NIGDY NIE MÓW NIGDY - ROZMOWA Z ROBERTO DONADONIM (Hat-trick nr. 12, 1997)

Roberto, czy możesz powiedzieć, ile w karierze zdobyłeś trofeów?
Czy muszę wyliczać dokładnie?

Możesz spróbować.
Wyliczę tylko główne osiągnięcia: pięć mistrzostw Italii, trzy Puchary Europy mistrzów krajowych, dwa lub trzy interkontynentalne, nie pamiętam dokładnie. Chociaż zaraz - dwa, dokładnie dwa. Do tego dochodzi także wiele innych sukcesów.

Twoje przyjście jakby zaprzecza ostatnio przybranej polityce Milanu, który postawił na odmłodzenie zespołu.
Dlaczego zaprzecza? Milan dokonał wielu bardzo poważnych zakupów i to jest fakt niezaprzeczalny. Już jest bardzo odmieniony. Jeżeli trenerzy pomyśleli o tym, aby mnie ponownie sprowadzić to tylko dlatego, że czują, iż jestem tu przydatny, że istnieje potrzeba przyłączenia do tej nowej grupy ludzi kogoś z doświadczeniem, kto dobrze zna realia klubu, tutejszy klimat, trenera, sposób pracy.

Czy spotkałeś na przestrzeni ostatniego roku Sacchiego?
W zeszłym roku, kiedy przyjechałem do Włoch. Zajrzałem także do Milanello i tam właśnie się spotkaliśmy. Rozmawialiśmy bardzo krótko na raczej ogólne tematy. Potem już nie mieliśmy żadnego kontaktu.

Cóż, ten trener już jest w tej chwili całkowicie na aucie.
Według mnie to dobrze. Nie dlatego, że pomiędzy nami występuje wiele różnic, ale dlatego, że ten czas pomoże otrząsnąć się jemu z niepowodzeń, odzyskać entuzjazm do pracy.

Czy możesz powiedzieć, jakie były Twoje pierwsze wrażenia po powrocie do Milanello. Jak wyglądał Twój pierwszy trening, co czułeś?
W sumie nie ma wiele do opowiadania, bo miałem wrażenie, że nigdy stąd nie wyjechałem. Wszystko było takie jak dawniej, jak przed moim wyjazdem, zupełnie, jakbym wrócił z długich wakacji. Jedyna różnica to wiele nowych twarzy w szatni.

Wiele nowych twarzy, wiele narodowości i wiele problemów z porozumiewaniem się?
Tak, jest to problem, ale nie najważniejszy. Wiesz, dlaczego jest to problem? Ponieważ gdy w grupie jest wiele indywidualności i różnych języków istnieje ryzyko, że potworzą się małe grupki: np. Holender będzie trzymał się z Holendrem, Francuz z Francuzem, Włoch z Włochem.

A w tej sytuacji Niemiec zostaje sam?
Na przykład.

Roberto, jeśli mógłbyś z powrotem zatrudnić któregoś z Twoich kolegów z czasów wielkiego Milanu lat 80. i 90., na kogo byś postawił?
Zdecydowanie na Ancelottiego.

Dlaczego? W tym Milanie byłby w stanie pokierować wami na boisku?
Także i dlatego.

Wybierasz dzisiejszego trenera.
Tak, wiem, że jest trenerem i radzi sobie bardzo dobrze. Nawet bardzo, jeśli wziąć pod uwagę, że wykonuje ten zawód dopiero trzy lata. Jednak w najmniejszym stopniu nawet nie zaskakuje mnie to.

Czy podczas rocznego pobytu w Hiszpanii Capello zmienił się?
Capello jest zawsze ten sam.

W zeszłym roku próbował ściągnąć Ciebie do Madrytu.
Jego propozycja naprawdę mnie ucieszyła, byłem bardzo uradowany i mogę zapewnić, że naprawdę nie było łatwo zrezygnować z tego wyjazdu. Ale podjąć grę w Realu byłoby dla mnie sporym ryzykiem w tamtej chwili. Wybierając bowiem propozycję z Ameryki miałem pełen komfort gry, pewność, że nie spotka mnie żadna przykra niespodzianka. Czułem się zmęczony grą o najwyższe laury i potrzebowałem trochę odpocząć, odreagować stresy. Nie znaczy oczywiście, że nie przykładałem się do gry w USA, ale jednak ciężar gatunkowy spotkań był dużo mniejszy. Dlatego też odrzuciłem inne propozycje, m.in. z Anglii i Hiszpanii.

Kiedy w sierpniu prezydent Galliani zadzwonił do Ciebie, by złożyć Tobie życzenia urodzinowe - podejrzewałeś, że zamierza także złożyć Tobie propozycję gry?
Pamiętam jego słowa: "Nie wiem co ciebie tam trzyma, ale dlaczego nie wracasz do nas, bardzo na ciebie tu czekamy".

I co odpowiedziałeś?
Cóż, nie grałem z nim w ping-ponga. Mogłem jedynie odpowiedzieć: jestem tutaj, ale zawsze możecie na mnie liczyć. Jeśli chcecie - wracam nawet zaraz. Nie trzeba było więcej mówić czy wyjaśniać.

Powróćmy do Capello i słabej gry Milanu.
Według mnie problem słabej gry Milanu analizuje bardzo dobrze. Przede wszystkim rozumie, że drużynę trzeba podbudować na płaszczyźnie nie tylko sportowej, ale przede wszystkim na psychologicznej.

Czy sprzedałeś swój dom w Stanach Zjednoczonych?
Za kilka dni to się stanie. Niestety moja żona - Cristina musi się tam zająć wszystkim sama.

Dlatego, że jej partner uciekł do Milanu, do swojej starej i niezapomnianej miłości?
On jest cały czas we mnie, nie muszę do niego uciekać.

Ale ucieczka jest pasją, która może nawet do końca do Ciebie nie pasuje: sprawiasz wrażenie chłodnego, racjonalnego człowieka.
Wiem, na swój sposób, co to znaczy pasja. Zawsze z entuzjazmem odnoszę się do ludzi, ich spraw i futbolu. Tylko w jednym momencie w życiu tego entuzjazmu mi brakowało i był to okres moich osobistych problemów.

Wierzysz w to, że Milan powróci do formy z początku lat 90.?
To będzie trudne. Znaleźć dziesięciu, piętnastu wielkich piłkarzy, razem ich utrzymać i zgrać przez 10 lat to było wielkim darem szczęścia.

Tylko szczęścia?
Szczęścia oraz nadzwyczajnych zdolności tych ludzi, którzy tworzyli Milan. Milan, który wygrywał.

 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone