Calciopoli w pytaniach i odpowiedziach
29.05.2006, "Studio Milan"
 
MATTIA GRASSANI DLA MILAN CHANNEL.

Podczas poniedziałkowego Studio Milan połączono się z mecenasem Mattią Grassanim, którego uznaje się za największego we Włoszech eksperta w temacie prawa sportowego. 41-letni prawnik z Bolonii w ciągu ostatnich 15 lat wygrał niemal wszystkie największe procesy dotyczące profesjonalnego i amatorskiego futbolu. Grassani odpowiadał na pytania dotyczące skandalu Calciopoli.

Panie Mecenasie, czy biorąc pod uwagę zainteresowanie nominacją wicekomisarza CAN lig amatorskich, można przypuszczać, że Milan budował mogący budzić niepokój kontrsystem, a jeśli tak, to co grozi wówczas klubowi?
Z własnego doświadczenia wiem, że nie można do końca opierać się na rekonstrukcjach stworzonych podczas czynności śledczych prowadzonych ze strony władzy sądowniczej, kiedy przeprowadzana jest techniczna analiza przebiegu całych rozgrywek. Pamiętam relację z 2004, która wydawała się być bezlitosnym dowodem w sprawie meczu Chievo-Modena. Podejrzewano, że prezydent Chievo i prezydent Modeny umówili się na remis, który wystarczał Modenie do utrzymania. Śledczy na podstawie tej relacji stworzyli scenariusz zakładający celowo przestrzelone okazje i mszczenie się na Pellissierze, autorze jednej z dwóch bramek, które ostatecznie dały Chievo wygraną nad Modeną. W tym układzie Pellissier był postrzegany jako osoba, która nie wiedziała o zawartym porozumieniu, przez co miał się stać obiektem zemsty graczy Modeny. Pamiętamy wszyscy, jak to się skończyło. Mecz okazał się być całkowicie czysty, a podejrzani zostali oczyszczeni z zarzutów. Jako punkt wyjściowy zalecam więc wielką roztropność przy próbie bezkrytycznego zrekonstruowania przez Policję Sądową i Sąd tego, co działo się pomiędzy podsłuchanymi rozmowami. Oczywiście scenariusz uwzględniający te rozmowy telefoniczne dotyczące Milanu jest poważny i mroczny; może się wiązać z odpowiedzialnością dyscyplinarną wobec rozmówców. Mi, jako normalnemu czytelnikowi gazet, wydaje się jednak, że rossoneri są tu na zupełnie innej płaszczyźnie. Raz, że nie ma żadnych zapisów podsłuchanych rozmów z udziałem najważniejszych działaczy klubu. Dwa, że tutaj teoria kontrsystemu wydaje mi się trochę naciągana. Dlatego w tej sytuacji powiedziałbym, że są kluby, których ważni działacze - prezydenci, delegaci administracyjni, dyrektorzy generalni - odbywali rozmowy, za które odpowiedzą przed sądem sportowym, a kary z pewnością będą bardzo poważne. Według mnie udział Milanu jest marginalny. O ile wcześniej wiedzieliśmy o telefonie odpowiedzialnego za kontakty z sędziami ze swoim przełożonym, o tyle to, co ostatnio wyszło, może zastać powiązane z pierwszą rozmową i nawet spowodować pewne sankcje dyscyplinarne, ale na pewno nie za oszustwo sportowe, ale raczej za wykorzystanie nadarzającej się okazji, czy też przekroczenie pewnej granicy. Dlatego właśnie nie można przypuszczać, jak zrobiły to niektóre dzienniki, by Milan mógł być zdegradowany do Serie B.

Futbol to kibicowanie i pasja. Co można powiedzieć o Milanie milanistom, którzy są zaniepokojeni?
Wszystkim - także tym, których kluby są zamieszane poprzez prezydentów, delegatów i dyrektorów generalnych - przypomnę podstawową zasadę, jaką jest zasada domniemanej niewinności. Według mnie - a mówię jako osoba trzecia z mojej Bolonii, bardziej prowincjonalnej i odległej od tych wydarzeń ze względu na degradację do Serie B - mamy teraz do czynienia ze starciem medialnym pomiędzy dziennikami z różnych regionów, które powoduje zamieszanie w sprawę tych, których udział, tak jak w przypadku Milanu, był naprawdę całkowicie marginalny. Dlatego też, jako obiektywny obserwator, mogę powiedzieć, że rozgrywki w wykonaniu Milanu i wywalczone miejsce w tabeli są rzeczami wystarczająco pewnymi w kontekście hipotezy trzęsienia ziemi w calcio lub radykalnych zmian w końcowym podziale łupów, która może dotyczyć innych klubów, ale nie wydaje mi się, by dotyczyła Milanu.

Czy są prawne podstawy do zakwestionowania tego, na bazie czego - jak uczynił to pewien wiarygodny dziennik - stawia się znak równości pomiędzy układem Juve-główni a układem Milan-asystenci?
Jest fundamentalna różnica - i nie chodzi tu o różnicę między liniowym a głównym - która zmienia układ odniesienia, w którym pewne zachowania są mniej lub bardziej zgodne z prawem. Według mnie, w rozmowach dotyczących innych klubów występują efekty. Interwencjom na górze odpowiadają efekty na dole, a przynajmniej na to wygląda. Jeśli chodzi o Milan, to jest tu być może wyłamanie się z roli, przekroczenie kompetencji, które jednak kończy się po prostu na czymś w rodzaju akceptacji preferencji w niektórych przypadkach lub na odmowie w innych. Ale takie zachowania istnieją od zawsze, z tą różnicą, że 20 lat temu wysyłało się listem, faksem czy poleconym dokumenty, w których kluby informowały, że preferowałyby tego czy tamtego liniowego, albo danego głównego. Potem desygnatorzy konsekwentnie robili swoje, uwzględniając w mniejszym lub większym stopniu lamenty klubów. Natomiast w 2006 robi się to przez komórkę, telefon i za pomocą innych zdobyczy techniki. To właśnie jest to, co zrobił Milan. Zupełnie inną rzeczą jest sytuacja, w której podczas przygotowań do meczu ktoś wpływa na przydział sędziów, na analizę kontrowersyjnych powtórek, na losowania, a do tego później dochodzi jeszcze przekonujący element satysfakcji lub potwierdzenie interwencji na górze. Dlatego właśnie mówimy o dwóch różnych postawach, dwóch całkowicie różnych układach odniesienia.

W niektórych rozmowach Meani pełni funkcję osoby informującej o epizodach i zachowaniach innych. Czy będzie to miało znaczenie w sądzie sportowym?
Z pewnością fakt, że podsłuchiwani nie wiedzieli, że są kontrolowani, nadaje wielką wiarygodność temu, co mówią między sobą rozmówcy. Wszystkie zachowania takie jak zaniepokojenie, troska, niemal tłumaczenie się z przyczyn tych rozmów, działają na korzyść, gdyż wyrażają nie tyle chęć interweniowania w celu zakłóceniu prawidłowości meczu czy meczów, ale bardziej są swego rodzaju donosem lub przyjęciem do wiadomości informacji o niejasnym bądź podejrzanym przebiegu innych spotkań. W przypadku rozmów odnoszących się do Milanu, takie sytuacje determinowały konieczność interweniowania w celu obronienia się, uniknięcia pewnych sytuacji, które mogłyby okazać się szkodliwe dla Milanu. Tak więc fakt, że podsłuchiwani nie wiedzieli o podsłuchach i mówili swobodnie opierając się na swojej wiedzy i swym sumieniu, według mnie pomaga wskazać różnice między Milanem a innymi klubami.

Mówił pan o przekraczaniu kompetencji, co za to grozi?
Takie zachowanie wyraźnie dotyczy, w najgorszym przypadku, złamania artykułu 1 kodeksu sportowego, który nakazuje uczciwość, poprawność i szczerość w każdym zachowaniu. Czasy się zmieniły. Kiedyś interweniowało się na piśmie, ze sporym opóźnieniem, teraz robi się to w czasie rzeczywistym. Po zakończonym meczu, albo po obejrzeniu powtórek dochodzi do takich telefonów. Dlatego, uznając ten typ zachowania za względnie dopuszczalny, zaangażowanie nie prowadzi do złamania artykułu 6 kodeksu sportowego, czyli do oszustwa sportowego, ale dokładnie do złamania artykułu 1. Uważam, że zamieszane osoby fizyczne, o ile nie są prawnymi reprezentantami klubu - w Milanie mógłby to być jedynie wiceprezydent wikariusz, a nie wydaje mi się, by pan Galliani był zamieszany; udział bierze jedynie szeregowy działacz - ryzykują maksymalnie zawieszeniem na określony czas, a klubowi grozi kara pieniężna. Właśnie dlatego wcześniej mówiłem o dosyć pewnym miejscu w tabeli zdobytym przez Milan w tych rozgrywkach.

tłumaczenie: TomekW

 



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone