VALERIO FIORI DLA FORZA MILAN!


Wspomnienia z dzieciństwa?
Okres spędzony u dziadków w Sassoferrato. Spędzałem upalne dni na powietrzu, wszystko było wówczas takie proste. Nie można zapomnieć tych dni spędzonych na łonie natury. Większość obecnej młodzieży nie potrafiłaby docenić uroku tych miejsc, drzew, czystego powietrza. Tymczasem spędziłem w ten sposób wiele cudownych dni, chociaż...

Chociaż?
Pewnego dnia zgubiłem się na wsi, nigdy nie zapomnę tych minut, kiedy w panice poszukiwałem drogi do domu, krzycząc, by ktoś mnie usłyszał. To jedno z tych wspomnieć z dzieciństwa, które do dziś świetnie pamiętam.

Miałeś jakąś ulubioną grę?
W ciepłe miesiące zawsze lubiłem spędzać czas poza domem. To oczywiste, że sporo grałem w piłkę, lubiłem także biegać. W domu czułem się więźniem.

Pamiętasz jakieś zdarzenie, po którym dostało ci się po uszach?
Znów musimy powrócić na wieś. Bawiło mnie, ku rozpaczy moich dziadków, otwieranie furtek zagród, w których znajdowały się zwierzęta.

Masz jakieś ulubione danie? Czego z kolei od zawsze unikasz na stole?
Zawsze ceniłem talerz z dobrze przygotowaną pastą, każdego rodzaju. Nigdy z kolei nie przepadałem za ziemniakami, które uważałem, za... smutne danie.

Kim chciałeś zostać od małego?
Inżynierem nuklearnym.

Dlaczego?
To proste. Bardzo podobało mi się słowo nuklearny. W moich wyobrażeniach oznaczało coś wielkiego i mistycznego.

Pamiętasz pierwszego prawdziwego przyjaciela?
To chłopak w Rzymu, który mieszkał w tej samej dzielnicy, co ja. Spędziliśmy razem wiele szalonych dni. Nazywa się Armando. Straciłem z nim kontakt, jednak od czasu do czasu zdarza się nam rozmawiać.

Pierwsze zauroczenie płcią przeciwną?
Miało miejsce w szkole podstawowej. Na imię miała Alessandra.

A propos szkoły podstawowej. Jaki był twój ulubiony przedmiot?
Zawsze byłem osobą kreatywną. Lubiłem rysować, oczywiście przepadałem także za zajęciami fizycznymi: biegami, skokami, ogólnie wszystkim, co związane było z ruchem. Od zawsze było to moją pasją.

Przedmiot, który z kolei wyjątkowo nie był ci po drodze?
Geografia, nie tyle, gdy przychodziło do rozmów o miastach, regionach, czy krajach. Denerwowały mnie lekcje poświęcone przykładowo astronomii.

Spotkałeś na swojej drodze nauczyciela, który odegrał w twoim życiu ważną rolę?
Dobrze wspominam jednego z nauczycieli z piątej klasy. Być może dlatego, iż był facetem. Nigdy nie zapomnę jego sposobu nauczania.

Pierwsze osiągnięcie z tamtych czasów?
Ma związek ze sportem. Zarówno w gimnazjum, jak i w liceum zawsze byłem sportowcem roku. Jakąkolwiek dyscyplinę nie uprawiałem, za każdym razem byłem najlepszy. Odnosiłem zwycięstwa na turniejach siatkówki, piłki nożnej, w zawodach lekkoatletycznych, czy... piłkarskich dla więźniów.

Rada, której nigdy nie zapomnisz?
By szanować innych oraz rzeczy, które do nich należą.

Na początku tego wywiadu powiedziałeś, że grasz w piłkę już prawie 30 lat. Przez cały ten czas na bramce.
Tak, zaczęło się na gierkach podwórkowych. W wieku 10 lat zacząłem uczęszczać do szkółki piłkarskiej w mojej dzielnicy San Cleto. Moim pierwszym mistrzem był pan Capata.

Kiedy po raz pierwszy gra w piłkę dała ci satysfakcję?
Przeniosłem się do Lodigiani, jednak rok później wypożyczono mnie do Monte Sacro Lazio, gdzie odniosłem pierwsze sukcesy. W wieku 15 lat zostałem powołany do kadry regionu Lacjum, do tego awansowaliśmy do finałowej fazy rozgrywek. Zostałem wybrany najlepszym bramkarzem, pamiętam, że wybroniłem 3 czy 4 rzuty karne.

To był przełomowy moment twojej kariery?
Oczywiście! Także dlatego, iż otrzymałem możliwość powrotu do Lodigiani, gdzie spotkałem dwóch świetnych trenerów, Ceccarelliego i Carrosa, którzy od podstaw nauczyli mnie techniki. Do tego momentu trenerzy koncentrowali się jedynie na tym, bym wyłapał piłki. Robiłem to instynktownie, na dłuższą metę nie mogło to jednak funkcjonować w ten sposób. Tych dwóch trenerów nauczyło mnie podstaw mojego zawodu.

Pierwsze ważne spotkanie, którego byłeś świadkiem?
Moi kuzyni są kibicami Romy. Zabrali mnie na mecz Roma - FC Koeln na Stadio Olimpico (Puchar UEFA 1982/83), jednak pierwsze prawdziwe emocje przeżyłem dzięki mistrzowskiej reprezentacji Bearzota. Nigdy nie zapomnę tego lata 1982 roku. Miałem zaledwie 13 lat, a mimo to wspomnienia tego okresu są wciąż żywe.

Pierwszy idol?
Nie mógł być nim nikt inny, niż wielki Dino Zoff, wzór do naśladowania dla wszystkich adeptów sztuki bramkarskiej w tamtych czasach. Zarówno ze względu na jego cechy czysto ludzkie, jak i umiejętności.


tłumaczenie: dezali
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone