Martin Laursen dla ‘Forza Milan!’


W tym mieście czuję się tak dobrze, że odnoszę wrażenie, iż urodziłem się w tym zespole, który noszę w swoim sercu: to wyjątkowa grupa ludzi, mimo, iż brakuje w nas trochę złości. Mówią, że dobrze spisuję się u boku Maldiniego, Nesty i Costacurty? To nieprawda, ale faktem jest, że z nimi jest dużo łatwiej. Czuję się dobrze, sumiennie pracuję podczas treningów, kiedy zachodzi potrzeba, stawiam się na zawołanie.

Martin nie potrzebuje wbijać sobie do głowy polecenia Ancelottiego by zawsze być gotowym do gry, co wcześniej, czy później nastąpi.
Zawsze byłem o tym przekonany od kiedy gram w Milanie. Na każdego przychodzi czas i trzeba umieć to wykorzystać. Sezon jest długi i miejsce znajdzie się dla każdego, trzeba umieć czekać na coś, co jest tak blisko. Kiedy klub zdecydował się wypożyczyć Roque Juniora do Leeds Utd. potraktowałem to także jako gest zaufania i odpowiedzialności wobec mojej osoby. W defensywie zmiany dokonuje się rzadziej w porównaniu z pomocą i atakiem, tak więc tym łatwiej jest grać, gdyż, powtórzę, w tak długim sezonie wobec kontuzji, dyskwalifikacji i zmęczenia, istnieje możliwość częstszego dokonywania zmian. Jest rzeczą naturalną, że ktoś może nie czuć się z tym dobrze, może zrzędzić, dlatego tak ważne jest wygrywanie, gdyż niezadowolenie zmniejsza się i trener może dokonywać swoje wybory z większym spokojem.

Mówią, że dobrze grasz mając u boku Maldiniego, Nestę, czy Costacurtę.
To nieprawda, grałem w Milanie kilka razy nie mając ich wsparcia i też kończyło się pomyślnie. W reprezentacji Danii także nie grają, a daję sobie radę. Oczywiście, mając u boku tak wielkich piłkarzy, wręcz wybitnych, jest dużo łatwiej, nie ma co do tego wątpliwości. Obdarzyli mnie zaufaniem i przyjaźnią, pomogli mi zrozumieć, wielu rzeczy mnie nauczyli, jestem przekonany, że piłkarsko dojrzałem właśnie w Milanie i że przejście z Verony do Milanu było niezwykle istotnym krokiem w mojej karierze. Ukształtowałem się tu jako piłkarz, bardzo poprawiłem swoją technikę, nabrałem pewności siebie, za istotną uważam też obecność w sztabie szkoleniowym Mauro Tassottiego. Słuchaj, obserwuj zawodowców, ucz się.

Czyli nie przejmuj się, to samo mówiono także do Costacurty, gdyż miał u boku Baresiego.
Tak, wiem. Nie rozumiem jak mogło to mieć miejsce wobec Costacurty, który jest znakomity, ale wiem, że także on przez ten okres przeszedł. Krytyka we Włoszech jest dziwna.

Co przez to rozumiesz?
Te rozgrywki nie są najpiękniejsze na świecie. Na pewno są najtwardsze i najtrudniejsze: ze względu na towarzyszące im napięcie, wyrównany poziom i ambicję wszystkich zespołów. Zdarzają się złe zachowania, które powodują agresję wśród kibiców. W Anglii, Niemczech, czy Hiszpanii nie ogląda się takich obrazków, jakich świadkami byliśmy w Turynie w poprzednim sezonie, czy w Avellino w bieżącym. Zbyt wiele uwagi przywiązuje się do rzeczy, które nie są bezpośrednio związane z boiskiem. Weźmy chociażby przykład sędziów: za granicą nigdy się o nich nie rozmawia, tu zaczyna się już w piątek przy okazji losowania składów sędziowskich. Komentarze pomeczowe często ograniczają się tylko do ich pracy, zapominając o tym, że nie są maszynami tylko ludźmi, mają prawo do pomyłek, nie wynikają one ze złych zamiarów.

Jasne, czasami zachowanie samych piłkarzy nie jest dobrym przykładem...
Tak, to prawda, brutalna gra i symulacje kontuzji są owocem postępującej irytacji. Wszyscy musimy nauczyć się przykładniejszej postawy, kiedy widzę jak zachowują się moi koledzy z reprezentacji, czy też piłkarze w innych ligach, widzę znaczące różnice. Odnoszę wrażenie, że to inny świat, inny sport.

Ale Włochy podobają ci się.
Bardzo. Podoba mi się wasza kultura, sposób spędzania wolnego czasu, kuchnia jest znakomita, kocham także Włochów. Powiedziano mi, że na południu ludzie są inni, różnią się gościnnością i kulturą, ja jednak czuję się znakomicie w Mediolanie, gdzie mogę poruszać się po ulicach w spokoju, wyjść gdzieś nie zostając natychmiast oblężony przez tłum fanów.

Prowadzisz bardzo spokojne życie prywatne.
To prawda. Nieco częściej wychodzę wieczorami, ale treningi, wyjazdy meczowe, powroty zajmują tak wiele czasu... Do tego nie mieszkam w samym Mediolanie, wieczorem jest spory ruch na drogach, tak więc rzadko wybieramy się do centrum, wolimy zostać w domu. Mówię o mojej narzeczonej Mariannie, którą poznałem w Weronie, łączy nas wiele wspólnych zainteresowań.

Na przykład kino.
To jeden ze sposobów spędzania czasu, który wybieramy najczęściej. Niestety, nie mogę z nią wybrać się na 'Terminatora', zrozum: ona woli filmy romantyczne, ja czasami chciałbym obejrzeć jakiś film akcji. Podoba mi się także kino włoskie, aktorzy, komedie.

Powróćmy do piłki. W jakim języku mówi się w wieloetnicznej szatni w Milanello?
Po włosku, rygorystycznie. Tworzymy naprawdę świetną grupę, zgraną także poza boiskiem. Kiedy jacyś koledzy z zespołu pochodzący z jednego kraju rozmawiają w języku ojczystym, nie jest to dobry znak.

Domyślamy się o co chodzi, ale wyjaśnij nam to bliżej.
Nie żeby mówili jakieś złośliwe rzeczy, ale jeśli przykładowo przegrywamy mecz, a później ktoś rozmawia w swoim ojczystym języku, wrażenie nie jest przyjemne... Jak zresztą zawsze, gdy nie rozumie się co mówi druga osoba, chyba się ze mną zgodzisz.

Jakie są twoje stosunki z Ancelottim?
Bardzo dobre, zdrowe, nic nie rzuca na nie cienia.

Dlaczego temu zespołowi brakuje złośliwości w grze?
Co za piękne pytanie. Problem Milanu jest właśnie taki: zbyt często kiedy zdobywamy bramkę brakuje w nas sportowej złości, zaczynamy grać mniej agresywnie. To siedzi w naszych głowach, błąd któremu rzadko i z problemami udaje się nam zaradzić. Nie wiem, to jedna z naszych cech, pracujemy nad tym.

Także dlatego, iż w meczach pucharowych to się nie zdarza.
Dokładnie i to potrafi naprawdę wkurzyć. Być może dzieje się tak, bo otoczka wokół meczów jest inna, już w przeddzień spotkania napięcie jest wysokie, rywale są mocniejsi, pobudzają cię do walki.

A w Lidze Mistrzów będę jeszcze silniejsi, ale bramki Milanowi strzelają i wygrywają mecze Empoli, Brescia, Perugia, przynajmniej tak miało miejsce w poprzednim sezonie.
No tak, już to mówiłem. Trzeba temu zaradzić, nie ma co do tego wątpliwości.

Czyli zespół stać na wygrane w Europie, ale jest niewystarczająco mocny, by walczyć o scudetto?
Nie, nie, nie waż się tak myśleć! Jest nas w kadrze 25, w zeszłym roku zademonstrowaliśmy, że jesteśmy w stanie skutecznie walczyć na wszystkich frontach, wygraliśmy Ligę Mistrzów i Puchar Włoch. Nie można odrzucić takiego celu jak scudetto, to nadawałoby się do kryminału. W zeszłym sezonie zaczęliśmy od mocnego uderzenia, zrozumieliśmy, że stać nas na zdobycie scudetto i walkę do samego końca, ale później spuściliśmy z tonu. Wyciągnęliśmy wnioski i teraz musimy zamienić je na czyny, gdyż Milan może i musi walczyć do samego końca w każdych rozgrywkach.

Który rywal sprawia ci najwięcej problemów?
Nie mam wątpliwości, Pippo Inzaghi. Jest znakomity, niepowtarzalny. Prawdziwym błogosławieństwem jest, iż muszę grać przeciwko niemu tylko na treningach. Pojawia się i znika, nigdy nie wiesz w której chwili zerwie się i zdobędzie bramkę. Fantastyczny, wielki napastnik.

Masz jakieś marzenie?
Chcę jeszcze wiele wygrać w tych barwach.




tłumaczenie: dezali



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone