ADRIANO GALLIANI DLA FRANCE FOOTBALL


Wyjaśnijmy sens tych sprzedaży Ibrahimovicia i Thiago Silvy.
"Milan podjął - przy całkowitej zgodności ze strony właścicieli i kierownictwa - decyzję o doprowadzeniu do zrównoważenie bilansu, co zmusiło nas do rezygnacji z niektórych bardzo znaczących wynagrodzeń. Nie bylibyśmy w stanie udźwignąć wydatków na płace bez obcięcia tych pensji, które stały się już dla nas zbyt ciężkie. Dlatego podjęliśmy bolesną decyzję o sprzedaży 2-3 piłkarzy, którzy pobierali najwyższe wynagrodzenia. To był wybór podjęty przez spółkę, który ja wprowadziłem w życie. W znaczący sposób ograniczyliśmy straty, schodząc z 80 milionów z zeszłego roku do maksymalnie 5 milionów w następnym bilansie. Budżet płacowy w zeszłym roku wynosił 150 milionów euro, a w tym roku jest to około 100. Po raz pierwszy ujawniam te kwoty. Osiągnęliśmy równowagę budżetową , która sprawi, że nie będziemy zmuszeni do dalszych poświęceń w przyszłym roku, kiedy to nie sprzedamy naszych czołowych piłkarzy. Budżet płacowy zmniejszył się o około 40% i teraz jesteśmy firmą zdrową finansowo. Gdyby Milan mógł płacić 12 milionów Ibrze i 6 milionów Thiago Silvie, to by ich nie sprzedał. Bez tych cięć nigdy nie zmieścilibyśmy się w parametrach Finansowego Fair Play UEFA".

Czy to koniec wielkiego Milanu?
"Mam nadzieję, że nie. To jest inny Milan, który będzie musiał być w stanie przeobrazić się i jednocześnie spisywać się dobrze, zmieniając również system gry. Można wygrywać z wielkimi piłkarzami w drużynie, ale również zespołem złożonym z dobrych graczy, ale potrzeba do tego determinacji i siły. Jestem przekonany, że przed dwa ostatnie sezony Milan był najsilniejszą drużyną we Włoszech, ale jednocześnie jestem pewien, że ten nowy Milan spisze się dobrze".

Gennaro Gattuso powiedział nam latem, że przez 13 lat nigdy nie widział rzeczy, jakie działy się w szatni Milanu w ostatnim okresie. Zgadza się pan z tym, co mówił Rino?
"Nie da się zaprzeczyć, ze w ostatnich miesiącach szatnia była inna niż poprzednich latach..."

Czy jest możliwe, że w przyszłości zobaczymy Milan kupujący piłkarzy takich jak Cristiano Ronaldo czy Messi?
"Dla włoskiego futbolu sprowadzanie piłkarzy o tak wysokich pensjach jest niemożliwe".

Czy można powiedzieć, że prezydent Berlusconi nie jest już zbytnio zainteresowany Milanem?
"Prezydent Berlusconi jest wciąż bardzo zainteresowany Milanem. Jego miłość i pasja dla tego klubu pozostają bez zmian. Jest zakochany w Milanie tak samo, a może i bardziej niż tego 20 lutego 1986, kiedy uratował go przed upadkiem".

Dzwonicie do siebie codziennie, aby porozmawiać o Milanie?
"Codziennie nie. Powiedzmy, że dzwonimy do siebie 2-3 razy w tygodniu".

Ale czy Milan jest na sprzedaż?
"To nie ja powinienem odpowiadać na to pytanie. Powinniście zadać je Fininvestowi".

Milan ma mniejsze możliwości finansowe niż w przeszłości. Czy to sprawia problemy?
"Nie, wręcz przeciwnie. Jestem pogodniejszy niż w przeszłości. Wcześniej odczuwałem ciężar konieczności proszenia o pieniądze. Czułem się winny, kiedy Milan tracił te wszystkie fundusze. Miesiąc po miesiącu odczuwało się ciężar strat i kosztów, a trzeba było prosić Fininvest o zapewnienie płynności finansowej, aby płacić pensje piłkarzom. Teraz Milan jest w równowadze gospodarczej i finansowej".

Dobrze, ale posiadanie mniejszej ilości pieniędzy komplikuje jednak sprawy.
"Firma nie może tracić pieniędzy. Kiedy główny udziałowiec, który zainwestował olbrzymie pieniądze, podejmuje decyzję o ograniczeniu kosztów, to tak ma być. Postanowiliśmy wkroczyć na tę drogę, która jest jedyną prowadzącą do zrównoważonego futbolu. To nie oznacza, że nie szanujemy tego, kto inwestuje w futbol. Wręcz przeciwnie: mamy wielki respekt wobec tych, którzy inwestują w nasz sport".

Jednak 62 miliony euro, jakie PSG zapłaciło za Ibrahimovicia i Thiago Silvę, są dla klubu porcją świeżego powietrza. Czy nie?
"Nie potwierdzam i nie zaprzeczam jeśli chodzi o te kwoty. Nic na ten temat nie powiem. Jestem jednak przekonany, że jeśli ktoś sprzedaje kogoś za 62, 22, 44 czy 102 miliony, to oznacza, że rynek ma rację. Myślę, że to właściwe kwoty do zakupu wielkich mistrzów. Wizerunek PSG po zakupach Ibry i Thiago uległ całkowitej zmianie na poziomie światowym, nie ujmując niczego innym graczom sprowadzonym przez paryski klub".

Co pan sądzi o katarskim władzach PSG, które zainwestowały wielkie pieniądze?
"To, co oni teraz robią, my robiliśmy w innej epoce. Także Moratti zainwestował dużo, kiedy przejął Inter. To samo dotyczy Chelsea czy Manchesteru City. Ten, kto przejął PSG, miał dwie drogi: zainwestować lub zostawić wszystko bez zmian. Kto wprowadza pieniądze do futbolu, robi dobrą rzecz dla piłki i całego systemu".

Nie zazdrości pan PSG?
"Nie, wręcz przeciwnie. Darzę głębokim szacunkiem szejka Al-Thaniego, prezydenta Nassera Al-Khelaifiego i pełnomocnika zarządu Jean-Claude'a Blanca, którego znam dobrze od czasu, kiedy był członkiem władz Juventusu".

W wywiadzie dla Repubblica Leonardo powiedział, że był pan jego mistrzem...
"Na pewno nie jestem mamką Leonardo. Kocham go jak nikogo innego, który był w Milanie. Przeszedł u nas unikalną drogę, jakiej nie przeszedł nikt inny: od piłkarza, przez działacza, do trenera".

Jaki epizod łączy pana z nim najmocniej?
"Wciąż pamiętam to, jak w 1997 stał się piłkarzem Milanu. To była końcówka sierpnia i Fabio Capello chciał go za wszelką cenę. Ja byłem w Stanach Zjednoczonych i nie wierzyłem, że ta operacja może być dobra, ale Capello upierał się przy Leonardo. Któregoś dnia byłem w Fort Lauderdale na Florydzie i na murze zobaczyłem wielki napis z imieniem Leonardo. To był znak przeznaczenia, więc udałem do Miami, wsiadłem do pierwszego samolotu do Mediolanu, aby następnie polecieć natychmiast do Paryża. W siedzibie Canal+ był Pierre Lescure i od razu podpisaliśmy papiery, a Leo stał się graczem Milanu. Po zakończeniu przez niego kariery bardzo naciskałem, aby został moim współpracownikiem, a w 2009 pracowałem nad przekonaniem go, aby został trenerem. On tego nie chciał. Pamiętam jak poszedłem do Berlusconiego, aby wyjaśnić mu mój pomysł z Leonardo w roli trenera, a po spotkaniu prezydent wstał, podał mi rękę i wyraził zgodę. Leo był moim ukochanym piłkarzem i myślę, że byłem jedynym, który nie miał wobec niego negatywnych odczuć, kiedy został trenerem Interu. Zadzwoniłem do niego w nocy z 30 czerwca na 1 lipca 2011, kiedy wygasł jego kontrakt z Interem. Powiedziałem mu, że znów możemy zacząć rozmawiać. To, że został trenerem Interu, na pewno mi się nie spodobało, ale mój sentyment wobec niego nigdy nie uległ zmianie".

Jak to było negocjować z przyjacielem?
"Właśnie dlatego, że jesteśmy przyjaciółmi, negocjacje były trudniejsze, bo baliśmy się, że właściciele naszych klubów mogą źle ocenić naszą pracę. Dlatego włożyliśmy w to większą uwagę. To normalne, że dwóch przyjaciół stara się zrobić coś lepiej niż dwóch nieznajomych".

Rozmawiał pan z Ibrahimoviciem po jego sprzedaży do PSG?
"Ibrahimović chciał zostać w Milanie i od momentu odejścia do Paris Saint-Germain już się do mnie nie odzywa. Po zakończeniu poprzedniego sezonu przyszedł do mnie z Raiolą i zapewniłem ich, że zostanie. Klub jednak przemyślał pewne sprawy i ostatecznie go sprzedał. Nie dotrzymałem słowa, więc Ibra ma rację. Byłoby niemożliwe zrównoważenie bilansu bez pozbycia się najcięższych pensji. Dlatego podjęliśmy bolesną lecz konieczną decyzję o sprzedaży dwóch wielkich piłkarzy, którym Milan płacił najwięcej. To była decyzja ekonomiczna, którą całkowicie podzielam. Próbowałem dzwonić do Ibry kilka dni po podpisaniu umowy i jego odejściu, ale nie odebrał. Ma rację, ale jego odejście było konieczne".

Leo zaprosił pana na mecz PSG?
"Tak, zaprosił mnie, ale oglądanie Ibry i Thiago Silvy w koszulce PSG wywołuje u mnie dziwne odczucia. Lepiej mówić o odczuciach niż o bólu. Ból nie jest właściwym słowem".


tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone