Alessandro Costacurta dla ‘Forza Milan!’

Niezapomniane chwile z Milanem, małżeństwo z Martiną, ojcostwo (w październiku urodzi się Achilles), wreszcie Puchar Mistrzów i scudetto w zdobyciu których odegrał niepoślednią rolę: - Nigdy nie byłem tak mile widziany, nie tylko przez kibiców. Jestem szczęśliwym człowiekiem i pilkarzem.

Przenieśmy się dwa lata wstecz. Billy siedział wówczas wygodnie w fotelu oddając się lekturze prasy, jego telefon milczał jak zaklęty. Chcieliśmy przerwać tą ciszę, zapytać o jego plany na przyszłość. Przyjaciele nie mogli uwierzyć, że jego niekończąca się przygoda z Milanem dobiegła właśnie końca i to właśnie w taki sposób. Bez choćby pożegnalnego uściśnięcia dłoni. Cierpiał, nie brakowało przy tym racjonalności w jego słowach: - Taka właśnie jest piłka. Cele i potrzeby ulegają zmianie.

Dziennikarze widzą go w Parmie, gdzie ściągnąć go chciał Sacchi, bądź też w Bolonii, gdzie z otwartymi ramionami przyjąłby go Guidolin. Billy przytakuje i wspomina...
Jedyne poważne propozycje umiejscowione były w Londynie i Nowym Jorku, tak z punktu widzenia kariery piłkarskiej, jak i życia osobistego. Wenger dał mi do zrozumienia, że chciałby sprowadzić mnie do Arsenalu, z kolei do Stanów Zjednoczonych chciałem wyjechać ja sam. By grać w Metrostars i jednocześnie podjąć studia.

Wydawało się, że już niemal przeniosłeś się do Nowego Jorku, praktycznie znalazłeś tam już dom, ten sam, który przez pewien czas zamieszkiwał Brad Pitt. Przyjaciele życzyli Ci dużo szczęścia, dodając, że być może poszczęści Ci się na polu aktorskim... Tymczasem dwa lata później wciąż znajdujemy się w Forte dei Marmi i gaworzymy sobie w wolnej chwili pomiędzy jednym treningiem a drugim.
W tym czasie przeżyłem dwa cudowne sezony, najpiękniejsze ze wszystkich, gdyż moje stosunku z klubem, kolegami z zespołu i kibicami nigdy nie były tak doskonałe. W szczególności właśnie z nimi, kibicami. Powstała między nami zupełnie nowa więź, jeszcze nigdy nie życzyli mi tak dobrze.

Tymczasem przed trzema laty stwierdziłeś, że ówczesny Milan jest silniejszy od tego Sacchiego wzniecając wielką dyskusję.
Przypadkiem nie zrodziła się ona między nami dwojgiem? Wydawało mi się wówczas, że tamten zespół prezentował większe umiejętności techniczne, grał bardziej elegancki futbol niż zespół Sacchiego, sukcesy zaś przyszły nieco później. Muszę jednak dodać teraz jedną rzecz: Milan Sacchiego nigdy nie doznałby porażki takiej jak 0:4 z Lazio w Pucharze Włoch i 0:4 z Deportivo w Lidze Mistrzów.

Dlaczego tak twierdzisz? Galliani uważa, że w takim wypadku należy szukać przyczyn porażek.
Niewątpliwie pewne pokłady naszej psychiki pozostają niezbadane. Podtrzymuję, że te wyniki były przede wszystkim pochodną stanu naszych umysłów. Zdarzają się i zawsze będą zdarzać się spotkania, do których nie będziemy w stanie przygotować się należycie, mimo iż zostaliśmy nauczeni, że w takich przypadkach wina leży bardziej w aspekcie technicznym niż taktycznym. To oczywiste, że kiedy nie znajdujemy się w optymalnej dyspozycji fizycznej, nie jesteśmy w stanie uniknąć pewnych wpadek. Zdajemy sobie sprawę z tego, że prezentujemy ładny dla oka futbol, czasem gramy wręcz przepięknie. Muszę przyznać, że nigdy nie grałem w zespole grającym tak pięknie w piłkę. Czasami jednak do zwycięstwa potrzebne są inne przymioty.

Takie słowa nie dziwią, gdy padają z Twoich czy Maldiniego ust. Wydaje się, że ostatnio do tego grona dołączył także Gattuso. Odnoszę wrażenie, że Milan i przede wszystkim Ancelotti nie pogodziłyby się z odejściem jednego z was.
To prawda, mimo iż różni nas wiek i sytuacja w jakiej się znajdujemy. Muszę szczerze wyznać, że klub w ostatnich dwóch latach zachowywał się w odniesieniu do mnie wspaniale. Okazywał jak wiele dla niego znaczę, ofertę przedłużenia kontraktu otrzymałem sześć miesięcy przed jego wygaśnięciem. Być może działo się tak również dlatego, że zespół spisywał się znakomicie, a ja dorównywałem kroku młodszym od siebie.

Właśnie ten temat chciałem poruszyć. Udało Ci się wywalczyć miejsce w zespole. Jak to osiągnąłeś?
Po części wpływ na to miało moje życie prywatne i sposób w jaki postrzegam pojęcie profesjonalizmu. To zrozumiałe, że potrafiłem odnaleźć się w tak świetniej kadrze jaką dysponowaliśmy. Nikt nie dostaje miejsca w zespole za darmo, dotyczy to także mojej osoby, tym bardziej w zespole takim jak nasz. Jesteś wystawiany do składu na podstawie tego, co prezentujesz na boisku, na treningach, podczas spotkań.

Myślisz o tym co będziesz robił po zawieszeniu butów na kołku? Jak widzisz swoją przyszłość?
Widzę ją w Milanie, co do tego nie mam wątpliwości. Nie można jednak z tego powodu zwalniać Braidy, czy Ramaccioniego. Kiedyś było tak, że byli piłkarze automatycznie przechodzili do pracy w jednym-dwóch stworzonych dla nich strukturach: pracowali z pierwszym zespołem, bądź też z którąś z grup młodzieżowych. Teraz mamy jeszcze Milan Lab, który jest zupełnie nową, nowoczesną inicjatywą. Do tego dział marketingu, sprzedaży, Fundacja Milan. Podsumowując istnieje wiele możliwości, z każdą zaś wiążą się inne perspektywy.

Wróćmy do piłki. Co możesz powiedzieć o niepowodzeniu Azzurrich na Mistrzostwach Europy.
Uważam, że w reprezentacji, za każdym razem, a w szczególności w tego typu turniejach powinni grać ci, którzy znajdują się w danym okresie w najlepszej formie. Przyznaję, że zespół należy budować wokół określonego szkieletu, wydaje mi się jednak, ze niektórzy piłkarze po 45 minutach meczu z Danią nadawali się do zmiany. Inne zespoły, jak choćby Portugalia, zdecydowały się na roszady. Wydaje mi się, że piłkarze pokroju Cassano, Gattuso i Pirlo nie powinni ani przez minutę siedzieć na ławce rezerwowych. Nie wymienię nazwisk tych, którzy powinni ustąpić im miejsca, ale to właśnie postawa w trakcie sezonu powinna decydować o tym, komu należy się miejsce w reprezentacji. Nie może mieć miejsce taka sytuacja, gdy 4-5 piłkarzy zostało powołanych do kadry, mimo iż w trakcie sezonu pokazali, że znajdują się w słabej formie.

Te mistrzostwa odkryły kilka młodych gwiazd. Gra którego piłkarza przypadła Ci do gustu?
Wszystkich znałem dość dobrze jeszcze przed mistrzostwami. Bardzo podobała mi się gra Robbena, także Rooney'a, choć w przypadku tego drugiego można mieć pewne zastrzeżenia do postawy jaką prezentował. Z kolei jeśli chodzi o Milana Barosa moim zdaniem brakuje mu nieco ciągłości.

A jeśli chodzi o zespoły?
Portugalia wywarła na mnie największe wrażenie, gdyż z każdym spotkaniem nabierała rozpędu, grała coraz bardziej agresywnie. Ograniczała ją jednak gra formacji defensywnej: Carvalho dla przykładu nie powalił mnie swoją grą na kolana. Jest to jednak jeden z nielicznych zespołów dysponujących piłkarzami potrafiącymi przeważyć w pojedynkę losy meczów, mówię oczywiście o Cristiano Ronaldo i Figo.

Co mówili Ci koledzy z zespołu gdy odwiedziłeś ich w Portugalii?
Wszyscy wspominali, że w zespole panuje świetna atmosfera, w rozmowach pomiędzy nimi można było usłyszeć o tym, że stanowią zjednoczoną grupę ludzi. Nie jest mi trudno w to uwierzyć, gdyż wśród nich były zarówno osoby poważne, jak i takie, które były duszą towarzystwa. Niestety jednak inne czynniki spowodowały, że nie udało się nam osiągnąć zakładanego celu. Nie grali ci, którzy powinni grać. Trzeba jednak przyznać, że stopień organizacji panujący w reprezentacji był najwyższy i także ten fakt nie jest dla mnie zaskoczeniem, gdyż znam bardzo dobrze osoby odpowiedzialne za kwestie organizacyjne. Powiem tylko tyle, że jeśli w turnieju takim jak mistrzostwa świata, czy Europy nie osiągasz celu, winę możesz zwalić na każdego, jednak w tym przypadku największe 'zasługi' miał selekcjoner. Gdy dowodził nami Cesarone (C.Maldini - przyp. dez) odpadliśmy po serii rzutów karnych z późniejszymi mistrzami świata, a mimo to nie zostawiono na nas suchej nitki. Oczywiście, sędziowie nigdy nie sprzyjali Włochom, ale nie można z siedmiu spotkań rozegranych w Korei i Portugalii wygrać tylko te z Bułgarią i Ekwadorem.

Prawdą jest, że na wiosnę Trap wykonał kilka gestów w kierunku zachęcenia Cię do powrotu do reprezentacji?
Tak, ale miałem inne plany.. A do tego grałem już na dwóch mundialach i mistrzostwach Europy, za każdym razem byłem w pokoju z zawodnikiem, który nie grał. Zapewniam, że nie było im łatwo. Kiedy inni wychodzą na boisko pozostawało im oglądanie ich gry, kiedy zaś ci mieli wolne oni musieli trenować. W wieku 20 lat możesz zgodzić się na takie rozwiązanie, w wieku 38 nie.

Teraz z kolei pojawiają się sygnały ze strony Lippiego...
Jak na razie to tylko pogłoski. Myślę, że postawi jednak na Ciro Ferrarę. Zresztą nie jest łatwo być zarazem piłkarzem i asystentem trenera w reprezentacji. W przyszłości jednak z chęcią na taką propozycję bym przystał. Byłoby to wspaniałe doświadczenie.

2004 rok przyniósł wiele wspaniałych momentów w Twoim życiu: scudetto, małżeństwo, narodziny Achillesa, nowy dom.
Nie ma co do tego wątpliwości. W moim wieku wciąż osiągam sukcesy sportowe, a do tego cieszę się tak dużym szacunkiem ze strony kibiców i kolegów z zespołu, jakie nie zaznałem nigdy wcześniej. W życiu prywatnym doczekałem się owocu mojej miłości, spodziewam się syna. Achilles przyjdzie na świat w październiku.

Pozostaniesz na boisku aż do końca sezonu? Stwierdziłeś niedawno, że zastanawiasz się nad odejściem już w styczniu.
Nie, nie, pozostanę do samego końca, gdyż Galliani stwierdził, że byłby wręcz skłonny ojcować mojemu dziecku, bylebym tylko nadal grał. Wziąłem sobie do serca te słowa.

Dużo się mówi w perspektywie nowego sezonu o zwycięstwie w Lidze Mistrzów, a także - jednak już z większym dystansem - o ustrzeleniu dubletu LM - scudetto. Czy naprawdę tak trudno jest to osiągnąć?
Jestem przekonany, że gdybyśmy wygrali z Deportivo na San Siro zaledwie 2:1, nie ponieślibyśmy porażki w La Coruni, a co za tym idzie awansowalibyśmy do półfinału. Biorąc pod uwagę skład półfinalistów stać nas było na powtórzenie sukcesu sprzed roku. Zmęczenie? Powiem tak, po odpadnięciu z pucharów dopadł nas mały kryzys, przecież w przeciwnym wypadku poradzilibyśmy sobie z Empoli i Chievo. Na pewno spoglądając na naszą kadrą zdobycie obu trofeów równocześnie nie jest rzeczą niemożliwą. Przybycie Stama na pewno nam w tym pomoże.

A Dhorasoo?
To człowiek ze stajni Damianiego, mojego agenta, który od kilku lat opowiadał mi o nim. Śledziłem przez to jego poczynania. Czuje piłkę, potrafi grać ładnie dla oka, w jego grze nie brakuje stabilności, dobrze porusza się po boisku, jest szybki. To piłkarz, który może nam bardzo pomóc.

Jakie są Twoje marzenia transferowe? Maldini wspominał o Ronaldo...
Jeśli do połowy sierpnia dokonamy z Realem wymiany Ambrosini-Solari staniemy się zespołem nie do pokonania. Ale nie wydaje mi się, by Real na to przystał.

Nie wierzę...
Żartuję, jesteśmy bliskimi przyjaciółmi, dobrze o tym wiesz. Ambro musi zachować spokój i być przekonany, że jest w stanie przyprawić Ancelottiego o ból głowy. Tak jak czynią inni piłkarze rzadziej pojawiający się na boisku.



tłumaczenie: dezali



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone