FILIPPO INZAGHI DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Kiedy Pippo Inzaghi zdecyduje się zapisać się w pamięci czymś wielkim, nie idzie na łatwiznę. Jeśli ma wygrać Ligę Mistrzów, robi to strzelając dwa gole Liverpoolowi w Atenach. Jeśli ma wznieść swoje pierwsze trenerskie trofeum, robi to strzelając trzy gole faworyzowanemu Anderlechtowi i kończąc mecz w dziewiątkę. W Viareggio prawdopodobnie rozpoczęła się znacząca historia.

Doskonałe czytanie meczu, opanowanie w trudnych sytuacjach, nieludzka motywacja przekazana drużynie: czuć wyraźnie pierwszy krok wykonany przez trenera naznaczonego przez los.

Inzaghi, jak bardzo Viareggio jest oddalone od Aten?
"Nie tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Dla moich chłopców turniej w Viareggio znaczył tyle co Liga Mistrzów. A moje gole były dziś tymi chłopcami. Moją radością jest widzieć ich szczęście i przede wszystkim widzieć ich rozwój. Największym powodem do satysfakcji nie było zdobycie trofeum, lecz odnalezienie dorosłej drużyny. Wszyscy pokazali imponujące chęci i dyspozycyjność. Jak prawdziwi mężczyźni. Nie zdarza się często, by Curva podążała za Primaverą. Jeśli zrobiła to Curva Sud Milano, to znaczy, że chłopcy zdobyli ich swoimi chęciami".

Widząc jak żyje pan przy linii, trochę chęci dostali też od pana...
"Sędzia Orsato powiedział mi: 'Jesteś gorszy niż wtedy, kiedy grałeś. Zmazałeś nogami linie strefy technicznej. Całe szczęście, że mecz już się skończył...'"

Białe koszulki jak w Atenach.
"Pozostawiłem wybór chłopcom. Ale z całego serca liczyłem na to, że kapitan Pacifico wybierze te białe, te z moich finałów... Po meczu zaintonowałem ulubioną kibicowską przyśpiewkę Ancelottiego. Tę, którą Carlo śpiewał po tryumfie w Atenach".

Co pan powiedział chłopcom przed meczem?
"Na odprawie pokazałem im nagranie z Anderlechtem świętującym zeszłoroczny sukces, potem nasze gole w Viareggio i napis: 'Jesteśmy Milanem, odbierzmy im ten puchar.' W tle muzyka Queen".

Spał pan?
"Po całonocnych przygotowaniach z moim sztabem. Oglądaliśmy zeszłoroczny finał oraz półfinał Anderlecht - Palermo. Obudziłem się o 7, jak wtedy, kiedy jeszcze grałem. Ten sam ból brzucha. Ale im bliżej było meczu, tym lepiej się czułem".

To prawda, że przyśnił się panu gol Fabbro?
"Powiedzmy, że miałem silne odczucia, które wziąłem pod uwagę przy dokonywaniu zmian".

A kiedy chłopak zostawił was w dziewiątkę z powodu zdjęcia koszulki? Chciał go pan pożreć?
"Ależ nie, biedaczek... Przepraszał mnie. W każdym razie strzelił pięknego i bardzo ważnego gola. Grał niewiele, a ja wiem doskonale, jak strzelony gol może zawrócić w głowie".

Co pan czuł, widząc gracza z numerem 9 strzelającego gola?
"Cieszę się ze względu na Petagnę. Zasłużył na tę radość swoją postawą. Przybył do nas z pierwszej drużyny, ale ani przez chwilę mu to nie ciążyło. Ani na moment nie przestał walczyć i biegać, również w obronie. Był przykładem dla wszystkich".

Teraz potrójna korona? Youth League i liga...
"Spokojnie, spokojnie... Już we wtorek czeka na nas Chelsea, która w grupie zdobyła 18 punktów na 18".

Chelsea przywodzi na myśl Mourinho. Wzór?
"Nie zapomnę, jak zadzwonił do mnie po kontuzji, aby podnieść mnie na duchu. Nie spodziewałem się tego. Ale moim największym wzorem pozostaje Ancelotti. Potrafił rozkochać w sobie piłkarzy".

Pańscy chłopcy pana uwielbiają.
"Ale jeśli się nie uczą lub źle się zachowują, to trzęsą się mury. Interesuje mnie przede wszystkim kształtowanie ich jako ludzi".

Deszcz gratulacji?
"Dzwonił Galliani, a potem także prezydent Berlusconi i Barbara. Na komórce miałem 150 wiadomości".

Czy Galliani miał rację, gdy przekonał pana do zakończenia kariery?
"Tak, ale to odkryłem jeszcze przed Viareggio. Dzięki satysfakcji, jaką dawali mi moi gracze".

Czy Galliani musiał trudzić się równie mocno, aby przekonać pana, by nie odchodził do Sassuolo?
"Znacznie mniej. Milan tego nie chciał, więc dla mnie sprawa była zamknięta. Nie naciskałem. Milan dał mi wszystko. Nigdy bym się nie sprzeciwił".

Nawet latem, jeśli pojawiłaby się interesująca oferta?
"Zgodziłem się na określony plan pracy: rok z Allievi, dwa lata z Primaverą. Jeśli będzie znacząca oferta, to rozważę ją za zgodą Milanu. W przeciwnym razie wykonam plan do końca. Milanowi również leży na sercu mój rozwój w roli trenera".

Stramaccioni, Liverani, Gattuso... Nie wpływają na pana trudności młodych trenerów? Nie obawia się pan Serie A?
"Kiedy jestem do czegoś przekonany, robię to bez oglądania się na innych. Nie boję się niczego. Wiem, że prędzej czy później zostawię moich chłopców, ale na razie nie chcę sobie wyobrażać tego, kiedy to nastąpi".

Curva Sud, zawiedziona koszmarnym sezonem, ruszyła ławą do Viareggio, aby uczestniczyć w sukcesie Inzaghiego. Nie sądzi pan, że Seedorf - pośrednio - może poczuć się zagrożony?
"Nie żartujmy... Ja wygrałem tylko Viareggio. Clarence był kolegą z zespołu i jest moim przyjacielem. Minutę po Galliani dzwonili właśnie Seedorf z Tassottim. Łączą nas wspaniałe relacje. Clarence jest wielki, potrzebuje tylko czasu".

W środę będzie pan na San Siro, aby posłuchać ukochanego hymnu Ligi Mistrzów?
"Tak. I zrobimy z chłopcami rundę honorową, pokazując kibicom trofeum zdobyte w Viareggio. To powód do dumy dla wszystkich".

Naprawdę myśli pan, że Milan jest silniejszy od Atletico Madryt?
"Tego nie powiedziałem. Stwierdziłem, że Atletico to trudny rywal, ale Milan - ze względu na swoją historię i umiejętności - może je pokonać".

Podoba się panu 4-3-3?
"Bardzo, ale w Viareggio - z różnych powodów - graliśmy również z wykorzystaniem trequartisty".

A podoba się panu ta podniesiona ławka, jaką kazał sobie zainstalować Seedorf?
"Nawet nie próbujcie... Zresztą ja pracuję na stojąco i - jak mówi Orsato - zmazuję linie".


tłumaczenie: TomekW

 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone