LUIZ ADRIANO DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Luiz, zderzenie z włoskim calcio nie było w sumie tak skomplikowane.
"Uderzyła mnie dynamika waszych meczów. Dotychczas byłem przyzwyczajony do atakowania bez myślenia o niczym innym. Tymczasem tutaj wszystko jest bardzo zorganizowane, w każdej formacji. Również najmniejsze kluby są bardzo zorganizowane i grają jak te największe. Kluczowym tematem wszystkich treningów jest taktyka. To mi się nigdy dotąd nie zdarzyło na tym poziomie".

Cóż, powiedzmy, że gdyby trafił pan do Emiratów Arabskich, to poziom byłby odrobinę niższy. Zarabiałby pan jednak więcej.
"Wiem, że zrobiłem dobrze, przechodząc do Milanu. Wybrałem na podstawie historii tego klubu i ligi włoskiej. Zrozumiałem, że w tamtym momencie był to dla mnie najlepszy wybór i potwierdzili mi to również mój przyjaciel Pato oraz trener Lucescu".

Lucescu zna dobrze naszą ligę. Jakich rad panu udzielił?
"Powiedział mi, żebym nadal pracował tak jak u niego. Powiedział też, że spodziewa się po mnie dobrego początku, bo wie, z jaką powagą trenuję".

Czy to wystarczy, aby odzyskać miejsce w reprezentacji?
"Decyzje selekcjonera są bardzo jasne: na ostatnie mecze powołania dostali sami pomocnicy i nie było żadnego napastnika grającego w polu karnym. Ale pracując tak jak teraz, mogę się pokazać".

Wygląda na to, że zdjął pan klątwę z koszulki z numerem 9.
"Nie jestem przesądny. Chcę tylko robić swoje i być zdrowy".

Pewnie pan wie, że Milan ma wielkie tradycje związane z Brazylijczykami. To bardziej powód do niepokoju czy dodatkowy bodziec?
"Moim celem jest bycie znaczącym graczem i zapisanie się w historii tego klubu. Brazylijczycy, którzy byli tu przede mną, stanowią dla mnie wielki bodziec. Moimi wzorami są Cafu, Ronaldo i Emerson".

Gra we Włoszech ma sens, ale dlaczego 20-letni Brazylijczyk miałby emigrować na Ukrainę?
"Shakhtar był pierwszym zagranicznym klubem, który się mną zainteresował. Wszyscy mi wtedy mówili, że to nie jest odpowiedni wybór, ale to była życiowa szansa. W Doniecku wiele wygrałem i podbiliśmy kraj".

Kolejne pytanie jest banalne, ale konieczne: jak radził pan sobie z chłodem?
"Ćóż... w wolnym czasie siedziałem bardzo często w domu. (śmiech) A na treningi zakładałem dwie pary spodni, dwie koszulki i dwie kurtki".

Czy można powiedzieć, że jest pan nietypowym Brazylijczykiem?
"Ale dlaczego? To prawda, że jestem spokojny, ale jestem też bardzo wesoły".

Czy ucieszyło pana przybycie Balotellego?
"To dla nas bardzo ważne. Mario jest wspaniałym graczem, który przybył, aby nam bardzo pomóc. Drużyna potrzebuje wszystkich, a on bardzo nam pomoże".

Ok, ale wyjdźmy na chwilę poza urzędowe formułki. Jak pan zapatruje się na przykład na tercet, w skład którego wchodziłby pan, Mario i Bacca?
"To byłby świetny tercet, bo Balotelli ma umiejętności, które mogą nam się bardzo przydać. Nie byłoby żadnego problemu z grą we trójkę".

Czy to prawda, że w Mantui Mario oddał panu rzut karny? Zresztą wydawało się, że szukaliście się na boisku.
"To zasługa treningów. Ćwiczyliśmy różne sytuacje, które potem wprowadzaliśmy w życie. Również w kwestii karnych. I w ten sposób Mario odstąpił mi jedenastkę".

O duecie Bacca - Luiz Adriano powiedziano już wiele. A jak zapatruje się na to sam zainteresowany?
"Dobrze się rozumiem z Carlosem. Nasze zrozumienie poprawia się wraz z każdym treningiem, a poza tym dużo rozmawiamy. Rozmowy poprawiają zrozumienie. Z biegiem czasu staniemy się jeszcze lepsi".

Czy moglibyście stać się najmocniejszym duetem w lidze?
"Jest wiele innych bardzo mocnych duetów, ale jedno jest pewne: damy z siebie wszystko, abyśmy to my byli tym najlepszym".

Zdawał się pan być entuzjastycznie nastawiony w kwestii powrotu Ibrahimovicia. Zawiedziony, że do tego nie doszło?
"To wspaniały piłkarz, który tworzył historię piłki. Byłoby wielką przyjemnością grać razem z nim".

Jak przeżywa pan przedderbową atmosferę? To nie jest dla pana żadna nowość.
"Niedziela wzbudza we mnie wielką ciekawość i emocje. San Siro będzie spektakularne. Grałem w krajach, w których na derby zatrzymywał się cały kraj. Tak było przy potyczkach z Dynamem Kijów. A w Porto Alegre mój Internacional rywalizował z Gremio: tam też wszystko stawało w miejscu i liczył się tylko ten mecz".

Biorąc pod uwagę jego przeszłość w Interze, Mihajlović też jest pewnie dość spięty. Jakie odniósł pan wrażenie?
"Nie zauważyłem zmian, a przynajmniej nie w kwestiach ogólnych. Rozpracowujemy rywali, a trener jest bardzo uważny zarówno na boisku, jak i przy tablicy. I jest bardzo surowy".

Trener musi bardzo cenić pański styl gry, bo bardzo się pan poświęca. Można odnieść wrażenie, że przychodzi to panu w sposób bardzo naturalny.
"To prawda, w Milanie rozpoczynam akcje trochę głębiej niż byłem do tego przyzwyczajony. Uproszczając, są to sytuacje ćwiczone przez nas podczas treningów. Wcześniej interpretowałem swoją rolę w zupełnie inny sposób, ale teraz mam to robić tak i muszę się dostosować".

O Seleçao już pan mówił. A jakie są pana inne cele osobiste?
"W życiu prywatnym chciałbym znów mieć przy sobie moją żonę Camillę i moją córkę Alicię, która ma dwa i pół roku. Pod względem piłkarskim chciałby strzelić jak najwięcej goli, pomóc Milanowi w powrocie do Ligi Mistrzów i zająć pierwsze miejsce w lidze".

tłumaczenie: TomekW

 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone