarnej przygody mógł pan przejść do Chelsea lub Juve?
"Spotkałem ostatnio Bonipertiego i potwierdził mi, że Juve mnie chciało. Do Chelsea wzywał mnie Vialli w '96. Wolałem jednak zostać w Milanie, aby odegrać się po katastrofalnym sezonie. To był właściwy wybór. Potem zadzwonił też do mnie ktoś z Arsenalu, składając mi ofertę finansową. Było też zapytanie od Fergusona z Manchesteru United i być może od Realu Madryt. Prawda jest taka, że bardzo często takie oferty przychodzą po nieudanych sezonach, bo w takich przypadkach łatwiej jest uzyskać zgodę. Ale my braliśmy na siebie odpowiedzialność: woleliśmy zostać i odegrać się na boisku, rzucając na szalę swoją twarz".

Według francuskiej prasy PSG Ancelottiego chciało, aby trenował pan obrońców.
"Przecież dopiero co powiedziałem panu, że rola trenera mnie nie interesuje! Byłem gościem Leonardo w Paryżu. Ale tylko gościem, nie było żadnych propozycji".

Jako były kapitan: nie jest tak, że Milan traci tożsamość zmieniając kapitana co trzy mecze?
"To wina kontuzji i traumatycznych zmian, jakie zaszły w drużynie tego lata. To wszystko uświadamia, jak wielkich dokonano zmian. Pamiętam jak przejmowałem opaskę od Franco Baresiego. Capello zapytał, kto będzie nowym kapitanem. Inni - jak Billy Costacurta - też mieli do tego prawo. Podjęliśmy decyzję w szatni i nie miałem problemu z wzięciem na siebie odpowiedzialności".

Pańska koszulka z numerem 3 została wycofana. Mogliby ją założyć tylko pańscy synowie: 16-letni Christian i 11-letni Daniel, którzy grają w sektorze młodzieżowym Milanu.
"To nie jest jedna z moich myśli przewodnich i mam nadzieję, że tak samo jest w ich przypadku. Presja, jaka ciążyła nade mną - synem Cesare, kapitana Milanu - uległa zwielokrotnieniu".

We Włoszech nie jest łatwo uczyć się i uprawiać sport na wysokim poziomie.
"Wielu chłopców zostaje wyrwanych z rodzinnego domu, a szkoła nie zawsze pomaga. Ja, mając przecież szczęście studiować we własnym mieście, miałem nauczycielkę, która mówiła na mnie 'kopacz'. Na amerykańskich uczelniach sportowe talenty są traktowane na równi z geniuszami matematycznymi".

To może chociaż sektory młodzieżowe chronią talenty?
"Tam też się wszystko zmieniło. Na każdy mecz są powołani i niepowołani. Konkurencja jest większa. W moich czasach było piękniej, bo rozwój młodych piłkarzy przypada na okres dojrzewania fizycznego. Bardzo często przy ogromnej konkurencji, o której mówiłem, nie czeka się na takiego chłopca. A szkoda, bo w tym wieku są różnice fizyczne i hormonalne".

Co, poza techniką, liczy się najbardziej?
"Wartości. Każdy formuje swój charakter, ale podstawy, jakie dają ci rodzice, są kluczowe, podobnie jak poczucie lojalności. Czasem sprawia, że droga jest dłuższa, jednak na koniec doceniają cię wszyscy. Najpiękniejszą rzeczą, od kiedy skończyłem grać, było właśnie to ogólne uznanie".

Rozegrał pan więcej minut na Mundialu niż ktokolwiek inny i zakończył jako pierwszoplanowa postać w wieku 40 lat. Czy sportowa długowieczność jest rekordem, z którego jest pan najbardziej dumny?
"Nie opuściłem ani minuty podczas mistrzostw świata i Europy, a w Milanie grałem więcej niż ktokolwiek inny. Ale dumą napełnia mnie najbardziej moja niezależność intelektualna, którą cieszę się w pełni od jakichś piętnastu lat. Nie jestem osobą idealną, mam swoje doświadczenia: pozytywne i negatywne. Dużo obserwowałem i starałem się popełniać jak najmniej błędów. Teraz swojej niezależności nie zamieniłbym na nic innego".



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone