KAKA DLA DZIENNIKA


Real Madryt gotów jest zapłacić za niego 120 mln euro, Chelsea Londyn - 150 mln. Najlepszy w tej chwili piłkarz świata Brazylijczyk Kaká jest jednak wierny Milanowi, w którym zarabia 6 mln euro, najwięcej we włoskiej Serie A. Kaká nie chce się przenosić. "Tu spełniły się wszystkie moje marzenia" - mówi DZIENNIKOWI.

Na ostatnim mundialu grał pan w podkoszulku z napisem "I belong to Jesus". Czy ze swoją żarliwą wiarą w Boga, nie czuje się pan w szatni nieco osamotniony?
Nie. W Milanie gra kilku Brazylijczyków, wszyscy są bardzo religijni. W reprezentacji mam wielu kolegów, którzy tak jak i ja należą do organizacji "Sportowcy dla Chrystusa". Wspólnie modlimy się przed meczami kadry. Nie wstydzimy się tego. Oprócz podkoszulka, o którym pani wspomniała, mam jeszcze dwa inne - z napisem "Bóg jest wierny" i "Jezus mnie kocha". FIFA zabrania noszenia podkoszulków z napisami, ale w finale Ligi Mistrzów nikt mi nie mógł zabronić założenia tego ulubionego - "Należę do Jezusa". Nikt!

Kto by pomyślał, że ten spokojny, ułożony Kaká jest taki stanowczy?
Potrafię walczyć o swoje. Przed Copa America powiedziałem, że nie mam siły jechać na ten turniej i nie pojechałem. Selekcjoner reprezentacji Dunga się na mnie nie obraził. Zrozumiał, że byłem przemęczony, że nie mógłbym dać z siebie zbyt dużo. Teraz jednak jestem wypoczęty i gotowy do gry w kadrze. Już nie mogę się doczekać jakiegoś meczu w Rio de Janeiro. Proszę sobie wyobrazić, że jeszcze nigdy nie zagrałem na legendarnej Marakanie.

A na Santiago Bernabeu w Madrycie?
Wiem, do czego pani zmierza. Na Santiago Bernabeu zagrałem już parę razy, ale wątpię, abym kiedykolwiek tam wystąpił jako zawodnik Realu Madryt. Hiszpańskie media za bardzo rozdmuchały sprawę mojego domniemanego transferu do Królewskich. Dziennikarze zapytali mnie w jakim klubie - oprócz Milanu - chciałbym grać. Żaden inny klub Serie A nie wchodził w rachubę, a trudno, żebym wskazał jakąś drugoligową drużynę. No to odpowiedziałem, że w Barcelonie albo Realu. I rozpętało się piekło. Zaraz pojawiły się informacje, że mam jakieś oferty, że chcę odchodzić. Absurdalna historia.

Prezes Milanu Silvio Berlusconi przysięga, że nie puści pana za żadne skarby świata.
No właśnie. Dopóki Milan mnie chce - nie odejdę. A jak znudzę się panu Berlusconiemu, to zobaczymy. Na razie wszystko jest w porządku. Mnie i mojej rodzinie świetnie się żyje w Mediolanie. Temat zamknięty.

A dobrze panu w Milanie? Ostatnio atmosfera w drużynie nie była zbyt miła. Miał pan sprzeczkę z trenerem Carlo Ancelottim...
To była zwyczajna dyskusja na temat ustawienia na boisku. Miałem wątpliwości, czy gram na odpowiedniej pozycji. To normalne, że się dyskutuje i wymienia ze szkoleniowcem opinie. Z Ancelottim jestem w świetnych stosunkach. Czasami ponoszą nas emocje, ale nie jesteśmy źli na siebie, czy na kogoś, lecz na los. Stresowały nas sytuacje, w których nieszczęśliwie przegrywaliśmy, mimo że mieliśmy mnóstwo sytuacji i powinniśmy wygrać. To niesprawiedliwe, że taka drużyna jak Milan przegrywa. A ostatnia porażka z Celikiem na wyjeździe, to było już stanowczo za dużo. Ciężko przeżyłem nasz kryzys.

Przegrana z Celtikiem to było już samo dno?
Można tak powiedzieć. Nic nam nie wychodziło. Boisko było mokre. Nie mogliśmy grać technicznie, tak jak lubimy. Celtic był w swoim żywiole, robili to, co potrafią najlepiej - biegali i kopali nas bez pardonu. Stworzyli ze dwie sytuacje i zdobyli dwie bramki. W życiu bym nie przepuszczał, że przegramy z Celtikiem.

Znów natknął się pan na Artura Boruca. I znów obronił kilka pana strzałów.
Rzeczywiście, to bardzo dobry bramkarz. Już w zeszłym sezonie pokazał, że potrafi bronić. Ale i tak go pokonałem dwa razy.

Boruc mógłby zastąpić Didę?
To pytanie nie do mnie. Dida jest teraz w bardzo trudnej sytuacji i nie pomagają mu spekulacje w prasie na temat tego, kto mógłby go zastąpić. Trzeba powiedzieć wprost, że w meczu z Celtikiem zachował się nie fair, ale i podkreślić, że wcześniej, w ciągu kilku lat gry w Milanie, dokonywał cudów w bramce i wielokrotnie nas ratował. Zawdzięczamy mu sporo punktów. Każdemu kiedyś zdarza się zbłądzić. Nie można jednak z tego powodu niszczyć człowieka.

Gdzie się podział ten Milan z końca zeszłego sezonu?
Ależ on się nigdzie nie podział. Już się odnalazł… Przecież w ostatniej kolejce rozbiliśmy Lazio 5:1. Byliśmy zbyt zmęczeni tym, że trafiamy w słupki, w poprzeczki, albo na niekompetentnych sędziów. Po prostu musieliśmy wygrać. Dziennikarze krytykują Milan, pisząc że jest "za stary". Ale przecież wiek na boisku nie gra, to tylko statystyki. Zatwardziałym krytykom proponuję poczekać do stycznia. Wtedy będzie mógł grać z nami nastoletni Pato.

Wtedy też będzie pan już oficjalnie najlepszym piłkarzem świata 2007 roku?
Niekoniecznie. Jestem młody, mogę jeszcze poczekać na to wyróżnienie. Gdy byłem mały, rodzice wpajali mi, aby do celu dążył krok po kroczku. Nie można wszystkiego mieć od razu. Gdy jako nastolatek wpadłem do basenu i o mało co nie złamałem sobie kręgosłupa, byłem załamany. Chciałem grać, a nie mogłem. Wtedy zaplanowałem sobie swoją karierę. Tak pół żartem, pół serio. Marzyłem o wielkich pucharach i spektakularnych mistrzostwach. I proszę sobie wyobrazić, że wszystkie moje marzenia się spełniły!



Wywiad pochodzi z internetowego wydania DZIENNIKA z dnia 17.10.2007
Autor: Katarzyna Koziarz
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone