STEPHAN EL SHAARAWY DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Wyraz twarzy ma taki jak grzebień: bezczelny. "Ale czemu wszyscy czepiacie się mojego grzebienia?" Wysoki grzebień Stephanowi El Shaarawy'emu wybacza na razie również trener Massimiliano Allegri i z zadowoleniem potwierdza postępy chłopca, na którego woła Stefano, bo ma zwyczaj italianizacji wszystkich imion. Nazwiska młodego napastnika Milanu nie da się jednak zastąpić. A jest romantyczne: oznacza tego, który pisze wiersze. Kto wie, czy El Shaarawy nie będzie w przyszłości poetą goli.

Stephan, podoba się panu pański trener?
"Podoba. Daje mi miejsce i mówi, że muszę się rozwijać. Tak powinno być. Rok temu mówiło się, że mi nie ufa, a ostatecznie rozegrałem 28 meczów".

Jest pan zadowolony?
"Zadowolony z okazji, jakie miałem. Mogłem strzelić więcej niż te cztery gole, ale i tak jest dobrze. Oczywiście muszę dojrzeć - wiem o tym i nie robię afery. Staram się pracować tyle, ile to jest możliwe".

W tym sezonie na pewno będzie miał pan więcej miejsca, bo odeszło wielu graczy.
"Straciliśmy na jakości wraz z odejściem Ibry i Thiago, jednak będzie więcej możliwości i większa odpowiedzialność dla wszystkich. Jest coś do skonstruowania. Jestem optymistą".

Będzie panu brakowało Ibry? Na boisku wciąż pana strofował.
"Tak, wiem. On nigdy nie chce, aby ktoś popełnił błąd i czasem był dość surowy, ale wiem, że robił to w dobrej wierze, aby mnie zmotywować i sprawić, żebym utrzymał napięcie. Poza tym robił tak ze wszystkimi, nie tylko ze mną".

Dokładnie.
"Powiedzmy, że był wszechobecny: na boisku i w szatni..."

Teraz nikt już pana nie przywołuje do porządku?
"Tutaj nie chcą przegrać nawet gierki treningowej. To codzienna walka".

Lepiej trenujcie ciężko, bo sezon będzie trudny. Dacie radę bez Zlatana?
"Wygraliśmy wiele meczów także bez Ibrahimovica. Zespół jest, nie jesteśmy kiepscy".

Gdyby przyszedł Kaká, czułby się pan spokojniejszy?
"Chciałbym się od niego uczyć, poznać go, bo myślę, że to wspaniała osoba. I naturalnie niesamowity piłkarz".

Pan jest wciąż fanem Kaki i nadal nastolatkiem. Jak się pan odnalazł w dość wiekowej drużynie?
"Trudniej było w Padovie, bo trafiłem tam prosto z Primavery. Teraz oswoiłem się już z wszystkimi, zwłaszcza że w Milanello wszyscy pomagali mi od samego początku. Kiedy stałem w kącie, podchodzili do mnie i sprawiali, że czułem się jak u siebie".

Żarty pod adresem świeżaka?
"Nie, nie było żadnych otrzęsin".

Nawet za grzebień?
"Nawet. Ibra się odgrażał, ale nigdy nie wziął do ręki nożyczek ani brzytwy. Cassano też nie".

Z kim czuje się pan dobrze na boisku?
"Z Cassano. Z drugiej strony kto nie czułby się dobrze z Antonio, który zawsze wykłada ci piłkę przed bramkę. I z Robinho: technicznie jest najsilniejszy. Psuje trochę pod bramką, ale jest fenomenalny".

Pan ma egipskie nazwisko, ale mówi, że czuje się Włochem.
"Tu się urodziłem i wychowałem. Moja matka jest Włoszką, a ojciec Egipcjaninem, ale nigdy nie narzucał mi swojej kultury i pozwolił wybrać samodzielnie".

To dotyczy między innymi włoskiej reprezentacji.
"Tak, kontaktowali się ze mną z Egiptu, ale grałem we włoskich młodzieżówkach od 15. roku życia. Rozmawiałem o tym z tatą i zdecydowaliśmy, że będę kontynuował z Włochami".

Obchodzi pan ramadan?
"Nie".

A mówi po arabsku?
"Nie".

Był pan kiedyś w Egipcie?
"Jasne, kilka razy. Rodzina ojca mieszka niedaleko Kairu. Czuję się Włochem, ale odczuwam też swoje korzenie".

Co pan robi w wolnym czasie?
"Gram na Playstation z Antoninim".

Myślał pan kiedyś o tym, aby zapisać się na studia?
"Tak. Chciałbym studiować ekonomię jak mój brat, ale muszę to dobrze przemyśleć".

Podoba się panu pseudonim Mały Faraon?
"Oczywiście, że mi się podoba. Sam go wymyśliłem".

Czy gdyby strzelił pan dwa gole w finale Ligi Mistrzów, ściąłby pan grzebień?
"Wtedy moglibyśmy o tym porozmawiać".

A jeśli poprosi o to dziewczyna?
"Widzi pani, problem polega na tym, że dziewczynom grzebień bardzo się podoba. Tak więc zatrzymam go sobie".


tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone