KAKHA KALADZE DLA ‘FORZA MILAN!’

Jaki stadion i barwy klubowe cenisz najbardziej, których kolegów z zespołu darzysz największym szacunkiem?
San Siro, barwy Milanu, z kolegów Maldiniego i Costacurtę.

A pozostawiając na chwilę z boku Milan?
Będzie mnie to dużo kosztowało, ale spróbuję (śmiech). Stadion? Ze względu na wspomnienia z przeszłości, jak i na niedawne zwycięstwo za każdym razem, gdy wchodzę na murawę Old Trafford, tracę oddech. Ponadto to piękny, imponujący obiekt. Także atmosfera panująca na nim jest wspaniała. Kibice siedzą blisko murawy, zawsze są pełni entuzjazmu, poprawnie się zachowują.

A jeśli chodzi o klubowe barwy?
Białe barwy Realu Madryt oznaczają tryumfy i sukcesy. Jeśli nie przywdziewałbym barw Milanu, byłby to mój najpoważniejszy kandydat.

Pod względem ludzkim i zawodowym kogo ze swoich kolegów cenisz najbardziej?
Obiecałem już, że nie będę mówił o Maldinim i Costacurcie, jednak to właśnie oni stanowią dla mnie punkt odniesienia, szczególnie pod względem czysto ludzkim. Byli, są i będą przykładem dla wszystkich ludzi, którzy pojawiają się w Milanello. Rację ma Adriano Galliani, mówiąc ostatnio, że dopóki Billy i Paolo będą grali w Milanie, kilka rzeczy będzie pewnych. Po ich odejściu, miejmy nadzieję nieprędkim, wszystko będzie trudniejsze. Wiele nas nauczyli, mamy nadzieję, że będziemy potrafili im dorównać poziomem sportowym, jak i w życiu prywatnym. Jeśli chodzi o relacje zawodowe numerem jeden jest dla mnie Zidane. Czysta klasa, wielka charyzma, silna osobowość.

Jakie są twoje silne strony, nad czym z kolei musisz jeszcze popracować?
Myślę, że jestem stosunkowo kompletnym bocznym obrońcą, silnym, szybkim, zdeterminowanym, obdarzonym także dobrą techniką. Niestety mam także prawą nogę...

Niestety?
Służy mi tylko do wspinania się po schodach.

Jeśli nie zostałbyś piłkarzem, czym innym byś się zajmował?
Jestem typowym przykładem dzieciaka, który zawsze marzył o grze w piłkę, także ze względu na tradycje rodzinne. Mój ojciec był solidnym obrońcą pierwszoligowym w Gruzji, śledziłem jego karierę, treningi i spotkania. Piłka zawsze pozostawała w centrum mojej uwagi.

Czy duże znaczenie miał dla ciebie fakt, że posiadasz ojca mającego pewne doświadczenie sportowe?
Bardzo, w szczególności na etapie edukacji. Zawsze służył mi dobrymi radami odnośnie tego, w jaki sposób się prowadzić. Nigdy ich nie zapomniałem, przydają się do dzisiaj, gdy jestem już zawodowcem od wielu lat.

Zawodowcem, który dotknął dna, gdy...
Nie mogę zapomnieć przeszywającego bólu, cierpienia fizycznego, ale i psychicznego, gdy przydarzyła mi się najcięższa kontuzja w karierze, w Cesenie, w sierpniu 2003 roku, przy okazji sparingu z Nationalem Bukareszt. Bardzo cierpiałem. Także pod względem psychologicznym nie było łatwo dojść do siebie.

Kiedy z kolei wspiąłeś się na sam szczyt?
Kolejny raz powracamy do Manchesteru, do finału z Juventusem. Powiem ci, że uczucie towarzyszące temu zwycięstwu odczuwałem coraz mocniej wraz z upływem czasu. Nawet dwa miesiące później, gdy oglądałem relację ze spotkania, niemal nie zdawałem sobie sprawy z tego, że jestem mistrzem Europy. Radość była tym większa, że rozciągnięta w czasie.

Najbardziej wstydliwy moment w karierze związany jest z niewykorzystanym rzutem karnym na Old Trafford?
Mogę udzielić innej odpowiedzi, także dlatego, że sam poprosiłem o możliwość wykonywania jedenastki i byłem przekonany, że pokonam Buffona. Jednak powracając na środek boiska nie byłem zasmucony, gdyż byłem całkowicie przekonany, że wygramy.

Jaki mecz chciałbym rozegrać raz jeszcze na włoskich boiskach, który z kolei chciałbyś wymazać z pamięci?
Rozegraliśmy świetny mecz w grudniu minionego roku, w Turynie przeciwko Juventusowi, jednak nie zostało to ukoronowane zwycięstwem tylko przez przypadek. Mecz na wysokich obrotach, pełen dobrych zagrań, świetna organizacja gry. Fatalny, beznadziejny był z kolei, także ze względu na liczne absencje, przegrany 0:2 mecz z Vicenzą, jeden z ostatnich pod wodzą Zaccheroniego w lutym 2001 roku.

To samo pytanie, jednak w odniesieniu do areny międzynarodowej.
W Manchesterze w lutym zagraliśmy podobnie jak z Juve w Turynie, ale udało się nam wygrać. Rzadko zdarza nam się, że rozgrywamy niemal idealne mecze, takie jak ten w Manchesterze. Mecz, o którym chciałbym zapomnieć? Koszmarnym filmem wydaje się porażka z Deportivo przed rokiem w Lidze Mistrzów. Najbardziej bezlitosny reżyser nie mógłby sobie wyobrazić podobnej porażki.

Najdziwniejsze spotkanie, jakie rozegrałeś?
Jeśli wyeliminowanie w Hiszpanii było koszmarem, to zwycięstwo 6:0 w derbach 11 maja 2001 roku było z kolei pięknym filmem, niesamowitym, pełnym akcji. Tego wieczoru mogliśmy wygrać nawet wyżej.

Najpiękniejsza bramka, jaką zdobyłeś?
Ta ze spotkania z Chievo, gdy wygraliśmy 5:2 w Weronie w Pucharze Włoch w styczniu 2003 roku. Rozegraliśmy mogące się podobać spotkanie, moje ładne trafienie przewrotką otworzyło worek z bramkami.

A z kolei najdziwniejsza?
Zdobyłem ją w meczu z Torino, 17. marca 2002 roku. Otrzymałem podanie z prawej strony i niemal z końcowej linii boiska zdecydowałem się na uderzenie. Piłka przedziwną parabolą lotu wylądowała w długim rogu bramki.

Czym chciałbyś się zajmować po zakończeniu piłkarskiej kariery?
Jeszcze nie zdecydowałem, chciałbym jednak pozostać w piłkarskim światku.

Jako trener?
Nie, życie trenera jest zbyt skomplikowane. Być może jednak zostanę działaczem. Wiedza zdobyta we Włoszech na pewno mi się przyda.

W jaki sposób chciałbyś zostać zapamiętany przez kibiców Milanu?
Jako ważny piłkarz wielkiego i zwycięskiego zespołu. Jako jeden z elementów drużyny, która realizowała marzenia.

Twoje motto?
Naprzód czerwono-czarne serca!

tłumaczenie: dezali

 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone