GENNARO GATTUSO DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Milan w sercu, Sion jako doświadczenie na przyszłość. Gennaro Gattuso rozpoczął nowe życie w Szwajcarii. "Tutaj wyzerowałem wszystko" - opowiada. "Przez 13 lat uprawiałem inny sport, bo w Milanie jesteś na innej planecie".

W jakim znaczeniu inny sport?
"Tutaj sam noszę swoją torbę, muszę mieć środek do czyszczenia butów, bo inaczej będą brudne, muszę sam wymieniać sobie korki. Jeden z kolegów zapytał mnie, czy widziałęm szatnie na Tourbillon. Ale ja nie jestem zaskoczony, bo wiem, że nie wszędzie jest tak jak w Milanie. Rzeczy, których mi brakuje - jak witaminy czy herbata - przygotowuję sobie w Gallarate. Tutaj musisz myśleć bardziej o małych sprawach - jak murarz, który idzie do pracy. Jeśli w Milanello nie miałem czegoś w torbie, brałem to od magazynierów, a tu mogę jedynie złościć się sam na siebie. A jeśli trzeba ci założyć opatrunek na kostkę, to patrzą na ciebie krzywo, bo to kosztuje".

Czego panu brakuje najbardziej z Milanello?
"Brakuje mi Milanu, byłbym hipokrytą, gdybym tego nie stwierdził. Ale jestem zadowolony z dokonanego wyboru, bo tu trzeba walczyć i zaciskać zęby. To wyzwanie, które przyda mi się na przyszłość, bo myślę, że to jest normalność dla 80% klubów".

Pożałował pan decyzji o odejściu?
"Nie. Decyzję podjąłem już na miesiąc przed zakomunikowaniem jej Gallianiemu, ale nie powiedziałem o tym żadnemu z kolegów. Rozmawiałem o tym tylko z żoną. Nadszedł moment, aby odejść i nie czuć się już ciężarem. Miałem wiele ofert - również od drużyn włoskich, ale odmówiłem, bo nie czułem się na siłach".

Dlaczego czuł się pan ciężarem?
"Miałem niewiarygodny rok i sukcesem był już sam fakt, że wznowiłem treningi i zagrałem te 4-5 meczów w ostatnich dwóch miesiącach. Jeśli jednak trener daje ci do zrozumienia, że woli cię jako działacza albo pomoc w szatni, to co to ma być? Ja odchodzę. Uścisk dłoni bez żadnej urazy. Jestem bardzo dumny".

Jednak pożegnanie tylu senatorów czyni wszystko jeszcze trudniejszym w takim roku przebudowy jak ten.
"Najpierw marudzili, że nie odchodzimy, a teraz płaczą, bo odeszliśmy... Ja mam wyjątkowe relacje z Gallianim. Klub chciał mnie zatrzymać, ale jeśli dowodzący szatnią myśli inaczej, to robi się ciężko. Jeśli ja i Nesta podjęliśmy taką decyzję, to było tak dlatego, że czuliśmy, iż Allegri nas nie chce. Ale nie doszukujcie się tu polemiki: mam dobre relacje z Maxem, jednak czuję się nadal piłkarzem".

Rozmawiał pan ostatnio z Ancelottim?
"Ostatni raz wtedy, gdy straciłem scudetto".

Zadzwoni pan do niego ze wskazówkami na temat tego, jak radzić sobie z Ibrą?
"Carletto wie doskonale, jak sobie z nim poradzić. Widziałem niewielu piłkarzy, którzy trenują jak Zlatan. Problem polega na tym, że on czasem wymaga od innych tego, co sam robi, ale nie rozumie, że nie wszyscy mówią tym samym językiem. Ale jeśli zarabia 12 milionów rocznie, to powód musi być, nieprawdaż?"

Jak wyjaśni pan podwójną sprzedaż Ibry i Thiago Silvy?
"Firmom nie powodzi się najlepiej, a wśród nich są również te należące do Berlusconiego. Jednak ze względu na to, czego dokonał przez te 26 lat, nie należy mu niczego zarzucać. Ważne jest to, by powiedzieć jasno, jak się mają rzeczy: trzeba 2-3 lat poświęceń, a potem znów będzie się wydawać. Jeśli ludzie tracą pracę, to nie widzę powodu, by trwonić pieniądze na klub piłkarski. Wszyscy się poświęcają, Inter też ściska sakiewkę. Fiat we Włoszech ma problemy, ale w innych krajach nie, a Juve to jedyny klub, który zbudował stadion i wydaje".

A milczenie Berlusconiego?
"To strategia, jaką stosuje także w polityce. W tym momencie należałoby jednak wyjaśnić ludziom cele".

Co by pan zrobił na miejscu Allegriego?
"Ja jestem taki, że nie mógłbym spać w nocy. Co innego przygotywać sezon z jednym z najlepszych obrońców świata i napastnikiem, który w pojedynkę wygrywa ci 10 ligowych meczów, a co innego robić to bez nich. Z Thiago i Ibrą można było walczyć o scudetto, bez nich będzie trudniej. Nie potrzeba Gattuso ani Einsteina, aby to powiedzieć. Ale znając Gallianego, jestem pewien, że wyciągnie coś z cylindra. Po raz kolejny będzie jak Copperfield".

Gdzie w tej chwili jest największa dziura w kadrze rossonerich?
"W obronie, bo Thiago to ktoś, kto daje ci pewność. Bez niego i Nesty nie ma już punktu odniesienia".

Jak widzi pan szanse Milanu w Lidze Mistrzów?
"To dziwne rozgrywki, a słabych drużyn nie ma. Zużywasz dużo energii, ale jeśli jesteś Milanem, nie możesz ograniczyć się do uczestnictwa. Przyjadę, aby obejrzeć kilka meczów".

Nie czuje się pan winny, że opuścił pokład w trudnym momencie?
"Nie mam wyrzutów sumienia, choć zakładanie koszulki Milanu i Sionu to dwie różne sprawy. Ta czerwono-czarna była do mnie przyszyta, czułem się jak w domu. Jeśli coś mi nie pasowało, zgłaszałem to. Byłoby ciężko również ze mną i Nestą. Dla piłkarza jest szokiem widzieć taką rozsypkę po tylu latach. Przeżyłem to z Kaką, znam środowisko: speptycyzm i zawód są nieuniknione. Widzisz przecież, że sprzedają dwóch najlepszych graczy drużyny".

Kto może przejąć schedę po was w szatni?
"Poza Ambrosinim są Abate, Bonera i Antonini - włoski fundament. Ale przekonanie o zostaniu liderem przynoszą zwycięstwa, tak było z nami. W Milanie jeśli nie wygrywasz, to jest inaczej. Teraz muszą znaleźć sobie inne cele. Takim czymś może stać się również osiągnięcie dobrego wyniku w Lidze Mistrzów".

Jaki może być slogan na nowy sezon?
"Walczyć i naśladować zeszłoroczne Juve - zespół oparty na dwóch wielkich mistrzach w osobach Pirlo i Buffona, podczas gdy cała reszta wymiotuje z wysiłku. Widać, że Conte jest chory na piłkę. Kiedy graliśmy, wszyscy mówili o Davidsie, ale to on przemierzał kilometry i nigdy się nie zatrzymywał. Niczym kot uczepiony bioder, jak to się mówi w moich stronach".



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone