STEPHAN EL SHAARAWY DLA LA REPUBBLICA


El Shaarawy, leci pan na Puchar Konfederacji z dodatkową myślą: rzekome negocjacje w sprawie sprzedania pana do Manchesteru City.
"Nie sądzę, bym odszedł. Jeśli to prawda, że City mnie chce, to jestem zaszczycony. Jednak chcę zostać w wielkim klubie, w którym czuję się dobrze i z którym jestem związany".

Od niezastąpionego pupilka Berlusconiego, który dla pana dyskutował z Allegrim, do piłkarza na sprzedaż w zaledwie trzy miesiące: jak to możliwe?
"Zawsze czułem całkowite zaufanie ze strony wszystkich: klubu, Allegriego, który mnie promował i dopingował, a także kolegów. Nawet kiedy strzelałem mniej niż wcześniej, wszyscy przyznawali, że wykonuję bardzo ważna pracę. Również im zawdzięczam to, że jestem w reprezentacji".

Wieczór w Pradze na pewno nie był tym z kategorii godnych zapamiętania.
"Byliśmy mało błyskotliwi, ale punkt przybliża nas do Mundialu. W Pucharze Konfederacji pójdzie nam lepiej, jestem tego pewien".

Kiedy mistrzowie świata Lippiego grali w Pucharze Konfederacji w RPA, pan był...
"Na wakacjach nad morzem w rodzinnej Savonie. Miałem 16 lat i właśnie zakończyłem swój pierwszy sezon w Primaverze Genoy".

Czy pan, w połowie Egipcjanin, oglądał porażkę Włoch z Egiptem?
"Żartuje pan? Ja oglądałem wszystkie mecze reprezentacji, więc i ten widziałem. Oglądałem go w domu z moim bratem Manuelem, mamą Lucią i tatą Sabrym. Byłem neutralny. Na pewno nie spodziewałem się, że cztery lata później sam zagram w Pucharze Konfederacji".

Cudowne dziecko, które nie marzyło o sukcesie?
"Cóż, na pewno nie tak wcześnie. Ten sezon był fantastyczny i zaskoczył również mnie".

Dlaczego zaskoczył?
"Bo wiedziałem, że potrzebuję regularnej gry. Nie spodziewałem się jednak aż tylu goli, pozostawania tak długo w czołówce najskuteczniejszych, znalezienia się w reprezentacji i strzelenia pierwszego gola takiej drużynie jak Francja: to było jedno z największych przeżyć".

A inne?
"Debiut w reprezentacji, pierwszy gol w Serie A i pierwszy gol w Lidze Mistrzów: z Zenitem w Sankt Petersburgu - również dlatego, że padł w trudnym dla Milanu momencie".

Zagranie między nogami i slalom między trzema rywalami. UEFA umieściła tego gola wśród najpiękniejszych w całej edycji Ligi Mistrzów. Poczuł się pan naznaczony przez przeznaczanie?
"Czułem się szczęśliwy. Naprawdę cieszę się z tego, co mi się zdarza. Wakacje będą w tym roku krótsze, a byłyby jeszcze krótsze, gdybym pojechał na finały mistrzostw Europy z reprezentacją do lat 21, która spisuje się wspaniale i której kibicuję. Ale przydarza mi się coś pięknego. Poza tym w reprezentacji świetnie się bawisz. Futbol to zabawa, to pasja".

Rozpoczęta w spacerówce.
"Pierwszy mecz oglądałem na rękach u mamy. Tak, zabrali mnie na stadion w spacerówce. Nie wiem, jaki to był mecz, ale na pewno Genoy, której są zapalonymi kibicami".

Pan jednak wolał gry wideo.
"W wieży pomiędzy Gradinata Nord a Distinti był salon gier. Podczas meczów szedłem za innymi dziećmi i za moim bratem Manuelem, który jest o pięć lat starszy, i patrzyłem jak gra. Nie wyobrażałem sobie nawet, że któregoś dnia sam będę w grach komputerowych".

Potem było klasycznie: najpierw został pan chłopcem do podawania piłek.
"I wydawało się, że to jest meta. Kiedy miałem osiem lat i jeszcze grałem w Legino - drużynie z Savony - mój tata mówił: 'Kto wie, czy któregoś dnia nie będziesz chłopcem do podawania piłek w Genoi'. Ja też do tego aspirowałem".

Rzeczywistość przerosła najśmielsze oczekiwania.
"Powiedziałbym, że tak, choć jest jedno 'ale', jakie zostało mnie i mojej rodzinie: nigdy nie zagrałem w barwach Genoy na Marassi, choć debiutowałem w Serie A na wyjeździe jako 16-latek. Chciałbym, bo ten stadion daje ci szczególny ładunek. Teraz jestem tu, w reprezentacji z Pirlo i Buffonem, ale to pozostaje rzeczą, której mi zabrakło".

A propos Pirlo i Buffona. Jesteście na przeciwnych biegunach pod względem wieku w reprezentacji.
"W 2006, kiedy oni wygrywali mistrzostwo świata, ja oglądałem ich mecze z przyjaciółmi w jakimś lokalu czy na plaży. Potem chodziliśmy świętować na Piazza Mameli, machaliśmy flagami i trąbiliśmy klaksonami skuterów. Ależ to było piękne lato! Ale ja już wtedy znałem błękitną koszulkę".

To nie to samo.
"Nie, ale już wtedy przyprawiała mnie o dreszcze. To dla mnie powód do dumy, że grałem we wszystkich reprezentacjach od Under 15 wzwyż. Jestem dumny z tego, że całą drogę przebyłem w niecałe pięć lat. Brakowało mi pierwszej reprezentacji i trafiłem do niej jako 19-latek. Przewidział to Antonio Rocca - jeden z moich pierwszych selekcjonerów - któremu muszę podziękować".

Co panu powiedział?
"Że szybko odniosę sukces. Podczas turnieju na Ukrainie, gdzie strzeliłem dwa gole w półfinale i finale, powiedział: 'Bez obaw, za półtora roku będziesz w Under 21'. Miałem 16 lat i wielu idoli do naśladowania".

Również Włochów?
"Del Piero, Totti, Inzaghi. Ale tak naprawdę moimi idolami zawsze byli Kaká i Ronaldinho".

Wszystko zdaje się być piękne, ale nie obawiał się pan, że straci miejsce w reprezentacji po świetnym debiucie i pochwałach Prandellego?
"Nie. W drugiej części sezonu nie przechodziłem być może najlepszego okresu, ale tylko dlatego, że przy wykończeniu nie miałem takiej trzeźwości jak wcześniej".

Praktycznie przestał pan strzelać, kiedy przybył Balotelli.
"To nie ma z tym nic wspólnego. Wręcz przeciwnie, on mi ułatwia sprawy. Wymienialiśmy się asystami i okazjami bramkowymi. Zrozumienie było i jest: na boisku i poza nim".

Gol, który nie pada, staje się dla napastnika obsesją.
"Przyzwyczaiłem siebie i ludzi do dobrego. Strzeliłem 19 goli i myślę, że to całkiem nieźle. Oczywiście, muszę się poprawić".

W czym?
"Taktycznie. Muszę grać więcej na środku boiska. Teraz, po tylu meczach, kiedy startuje szeroko lewą stroną, rywale wiedzą, czego się spodziewać. Muszę sprawiać, by podawano mi piłkę w stronę bramki i bardziej współpracować ze środkowym napastnikiem. Poza tym nie strzeliłem jeszcze gola głową. Muszę tego dokonać".

Spodziewa się pan pomocy w postaci podań od Pirlo?
"Z nim, De Rossim i Montolivo wszystko wychodzi naturalnie i jest sporo zabawy. Jest śmiech i żarty, a atmosfera jest bardzo wyluzowana. Treningi są niemal tylko z piłką, a to moja pasja. Od dziecka zawsze miałem w rękach piłkę".

W zatłoczonej Ligurii, w ogrodach pomiędzy ławeczkami: czy to tam narodził się slalomowiec El Shaarawy?
"Nie sądzę. Jeśli coś pomogło mi rozwinąć pewne charakterystyki, to mógł to być bilard, który jest moim ulubionym hobby: zawsze jestem precyzyjny przy trajektoriach. Wygrałem turniej regionalny i po zakończeniu kariery mógłbym o tym pomyśleć".

W czym czuje się pan liguryjski?
"Jestem skryty, dość nieśmiały, prostolinijny, spokojny".

A w czym jest pan egipski?
"W więziach z korzeniami mojego ojca. Kiedy mamy czas, jedziemy odwiedzić krewnych w jego rodzinnej Tancie. Rozwinąłem wielkie poczucie przyjaźni".

Altruizm może być ograniczeniem: mówią, że napastnik powinien być egoistą.
"Myślę, że jestem szczodry, otwarty na innych i dyspozycyjny poza boiskiem. Jeśli to nawiązanie do moich relacji z Balotellim, to pomagamy sobie wzajemnie i jesteśmy prawdziwymi przyjaciółmi. To, co mówią i piszą, to zwykłe bzdury".

W Pradze Balotelli zostawił drużynę w dziesiątkę.
"Myślę, że Mario chce po prostu, aby nie oceniać go a priori za inne rzeczy, które nie są związane z piłką".

Oskarżenia ze strony skruszonego członka camorry?
"Jeśli ktoś myśli, że Mario mógł sprzedawać narkotyki - nawet dla żartu - to znaczy, że nie ma pojęcia, jaki on jest. Okazał się bardzo sympatycznym chłopakiem, a w Milanie znalazł wewnętrzną równowagę".

Kibice reprezentacji oczekują po waszej dwójce bardzo wiele w Brazylii.
"Na razie delektuję się szczególnymi odczuciami, jakie daje mi ten wyjazd. Nigdy nie byłem w Brazylii. Teraz mam szczęście jechać tam w młodym wieku z reprezentacją. Mam nadzieję, że będę mógł spisać się dobrze podczas Pucharu Konfederacji i liczę na to, że Prandelli da mi szansę. Samo myślenie o tym jest emocjonujące: bawiłem się oglądając sztuczki w wykonaniu Ronaldinho, a teraz mogę zagrać tu, w jego kraju, gdzie futbol jest religią. To spełnienie marzeń. Wiele razy zasypiałem marząc, że jestem Ronaldinho. Wieczorami w pokoju próbowałem jego dziwnych zagrań i nie mogłem zasnąć, dopóki mi też nie wychodziły".

A co z Kaką?
"On również był moim idolem. Porównywałem się do niego od najmłodszych lat. Pod względem progresji w biegu, a także ze względu na to, że wydawał mi się podobny jako osoba: uśmiechnięty, prostoduszny, pokorny. Kiedy go poznałem, okazał się być dokładnie taki, jakim go sobie wyobrażałem. Dał mi swoją koszulkę z uśmiechem".

Sbravati, który sprowadzał pana do Genoy, twierdzi, że miał pan taki bieg z piłką jak Kaká.
"Któregoś dnia, w wieku 12-13 lat, postanowił zmierzyć mi czas. Odkryliśmy, że byłem szybszy z piłką niż bez piłki. Rozwój tej cechy przyniósł mi szczęście".

Miesiąc temu zyskał pan certyfikację nadawaną dzisiejszym piłkarzom: jest pan na okładce jednej z oficjalnej gier na PlayStation.
"Z Balem i Lewandowskim. A także z Messim, chociaż nie było go podczas sesji fotograficznej. Zawieźli nas do hangaru na pustynnej scenerii za Walencją. To była wielka satysfakcja, a na PlayStation nadal gram - przede wszystkim z Antoninim. I lubię wybierać samego siebie".

A nie Neymara, nową gwiazdę Barcelony?
"Jego rozgryzam nie na PlayStation, lecz na wideo, a kiedy mogę, również na żywo. Jak choćby w Genewie podczas sparingu z Brazylią. Takie konfrontacje zawsze uczą".

Czego przede wszystkim nauczył się pan w tym wspaniałym sezonie, w którym się pan wybił?
"Nauczyłem się wiele, jako piłkarz i jako człowiek. Od wielkich mistrzów brałem wszystkiego po trochu: jak radzić sobie z plotkami, choć jako skryta osoba wolałbym tego unikać. Chciałbym, aby mówiono o mnie w związku z tym, co robię na boisku. Najwięcej rozmawiałem z Allegrim i on udzielił mi wielu rad, zwłaszcza na temat tego, jak prowadzić się poza boiskiem".

Jego potwierdzenie nie było proste.
"Bardzo wiele mu zawdzięczam. Obdarzył mnie zaufaniem i postawił na mnie".

Prandelli widzi pana w duecie z Balotellim, a Berlusconi chce Milanu z trequartistą: nie obawia się pan, że będzie musiał nauczyć się grać jako cofnięty napastnik?
"Dla naszego selekcjonera ważną cechą jest eklektyzm. Mogę grać na wielu pozycjach, ostatecznie również jako wysunięty napastnik. Ale muszę przyzwyczaić się do tego, by lepiej ustawiać swoje ciało w stronę bramki. Myślę, że to kwestia czasu".

Plusem dla reprezentacji jest to, że Milan stanie się coraz bardziej włoskim, jeśli przybędą Poli i Diamanti.
"Na szczęście. Również w Serie B jest w kim wybierać".

Sport dla młodych to motto nowej minister - Josefy Idem.
"Kończyłem liceum sportowe, więc sport w szkole mam w sercu. Minister, która sama uprawiała sport na najwyższym poziomie, może dać młodym nowe punkty odniesienia".

Był też inny ważny punkt odniesienia: po wyroku w Busto Arsizio (od półtora do dwóch miesięcy więzienia dla sześciu winnych - przyp. red.) Milan jest w jeszcze większym stopniu symbolem walki z rasizmem.
"Jestem z tego dumny. Rasizm jest niepojęty: należy zwalczać go tak długo, aż zostanie wyeliminowany. Nie chcę już widzieć moich kolegów i innych graczy upokarzanych i zawiedzionych zachowaniami osób bez mózgu i serca".

Czy nowe, srogie sankcje wystarczą?
"Kiedy schodziliśmy z boiska w Busto, chcieliśmy dać mocny sygnał, ale nie wystarczyło. Za każdym razem, kiedy słyszy się rasistowskie obelgi, trzeba - jeśli jest to konieczne - zejść z boiska i przerwać mecz".

Wieloetniczna reprezentacja pomaga.
"To kolejny mocny sygnał nowoczesnego kraju, że piłkarze o obcych nazwiskach i różnym kolorze skóry tworzą tę samą reprezentację narodową. Trzech czy czterech z nas już weszło do kadry, a będą kolejni".

Symbolem wieloetnicznych Włoch jest duet Balotelli - El Shaarawy.
"Niezależnie od tego musimy się dobrze spisywać. Zbliża się Mundial, który jest marzeniem każdego piłkarza. Dla mnie szczególnie, to zawsze było moje marzenie. Jestem przesądny, mam mnóstwo rytuałów, ale ich nie zdradzę, bo w przeciwnym razie jakie by to były przesądy?"

Jak dotąd marzenia się spełniały. Wie pan, że jest wzorem dla wielu chłopców?
"To piękna odpowiedzialność. Jednak, nie neguję tego, iż podoba mi się to, że chłopcy biorą ze mnie przykład. Docierało to do mnie stopniowo: widziałem to po komplementach, profilach fanowskich na Facebooku i naturalnie po ilości chłopców mający taką fryzurę jak ja. Czuję się zobowiązany do utrzymywania określonego sposobu zachowania. Muszę więc być taki, jaki byłem zanim zostałem sławny. Pozostanie prostym jest najlepszym przykładem, jaki można dać".



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone