Paolo Maldini dla ‘Forza Milan!’

Wkrótce świętować będziesz dwudziestolecie kariery piłkarskiej. Czym innym zajmowałbyś się, gdyby nie udało się na tym polu?
Nie jestem w stanie ci odpowiedzieć, gdyż już w wieku 17 lat znajdowałem się w kadrze pierwszego zespołu, tak więc nie miałem czasu na rozmyślanie o innym zawodzie.

Jakie były twoje wady i zalety na początku kariery?
Czucie gry jest moją cechą wrodzoną, podczas gdy sporo czasu zajęło mi nauczenie się dokładnych podań na daleką odległość lewą nogą.

Kiedy wzniosłeś się na sam szczyt w trakcie swojej kariery?
Przez te lata odniosłem wiele sukcesów, tak więc niełatwo jest znaleźć jeden taki moment. Myślę, że największe emocje przeżywałem za każdym razem, gdy osiągałem dany sukces po raz pierwszy. Nie mogę też nie wspomnieć mojego debiutu, gdy Liedholm w szatni Stadio Friuli powiedział do mnie: Chłopcze, nadszedł twój czas!, czy też moje pierwsze scudetto świętowane w Como, a następnie podczas niezapomnianej nocy na San Siro 15. maja 1988 roku. Albo też pierwszy tryumf w Pucharze Mistrzów w Barcelonie w obecności 80 000 kibiców Milanu, powiewających w kierunku hiszpańskiego nieba czerwono-czarnymi flagami. Nie zapomnę również pierwszego wyjazdu do Tokio, gdzie zdobyliśmy Puchar Interkontynentalny. Jest jeszcze inny, wyjątkowy pierwszy raz..

A mianowicie?
Mocniej zabiło mi serce także wówczas, gdy po raz pierwszy wznosiłem do góry Puchar Mistrzów w roli kapitana, 40 lat po moim ojcu. Ów wieczór w Manchesterze był wspaniały!

A z kolei moment, w którym w trakcie kariery sięgnąłeś dna?
Sezony 1996/97 i 1997/98, gdy fatalnie spisywaliśmy się w lidze, nie kwalifikując się do pucharów. To były dwa bardzo trudne lata, obfitujące w rozczarowania, przebiegające pod znakiem zmiany warty pomiędzy starymi mistrzami, a tymi, którzy dopiero mieli nadejść. Uważam się jednak za szczęśliwca, gdyż dla wielu partnerów z zespołu ten okres był niczym wieczność, podczas gdy dla mnie, był to tylko jeden z rozdziałów kariery.

Kiedy najbardziej się zawstydziłeś?
Osobiście, gdy musiałem przedstawić się na antenie radiowej w dniu swojego debiutu oraz dzień później. Do naszego rodzinnego domu zjechało kilku dziennikarzy. Było to dla mnie coś zupełnie nowego, nieco dziwnego, nie czułem się z tym dobrze. Z kolei na poziomie zawodowym ze swojej pamięci wymazałem pamiętny wieczór w Marsylii.

Jakie było najdziwniejsze spotkanie, w jakim grałeś?
Przypominam sobie jedno porywające spotkanie rozegrane w Pescarze na początku sezonu 1993/94. Po minucie gospodarze objęli prowadzenie, jednak w 3' po mojej bramce wyrównaliśmy, a w 6' Lentini wyprowadził nas na prowadzenie. Dwie samobójcze bramki Baresiego w 11' i 14' oraz bramka Massary pozwoliły jednak objąć Pescarze prowadzenie 4:2.. Po wszystkim? Ależ skąd. Van Basten jeszcze do przerwy wyrównał na 4:4. Po zmianie stron ponownie on na kwadrans przed końcem spotkania zapewnił nam zwycięstwo. Mecz, po którym każdego milanistę miała prawo rozboleć głowa.

Najpiękniejsze spotkanie rozegrane w Serie A?
Derby, wiele spotkań derbowych rozegranych przeze mnie. Za każdym razem towarzyszyły im ogromne emocje. Nie zapomnę przygniatającego zwycięstwa z sezonu 1987/88, nie tyle ze względu na wynik - 2:0 - co bardziej na naszą grę, ale także wiele innych, które dały mi dużo większą satysfakcję niż pozostałe mecze.

A na arenie międzynarodowej?
Także w tym przypadku nie chciałbym wyróżnić jakiegoś jednego konkretnego meczu, lecz wszystkie "derby" rozegrane z Realem Madryt. Towarzyszyły im zawsze wielkie emocje, miały dla mnie szczególne znaczenie. Począwszy od meczu zakończonego wynikiem 1:1 na Santiago Bernabeu, poprzez zwycięstwa 5:0 i 2:0 na San Siro, nie pomijając spotkań towarzyskich, w których zawsze prezentowaliśmy się z dobrej strony.

Przejdźmy z kolei do spotkań, które chciałbyś wymazać z pamięci.
Być może zaskoczę niektórych swoją odpowiedzią, chciałbym bowiem zapomnieć o dwóch doznanych przed laty porażkach na wyjeździe z Cremonese. Pierwsze z tych spotkań, będąc klubowymi mistrzami Europy, przegraliśmy 0:1 po bramce Dezottiego, kolejne, kilka lat później, przegraliśmy po bramce Gualco.

Myślałem bardziej, że wspomnisz klęskę 1:6 z Juventusem...
Z wielkimi zespołami zawsze można przegrać, bardziej bolą porażki z zespołami prezentującymi słabsze umiejętności.

A na arenie międzynarodowej?
Porażka z Velez Sarsfield w Tokio w meczu o Puchar Interkontynentalny. Wszystkie atuty były po naszej stronie, jednak rozegraliśmy jedno ze słabszych spotkań w tamtym okresie. Zdarzało się już wcześniej, że Milan przegrywał spotkania finałowe, nigdy jednak grając tak słabo i zawodząc w takim stopniu.

Najbardziej kuriozalna, szczęśliwa bramka, jaką zdobyłeś?
Ta zdobyta w Anconie. Stałem w murze, wykonywaliśmy rzut wolny. Po strzale kolegi z zespołu dotknąłem piłkę siedzeniem, myląc tym samym bramkarza rywali.

A najpiękniejsza i najbardziej spektakularna?
Pamiętam takie dwie. Jedna zdobyta w Udine w sezonie 1995/96 po strzale w górny róg po akcji zainicjowanej rzutem rożnym. Druga padła w Turynie w tym samym sezonie, w meczu z Torino po odbiciu piłki przez bramkarza.

Jakiego piłkarza nie grającego w Milanie ceniłeś najbardziej za prezentowane umiejętności?
Uważam się za szczęśliwca, gdyż w trakcie mojej kariery dane mi było grać przeciwko Maradonie. Nie wiem, czy on, czy też Pele był najlepszym piłkarzem w historii, gdyż nigdy nie grałem przeciwko temu drugiemu. Maradona był jednak wielki: nieprzewidywalny, prezentował wielką sportową klasę, cudowne zagrania, podsumowując pojedynki z nim były niezapomniane. Ponadto był nie tylko wielki, ale i lojalny. Wspaniały człowiek!

Kogo z kolei najbardziej podziwiałeś jako człowieka?
Chciałbym wspomnieć o dwóch partnerach z reprezentacji narodowej: Gianfranco Zoli i Damiano Tommasim. Dwa odmienne charaktery, jednak łączyła ich wielka wrażliwość, właściwe podejście do piłki: jako gry, nie zapominając jednak o wszystkim tym, co dzieje się na świecie wokół nas. Gdy tylko mogli, bez zbytniego rozgłosu, pomagali potrzebującym. Dwóch wspaniałych ludzi.

Jakie zagraniczne barwy klubowe najbardziej cię pociągają?
Przypominam sobie, że w dzieciństwie marzyłem o grze w biało-zielono-czarnych barwach silnego wówczas niemieckiego klubu Borussi Moenchengladbach.

A stadion, na którym obok San Siro szczególnie lubisz grać?
Niepowtarzalny urok ma Santiago Bernabeu.

Trener, którego polubiłeś najbardziej?
Serse Cosmi, czasem nieco wybuchowy na ławce, jednak zawsze bardzo szczery, także w trakcie pomeczowych wypowiedzi.

A sędzia z którym miałeś, bądź nadal masz dobre stosunki?
Podoba mi się sposób prowadzenia zawodów przez Braschiego, gdyż pozwala piłkarzom grać.

O czym jeszcze marzysz w swojej zawodowej karierze?
Chciałbym pozostać w rodzinie, jaką jest dla mnie Milan. Bardziej jednak niż praca z zespołem, interesowałaby mnie jakaś funkcja kierownicza.

W jaki sposób chciałbyś zapisać się w pamięci kibiców Milanu?
Jako ten, który dał z siebie wszystko dla klubu, pod względem ludzkim, zawodowym i.. fizycznym.

A twoje motto?
Po czterdziestu latach... kolejny Maldini!



tłumaczenie: dezali



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone