STEPHAN EL SHAARAWY DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Mówi mu to pół żartem, pół serio. Być może bardziej serio: "Lud egipski błaga, by został pan królem strzelców włoskiej ligi". Stephan uśmiecha się z zażenowaniem i nie wie, co odpowiedzieć na prośbę całego narodu. Egipt to jego druga ojczyzna, którą widzi każdego dnia w oczach i duszy swego ojca Sabriego. Ale również w nazwisku: El Shaarawy. To znaczy "ten, który tworzy poezję". W jego przypadku - na boisku. Choć zna jedynie kilka egipskich słów i nie rozumie arabskiego pisma, Stephan czuje się bardzo związany z ojcowskimi korzeniami i po raz pierwszy zgodził się udzielić wywiadu dla egipskich środków przekazu.

Błękitny Faraon. Odrobina Egiptu przeniosła się dla niego do Milanello: Mohsen Lamlom, wysłannik Al-Ahram, ma misję zrozumieć, wyjaśnić i opowiedzieć o życiu Stephana w Mediolanie i w Milanie. O jego związkach z Egiptem. O jego zwyczajach. Savona wydaje się być ledwie szczegółem: odnosi się wrażenie, że El Shaarawy postrzegany jest jako chłopak z Kairu. Stephan ma tylko dwa warunki: nie rozmawiamy o polityce i religii. Lamlom, któremu w roli tłumacza towarzyszy Ibrahim Mahmoud, wręcza prezent: posążek Ramzesa II. "A big pharaoh like you..." Wielki faraon, tak jak ty, Stephan. Stawia go koło siebie: jeden tworzył historię Egiptu, drugi ma nadzieję tworzyć historię Milanu. Nie zapominając o swych korzeniach: "Ostatni raz byłem w Egipcie dwa lata temu. To były piękne wakacje. Odwiedziłem wszystkich krewnych. Mój tata jest moim pośrednikiem i codziennie odbiera wiele gratulacji dla mnie. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się tam wrócić". Ale jest coś, co dręczy egipski świat sportu: fakt, że Stephan nie zagrał nigdy w ich reprezentacji. "Prawdę mówiąc, podobałaby mi się możliwość zagrania w ich reprezentacji - odpowiada - ale przebijałem się przez kolejne szczeble w barwach azzurrich począwszy od Under 15 i chciałem dalej iść tą drogą".

Ręce precz od Mario. Reprezentacja zamyka rozdział poświęcony Egiptowi, ciekawość wysłannika "Al-Ahram" została w dużej mierze zaspokojona. Stephan rzuca okiem na Ramzesa II i prawdopodobnie myśli sobie, że "inny" Faraon, ten z krwi i kości, nadal może mieć sporo do powiedzenia w tym sezonie ligowym. Zbliża się ognisty tryptyk, naważniejszy w jego karierze, i Stephan chce być gotowy. Wie, że zwolnił trochę pod bramką, ale wie również, że zawsze dawał z siebie wszystko - aż do ostatniej kalorii. Jest pogodnym chłopakiem. Zachmurza się tylko wtedy, kiedy przypomina mu się nagłe zejście z boiska w Palermo, a także kiedy słyszy gadanie o niekompatybilności z Balotellim. Nie ruszajcie Mario, proszę. Jeśli chodzi o resztę, nie ma żadnego problemu.

El Shaarawy, nie ma problemu również z pomysłem, że Berlusconi mógłby pojawić się w Milanello i ściąć panu grzebień? Umowa była taka, że pan nie przestanie strzelać...
"Ale ja się nie boję nożyczek prezydenta (śmiech). Liczy się wygrywanie, a nie to, kto trafia do siatki. Jestem pewien, że Berlusconi i tak jest zadowolony, więc nie sądzę, by coś mi groziło..."

Cóż, teraz całą uwagę pochłania Balotelli.
"No tak. Mario przybył we właściwym momencie, bo zacząłem mniej strzelać. To było bardzo pomocne".

Wydaje się, że żyjecie praktycznie w symbiozie.
"Narodziło się coś pięknego: na boisku i poza nim. Powstała wielka przyjaźń, piękne relacje i bardzo się z tego cieszę".

Niektórzy twiedzą, że jest obrażalski.
"Nic bardziej mylnego. Potrafił się natychmiast wprowadzić do grupy, bo ma nie tylko wielkie umiejętności techniczne, ale jest też złotym chłopakiem. Związał się ze wszystkimi, a to nie musi być tak oczywiste jak się wydaje: nie zawsze wracający po zagranicznej przygodzie aklimatyzuje się tak łatwo i szybko. Przed przyjściem do Milanu nie znałem go zbyt dobrze: spotkaliśmy się tylko raz w reprezentacji. Dla mnie była to miła niespodzianka".

Co odpowie pan tym, zdaniem których przy Balotellim spisuje się pan słabiej?
"To krytyka pozbawiona podstaw. Rozumiemy się znakomicie. W każdym meczu, jaki graliśmy, udało nam się zrobić razem coś dobrego. Czy to gol, czy to asysta. Wydaje mi się, że najlepszym przykładem są występy w reprezentacji".

Czy można powiedzieć, że wraz z przybyciem Mario zmodyfikował pan, choć częściowo, swój sposób gry?
"Nie wydaje mi się. Ja robię to co zawsze. I wydaje mi się, że nadal mam swoje okazje. A to, że nie strzelam już goli, wynika tylko z faktu, że pod bramką pojawiam się mniej błyskotliwy. Mario jest tylko kolegą, który ułatwia mi sprawy. Jest kimś, kto bierze udział w grze, ułatwiając współpracę ze skrzydłowymi".

Określił się pan jako mniej błyskotliwego pod bramką: innymi słowy jest pan zmęczony?
"Zmęczony? Jakże mógłbym być zmęczony? Mam dopiero 20 lat..."

Tak już lepiej, tym bardziej, że zbliża się ognisty cykl. Jak wyjdzie z niego Milan?
"Celem jest oczywiście drugie miejsce, ale ten wyścig jest pracochłonny. Musimy wystrzegać się błędów, angażować się i być do dyspozycji, bo wciąż wszystko się może zdarzyć. Możemy znaleźć się na drugim miejscu, ale również na piątym".

Idziecie niemal idealnie.
"Po wymianie niemal całej drużyny trzeba było odnaleźć równowagę. Teraz wrócił dawny Milan i jestem szcześliwy, że w nim gram. Ewentualni pretendenci mnie nie interesują, również ci zagraniczni".

Gdyby został pan - jak życzą sobie w Egipcie - królem strzelców rozgrywek, Milanowi byłoby łatwiej o drugie miejsce.
"Cóż, Cavani jest daleko. Cieszę się już z samego faktu, że jestem drugi. To dobre osiągniecie".

Co się wydarzyło między panem a Allegrim podczas Milan - Palermo?
"Nie miałem pretensji do trenera, tylko do samego siebie, bo nie zagrałem na miarę swoich możliwości. Dlatego postanowiłem pójść prosto do szatni i nie siadać na ławce. To nie ma związku z Allegrim, z którym łączą mnie szczególnie mocne więzi. Zawsze we mnie wierzył, również w zeszłym sezonie".

Jak się ma lewe kolano?
"Bardzo dobrze, nie ma już problemów. Również dlatego, że w Milanello dbamy o nie ze szczególną uwagą".

Lepiej byłoby jednak unikać układania się do snu na półkach bagażowych w pociągach...
(śmiech) "Chciałbym sprecyzować, że pociąg stał, a my weszliśmy tam tylko na czas robienia zdjęcia. W każdym razie, nie zrobiłbym tego ponownie..."

W końcu nie są to pozy godne Faraona.



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone