ZLATAN IBRAHIMOVIĆ DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT



Panie Ibrahimović, po ukazaniu się książki będą pana szukać, jeśli w Mediolanie zniknie rower.
"Kradłem je jako dzieciak, ale to był inny świat. Adrenalina od czasu do czasu podpowiada mi, żeby odstawić jakiś numer. Ale mam 30 lat i reprezentuję Milan. Umiem nad sobą panować".

Jednak etykieta łobuza od czasu do czasu wraca.
"Taką łatkę przyprawili mi jako pierwsi szwedzcy dziennikarze, choć niczego nie zrobiłem. Być może wiedzieli tylko, skąd pochodzę. To żaden problem. Nawet mi się to podoba. Dodaje mi to siły. Nigdy nie starałem się sprawiać wrażenia innego. Czytaliście moją książkę? Robię tak, jak czuję. Taki jestem. Możesz wyciągnąć chłopaka z getta, ale nie wyciągniesz getta z chłopaka".

Bez ogródek opisuje pan też Mino Raiolę: mafioso, grubas...
"I gość od pizzy. Gdy zobaczyłem go po raz pierwszy w jego knajpie, myślałem, że robi sobie jaja. Ale od razu poczułem iskrę: wiedziałem, że ta osoba mi pomoże. Nie skupiał się tylko na tym, by na mnie zarobić. Zabierał mnie na obiad do swojej matki, dzwonił, żeby zapytać, jak się mam... Takiemu przyjacielowi oddaję serce. Nawet jeśli jest wariatem. I przeraża".

Jak to?
"Zawsze się obawiam, że zerwie negocjacje. Tak jak wtedy, kiedy Ajax rozmawiał z Juve. Było napięcie. Błagałem: 'Mino, dopinaj to, dopinaj...' A on wziął piłkę i zaczął odbijać. Uderzała w holenderskich prawników pod krawatem i śmiertelnie poważnych Moggiego i Giraudo. Mino zachęcał ich: 'no dalej, pograjmy!' I ostatecznie wygrał. I załatwił mi nawet Ferrari Enzo, moje marzenie. Zostały tylko trzy we Włoszech i Montezemolo interweniował, żeby pozyskać dla mnie jedno".

Decydujące było spotkanie z Capello.
"Zamienił mnie z grającego w trafiającego. 'Wyrwę z ciebie Ajax' - krzyczał. I powierzał mnie Italo Galbiatiemu, który kazał mi oddawać po sto strzałów na bramkę. Poza tym pomógł mi nabrać masy i dał kasetę z golami Van Bastena do przestudiowania. Nie chciał, żebym krążył zbyt dużo poza polem karnym. Chciał, abym był konkretny. Ale trochę Ajaksu we mnie zostało - umiejętności. I choć teraz częściej wyrywam się z szesnastki i szukam gry, pierwsza myśl jest zawsze taka, by strzelać i wygrywać. To lekcja od Capello".

Zebina lubi obrazy. Nie nadaje się do getta w Malmö.
"Ale ja nie miałem nic do niego na płaszczyźnie osobistej. Był tylko ten incydent na treningu. I na tym się skończyło".

Na ciosie głową oraz Zebinie potrzebującym dłuższego kontaktu z workiem lodu.
"Ale od razu minęło. Nie to co z tym amerykańskim zwierzakiem, wielkim jak ja. Powaliliśmy się na ziemię i poszły żebra".

Dzięsięciu musiało pana rozdzielać z Onyewu.
"Chyba nawet dwudziestu".

Scudetto i epokowe pijaństwo?
"Wina Trezegueta, który serwował wódkę kolejka po kolejce. Zasnąłem w wannie. Gdybyśmy wygrali Ligę Mistrzów, nie miałoby to miejsca. Teraz znacznie lepiej znoszę wódkę".

'Jestem z Moggim', pisze pan w książce.
"Zawsze był dla mnie dobry i wiele mi dał. Zawsze starał się zrobić wszystko dla zespołu".

Według sędziów za bardzo.
"Nie wiem, czy jest prawdą to, co mu się przypisuje i nie zależy mi na tym, by się dowiedzieć. Nie wiedziałem nawet o procesie w Neapolu. To pan mi o tym powiedział. Przykro mi z powodu Luciano i jestem blisko niego. Wiem też, że to, co wygraliśmy, wygraliśmy na boisku. Sędziowie nigdy nie byli moimi przyjaciółmi. Byliśmy najsilniejsi".

Nigdy nie pojawił się żal do Moggiego? Typu: 'Przez ciebie zabrali nam scudetto, które byśmy i tak wygrali'.
"Nigdy. Moggiemu nie mam niczego do zarzucenia. I niczego mi nie zabrano. Medale za scudetto Juve mam wyeksponowane w domu".

Nie myślał pan o pozostaniu w Juve? Mówi pan, że jest po stronie słabszych. Nie byłoby czymś heroicznym pozostanie i wyrwanie Starej Damy z getta Serie B?
"Nie, moja kariera dopiero się rozpoczęła. Nie mogłem stracić roku na Serie B i kolejnego, by być może wrócić do Ligi Mistrzów..."

Wydaje się panu absurdalną kariera Del Piero, który stał się symbolem z miłości?
"Ja potrzebowałem innych przygód i miejsc, by nauczyć się różnych rzeczy i również dojrzeć jako człowiek".

Tak więc latem 2006 Deschamps wszedł do pana pokoju i powiedział: 'Oczekujemy cię w autobusie'. Kierunek La Spezia. A pan odparł: 'Dzięki, jedźcie sobie. Ja zostaję tu i gram na Playstation'.
"Tak jest. Zdecydowaliśmy z Mino, że będę trenował, ale nie będę grał w sparingach. To dyrektor sportowy Secco powiedział mi po zapadnięciu wyroków: 'Szukaj sobie innej drużyny'. Potem się rozmyślił".

Jak blisko Milanu był pan tamtego lata?
"Milan nie był pewny gry w Lidze Mistrzów, a ja w pewnym momencie zmęczyłem się tym wszystkim i powiedziałem Mino, że przyjmę pierwszą ofertę. Berlusconi zaprosił mnie na kolację do Giannino. Jestem pewien, że gdybym poszedł do tej restauracji, wieczorem byłbym milanistą".

Tymczasem Raiola zadzwonił do Morattiego: 'Ibra idzie na kolację z Berlusconim...'
"Szybko zjawił się Branca i zostałem interistą. Mówiło się o Tonim, ale Branca był tym, który najbardziej mnie chciał".

Potem pan poprosił Morattiego, żeby dawał mniej premii drużynie.
"Jasne. Premia na koniec sezonu za scudetto to jedno, ale nagroda za wygranie meczu to co innego. Niby z jakiej racji? To błędne przesłanie. Wygrywanie jest naszą pracą. W Interze wielu dzwoniło po to, żeby dostać premię. Ja zrobiłem odwrotnie. I prosiłem Morattiego o interwencję, by wyeliminować grupki: Argentyńczycy, Brazylijczycy... Wygrane pomagają w staniu się zjednoczoną drużyną".

Balotelli powiedział panu: 'Jestem lepszy od ciebie'.
"Myślałem, że sobie kpi. A tymczasem on naprawdę tak myślał..."

Ile brakuje Mario do tego, by stał się lepszy od pana?
"Wiele".

Dla Manciniego Balotelli jest jednym z trzech najepszych na świecie.
"Gdyby był, grałby w każdym meczu".

Mógłby przejść do Milanu?
"Teraz nie ma miejsca. Nikt nie ma czterech tak silnych napastników jak Milan: Pato, Cassano, Binho i ja. Inzaghi? Nie jest już tak mocny jak kiedyś... Z Mario byłoby nas pięciu i trzech siadałoby na ławce. Potrzeba napastnika na czas oczekiwania na Cassano, ale to nie może być Balo".

Ale nie cieszyłby się pan z ponownego spotkania z Mario?
"Z czysto ludzkiego punktu widzenia na pewno bym się cieszył. On mógłby dorastać razem ze mną w getto w Malmö. Ja też lubiłem petardy, tyle że wrzucałem je do ogródków lub budek z kebabem. Nie podpalałem sobie domu..."

W jaki sposób opętał pana Mourinho?
"Przez sms-y. Jeszcze nie przybyłem - grałem w reprezentacji, a tu po meczu dostaję sms-a: 'brawo!' Nigdy wcześniej nie miałem trenera, który wysyłałby takie wiadomości. I to w takiej ilości. Pytał mnie o rodzinę, poświęcał mi uwagę. Potrzebowałem tego. Dla Mou zrobiłbym wszystko".

Jednak nie cieszył się po pana golach.
"A ja się wściekałem. W owym roku nastrzelałem sporo pięknych, jak ten piętą przeciwko Bologni. A on jak mumia. Poszedłem nawet do jego asystenta, żeby wybadać tę sprawę. Powiedział mi: 'on taki jest'. Postanowiłem więc rozruszać mumię. Udało się w ostatniej kolejce: gol piętą przeciwko Atalancie i tytuł króla strzelców. Cóż to była za radość widzieć jak Mourinho podskakuje koło ławki".

Prawie jak wtedy, gdy zauważył pan swojego ojca na Campo Uno w Malmö.
"Kiedy byłem mały, papa nigdy nie przychodził oglądać, jak gram. Bolało mnie to. Potem trafiłem do pierwszej drużyny Malmö i niespodziewanie dostrzegłem go w cieniu trybun ośrodka treningowego. Rozniósłbym wtedy świat. Nigdy nie czułem się tak silny, jak w tamtej chwili. To zmieniło też życie papy. Od tamtego dnia zaczął zbierać wszystko, co o mnie napisano. Dziś nie przegapi ani jednego meczu. Ma Sky".



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone