KAKÁ DLA CORRIERE DELLA SERA



Kaká, spodziewał się innego powrotu do Milanu?
"Przyjęto mnie goręcej niż myślałem, ale sezon potoczył się inaczej niż tego oczekiwałem. Ja jednak postrzegam kryzys jako potencjalny okres rozwoju. Pamiętajmy, że w przeszłości trudne lata przeżywały także Juve i Inter. Wszystkie wielkie kluby miewały problemy. Takie cykle są częścią życia i futbolu".

Czyli nie żałuje pan?
"Ani przez moment nie żałowałem tego, że tu wróciłem. Wyboru dokonałem w sposób bardzo zdecydowany i jestem z tego powodu szczęśliwy".

Czy ma to związek z faktem, że dla pana i pańskiej żony Mediolan stał się w pewnym sensie drugim domem?
"Ostatecznie wszystko się liczy: życie, jakie tu prowadziłem, osoby, uczucia. Teraz mieszkamy w centrum i chodzimy piechotą".

Czyli mediolańczycy są w błędzie, mówiąc źle o Mediolanie.
"Moim zdaniem mylą się. W Mediolanie jest wiele pięknych rzeczy i powinni to bardziej doceniać".

Jakie miasto zastał pan po czterech latach?
"Być może jest teraz więcej robót".

Ale nie odczuwa się kryzysu?
"Nie tak jak w Madrycie. Tam kryzys jest trochę gorszy".

A jak przez te cztery lata zmienił się Kaká?
"Teraz jestem bardziej doświadczony, bardziej dojrzały. Doświadczenie w Madrycie było niszczycielskie, ale jednocześnie ważne dla mojego życia. To były cztery trudne lata, ale przetrwałem".

Również z Mourinho.
"Nie uważam, abym popełnił błąd. Musiałem w swojej karierze zagrać w Realu. Nie mogłem tam nie zagrać, nawet jeśli nie poszło po mojej myśli. Real różni się kompletnie od wszystkich innych klubów".

To prawda, że do Madrytu przybył pan już kontuzjowany?
"To nieprawda. W 2009 grałem z Brazylią w Pucharze Konfederacji i byłem najlepszym zawodnikiem. Po czterech miesiącach jednak nabawiłem się pubalgii, która dla piłkarza jest najgorszym problemem".

Ricardo, czego panu brakuje z pańskiego pierwszego Milanu?
"Być może kilku punktów więcej".

A co pozostało z tamtego Milanu?
"Czuje się historię. Ludzki afekt nadaje znaczenia Milanowi. Im więcej osób będzie dobrze życzyć Milanowi, tym lepiej wyjdzie się z tej sytuacji".

Kto jest pańskim najlepszym przyjacielem w świecie piłki?
"Mam wielu przyjaciół: Paolo (Maldini), Rino (Gattuso), Pippo (Inzaghi), Clarence (Seedorf) i Sheva, z którym często rozmawiam przez telefon. Ostatnio widziałem się też z Jankulovskim: stary Janku odwiedził nas przy okazji meczu w Lidze Mistrzów. Poza tym wszyscy Brazylijczycy: Rivaldo, Serginho, Dida, Cafu".

Jak wyobraża pan sobie swoją przyszłość?
"Chciałbym któregoś dnia zagrać w Ameryce. Po zakończeniu sezonu chcę porozmawiać z Gallianim - nie tylko o premiach i pieniądzach. Pieniądze już nie są dla mnie pierwszoplanową sprawą i myślę, że to zrozumiałe. Chcę zobaczyć, jakie są plany jego i klubu. Jeśli zaś będę musiał dokonać zmiany, to będzie to Ameryka".

Nie przeszło panu przez myśl wrócić do Brazylii?
"Szczerze mówiąc, Brazylia kusi mnie znacznie mniej. Nie potrafię sobie wyobrazić, jakie by to mogło być doświadczenie. Być może oni spodziewają się gracza sprzed 11 lat".

Czyli nie ma nostalgii?
"Ależ jest. Jednak brazylijskie zespoły rozgrywają nawet po 80 meczów w ciągu roku, do których musisz dodać 160 dni zgrupowań. To nie dla mnie".

Gdyby musiał pan oprawić w ramki zdjęcie swojego najważniejszego gola...?
"Na pewno wybrałbym tego przeciwko Manchesterowi United na San Siro, 2 maja 2007. Musieliśmy koniecznie wygrać tamto spotkanie. Rozegraliśmy doskonały mecz".

A najpiękniejszy gol?
"W pierwszym meczu na Old Trafford".

A zmarnowana sytuacja, która mogła zmienić historię?
"W A Coruňa przeciwko Deportivo. Jeszcze przy stanie 0:0 miałem akcję z prawej strony. Przegraliśmy 0:4".

Najmocniejszy piłkarz, z którym pan grał?
"Fenomenalny Ronaldo. Pod względem mentalnym wskazałbym jednak Maldiniego i Cafu: każdego dnia pracowali jak szaleni pomimo tego, co wygrali".

Czy dzisiejsza młodzież ma taką siłę mentalną?
"Świat się zmienia. Kiedy przybyłem do Mediolanu, nie było komórek. Ale znakomitej młodzieży nie brakuje. Przykładem jest De Sciglio. Dorastał w Milanie i ma tę siłę mentalną: bardzo mi się podoba. Podobnie jest z Polim, on też ma taką mentalność".

Kto z obecnego Milanu byłby graczem pierwszej jedenastki w pańskim pierwszym Milanie?
"To trudne pytanie. Mówimy o dwóch różnych okresach i zupełnie innych sytuacjach".

Opowie pan nam o swoim podejściu do upływającego czasu?
"Wraz z czasem zmienia się wizja gry. Kiedy tu przybyłem, taktycznie znaczyłem niewiele więcej niż zero. Umiałem tylko przyjąć piłkę i pędzić w stronę bramki. Grę opierałem na intuicji. Potem zacząłem wybierać zagrania. Doświadczenie jest bardzo piękną rzeczą, ale odbiera ci trochę młodzieńczej intuicji".

Czy Biblia pozostaje wciąż dla pana księgą instrukcji pozostawionych przez Boga dla wyjaśnienia nam, jak żyć na ziemi?
"Ciągle tak jest. Jednak czytam też inne rzeczy. Bardzo lubię brazylijskiego pisarza i psychologa Augusto Cury'ego. Przetłumaczono trochę jego prac na włoski".

Pożyczał pan Biblię Balotellemu?
"Jeśli zechce, zawsze mam egzemplarz do dyspozycji".

Pomówmy o Seedorfie.
"Nie byłem w stanie mówić do niego 'mister'... Tylko Clarence... Zabawna sytuacja".

To prawda, że mister Clarence dużo mówi?
"Nie wydaje mi się. Dla niego to są początki i dopóki nie zdoła wprowadzić w życie swoich pomysłów, musi je nam siłą rzeczy wyjaśniać".

Udzielał mu pan rad?
"Nie lubię przejmować inicjatywy, nie jestem taki. Jeśli jednak mnie o to prosi... Myślę, że Clarence nie spodziewał się, że znajdzie się w aż tak trudnej sytuacji..."

A co nam pan powie o psychologu pomagającym Seedorfowi?
"To jest kluczowy aspekt. Bruno więcej obserwuje niż mówi".

Ale jest ryzyko poczucia się poddanym analizie.
"Nie wiem, czy ktokolwiek miał sesje prywatne. Bruno jest zawsze z nami i obserwuje nas w każdym momencie".

Kilka miesięcy po przybyciu do Milanu powiedział pan, że pańskim piłkarskim marzeniem było zapisanie pięknej karty historii - tak jak Paolo Maldini.
"Moja historia w futbolu i w Milanie była znacznie piękniejsza niż bym pomyślał. Nie jest taka jak historia Paolo, ale zrealizowałem wiele marzeń".

Ricardo, jak możemy na zakończenie podsumować tę długą rozmowę: 300 meczów i do widzenia, widzimy się w Stanach?
"Tego nie powiedziałem".



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone