Valerio Fiori dla ‘Forza Milan!’


Kiedyś myślałem, że może w Milanie czeka mnie odmienna rola, gdy odchodził Rossi miałem nadzieję, że będę przynajmniej drugim bramkarzem Milanu. Jednak ostatecznie Rossi został na kolejne dwa lata, powrócił Dida.. Rzeczy potoczyły się w tym kierunku i jest dobrze jak jest, w końcu zgodziłem się przedłużyć kontrakt do 2005 roku.

Jak doszło do tego, że przywdziałeś barwy Milanu?
W sezonie poprzedzającym przybycie do Milanu grałem w Piacenzie. Byłem w dobrej dyspozycji, uratowaliśmy się przed spadkiem, zespół osiągnął swój cel. Jednak kończył mi się kontrakt i wylądowałem w zielonej trawce. Do sierpnia żaden klub nie wyrażał zainteresowania moją osobą, później odmówiłem Parmie, która przedstawiła mało czytelną ofertę: wpierw mówili, że miałbym być zmiennikiem, później, że trzecim bramkarzem. Tak więc byłem kompletnie bez zajęcia kiedy nadeszła oferta z Milanu. Obrałem ten kierunek, nie musiałem zastanawiać się dwa razy.

Rozegrałeś dwa oficjalne spotkania: w Piacenzie w ostatniej kolejce ubiegłego sezonu i w Pucharze Włoch przeciw Sampdorii tuż po spotkaniu w Yokohamie. Jak je wspominasz?
Tego z Piacenzą szczerze mówiąc nie postrzegam jako spotkania z krwi i kości. Z kolei mecz z Sampdorią był wspaniały, niestety rzadko przydarzają mi się takie okazje. Żal mi tylko z powodu okoliczności w jakich zrodziła się ta szansa. Źle poczuł się Abbiati i przez pewien czas pozostawał poza składem. Ale było to bardzo emocjonujące wydarzenie, debiut w oficjalnym spotkaniu po czterech latach, do tego na San Siro.. Przy pierwszych interwencjach czułem dreszczyk emocji, ale wkrótce wszystko minęło i pozostały we mnie tylko dobre chęci i entuzjazm.

Entuzjazm, który potrafiłeś zachować pomimo takiego czasu spędzonego na trybunach..
Mam szczególny charakter, nigdy nie czułem się trzecim bramkarzem, czyli słabszym, nie branym pod uwagę, czy mniej ważnym. Mimo, iż praktycznie ani razu nie zagrałem satysfakcję czerpię z faktu, że działacze, koledzy, wszyscy trenerzy, którzy przewinęli się przez te pięć lat, zawsze obdarzali mnie szacunkiem i poważaniem. Do tego potrafię zaakceptować tę sytuację także dzięki temu, że przez lata byłem pierwszym bramkarzem: stałem między słupkami w 240 spotkaniach Serie A, 20 Serie B. Słowem kilka razy zdarzało mi się przebywać na boisku..

Potrafisz w 100 % poczuć atmosferę zespołu Milanu, szatni, smak zwycięstw, gorycz porażek?
Bardzo się angażuję, niczym jakbym sam grał. W ten sam sposób co Christian czy Nelson przeżywam wszystkie wydarzenia w zespole, jak choćby ważne zwycięstwa z zeszłego sezonu. Kiedy przegrywamy jestem bardziej zasmucony, niż wściekły, mimo iż jako piłkarz zdaję sobie sprawę z tego, że zespół nie może przez cały czas znajdować się w najwyższej formie. Byłoby jednak źle, gdyby okazało się, że rzeczy biorą zły obrót z powodu braku zaangażowania, koncentracji, uwagi. Ale w Milanie taka sytuacja nigdy nie miała miejsca.

Nigdy nie miałeś pokusy, by zaakceptować ofertę zespołu, który dawałby ci większe możliwości występów?
Zaraz po tym, jak przybyłem do Milanu chciała mnie Reggina, mocno naciskała. Do Milanello przybył nawet prezydent Foti by przekonać mnie, jednak odmówiłem. Później było jeszcze kilka ofert klubów z Serie B, które jednak nigdy nie brałem pod rozwagę. Ważna była także moja postawa, gdyż nigdy nie zdarzyło mi się pójść do działaczy i powiedzieć: chcę grać, dlatego wolę odejść. To samo dotyczy mojego agenta. Dobrze się tutaj czułem i nie byłem zainteresowany ewentualnymi ofertami.

Możesz śmiało dawać radę tym - nie tylko bramkarzom - którzy często muszą oglądać spotkanie z ławki rezerwowych czy z wysokości trybun.
Nigdy nie jest łatwo nie grać. Sytuacja w jakiej się znajduję jest szczególna zważywszy na mój wiek i przeszłość. Jest jednak wielu młodych piłkarzy, szczególnie w wielkich klubach, którzy czasami niezasłużenie pozostają poza zespołem, mimo iż dysponują dużymi umiejętnościami i możliwościami. Im taką sytuację ciężko jest zaakceptować. W tym wieku trudno pewne rzeczy przyjąć do wiadomości, chcesz grać i tyle, jesteś skłonny nawet opuścić wielki klub byle tylko mieć szansę gry. To co mogę w tej sytuacji poradzić jest by nie robić sobie z faktu rzadszych występów alibi pozwalającego na mniejsze zaangażowanie podczas treningów, stratę wiary w swoje umiejętności. Trzeba pracować, nawet z dwa razy większym zaangażowaniem co dotychczas. W końcu spotka cię za to nagroda.

Powróćmy na boisko, przynajmniej to treningowe. Jak postrzegasz Didę i Abbiatiego?
Obaj są wspaniałymi bramkarzami, prezentującymi mniej więcej ten sam poziom. Dida ma wspaniały refleks, jest bystry, nie wspominając o rzeczy tak oczywistej jak jego warunki fizyczne i technika. Christian w większym stopniu polega na instynkcie i to jest chyba główna różnica między nimi.

Która z tych dwóch charakterystyk daje twoim zdaniem większą gwarancję?
To zależy od interpretacji, jaką każdy z nich włoży do swojej roli, a także sposobu czytania gry, który też jest ważny. Takie cechy jak instynkt i refleks nie mają aż tak wielkiego wpływu, tak więc idealnym byłoby postawienie ich na równi. Milan pod tym względem stoi między młotem a kowadłem, gdyż ma w składzie dwóch bramkarzy zaliczających się do światowej czołówki. Poza tym obaj są wciąż młodzi, szczególnie Christian. Przez kilka kolejnych lat nie będziemy mieli problemu na pozycji bramkarza.

Ty już byłeś w zespole gdy przychodził do niego Dida. Czy po jego pierwszym pobycie w Milanie można było wnioskować, że zostanie bramkarzem tej klasy?
Absolutnie nie, nie można było sobie tego wyobrażać. Bardzo się rozwinął od czasu, gdy widziałem go po raz pierwszy. Faktem jest, że Dida nie jest typowym Brazylijczykiem: wytrwały, pedantyczny w tym co robi, wykonujący tytaniczną pracę. Myślę, że bardzo ciężko musiał pracować, by osiągnąć obecny poziom i teraz zbiera tego owoce.

Przejdźmy do prywatnej strony życia Fioriego. Dwóch wspaniałych bliźniaków, a wkrótce magisterium.
Tak, studiuję prawo. Muszę jeszcze tylko zaliczyć trzy egzaminy, co myślę zrobię do końca tego roku, mimo iż będą należały do najcięższych. Później będę jeszcze musiał napisać pracę magisterską, która z pewnością będzie dotyczyć świata piłki. Mam dwa czy trzy pomysły w głowie, będą o nich rozmawiał z profesorami. Jak tylko ukończę studia mam nadzieję wykorzystać swoją wiedzę pozostając w środowisku piłkarskim jako agent lub manager, bądź też pracując w marketingu. Do tego mam liczne życiowe pasje. W wolnym czasie lubię wybrać się na polowanie, ale ostatnio rzadko mam na nie czas: wolę poświęcić go rodzinie, dzieciom.

Myślałeś już o przyszłości, ale masz też pewnie kilka pomysłów na teraz..
Chciałem zagrać jeszcze jakiś oficjalny mecz w barwach Milanu, szczególnie w Lidze Mistrzów biorąc pod uwagę fakt, że zagrałem już w Pucharze Włoch i lidze. W Pucharze UEFA grałem w barwach Cagliari i wiem, że europejskie puchary niosą ze sobą szczególne emocje. A Liga Mistrzów jest pod tym względem niepowtarzalna.

Marzeniem skrywanym w głębi jest więc finał w Gelsenkirchen?
Marzeniem, które mogło spełnić się w ubiegłym roku. Dzień przed spotkaniem w Manchesterze kontuzjowany był Abbiati, a Dida miał problemy z ręką. Jeszcze kilka dni przed spotkaniem wychodziło na to, że mogę zagrać. Byłem spokojny, ale tylko w cudzysłowie. Towarzyszyło mi napięcie, a jakże, to byłoby niezapomniane wydarzenie i doświadczenie. Po tak długim oczekiwaniu na prawdziwy mecz, nie wiem skąd musiałbym czerpać siły na takie spotkanie. Ale możecie być pewni, że znalazłbym.

Świetnie, miejmy zatem nadzieję, że dane ci będzie to kiedyś jeszcze przeżyć...
Tak, tak, w zupełności się zgadzam. Kto zagra finale jest mniej ważne, to co się liczy to występ w nim Milanu. A co dalej zobaczymy.




tłumaczenie: dezali



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone