KEVIN CONSTANT DLA TUTTOSPORT


Kevin Constant, 19 występów w lidze i pucharach: spodziewał się pan tego, kiedy w czerwcu przybywał tu, aby załatać dziurę po kontuzjowanym Muntarim?
"Szczerze mówiąc, kiedy dowiedziałem się o przejściu do Milanu, nie myślałem, że będę miał aż tyle okazji do gry. Wiedziałem jednak, że trener Allegri mnie ceni i że da mi szansę. Pracowałem więc sumiennie, aby pokazać, że mam umiejętności na miarę Milanu".

Allegri uwierzył w pana jako lewego obrońcę jeszcze wtedy, gdy zakładał pan koszulkę Genoy. Opowie nam pan, jak doszło do tej przemiany?
"Któregoś dnia podczas treningu do Pegli przybył mój agent Oscar Damiani i powiedział mi, że ktoś z otoczenia Milanu zasugerował mi, abym spróbował gry na boku obrony. To był pomysł Allegriego. Damiani zapytał mnie, czy chciałbym spróbować, a ja odpowiedziałem, że tak, bo ważna była nie pozycja, lecz to bym wychodził na boisko. Nie wiem, czy mój agent rozmawiał potem o tym z trenerem Genoy, ale faktem jest to, że kiedy Moretti i Antonelli doznali kontuzji, trener wypróbował mnie, bo byłem jedynym lewonożnym o pewnych charakterystykach. Poszło dobrze i zagrałem również w kilku meczach ligowych, spisując się nieźle".

Teraz przebił się pan do wyjściowej jedenastki, ale początek sezonu nie był łatwy.
"Były zmiany, odeszło wielu mistrzów i nie było łatwo zmienić z dnia na dzień tożsamość drużyny. Musieliśmy zapomnieć o legendach Milanu i myślę, że krok po kroku pokazaliśmy, iż mamy umiejętności konieczne do tego, by klub znów ruszył".

Czy jest to Milan, który może mierzyć w trzecie miejsce?
"Moim zdaniem możemy tego dokonać. Jesteśmy Milanem i nie możemy nie mierzyć w ligowe podium".

Na początku było panu trudno, podobnie jak całej francuskiej kolonii w Milanello: Mexesowi, Flaminiemu, Niangowi i mającemu francuskie korzenie Malijczykowi Traoré. Tymczasem w meczu z Bologną wszyscy pojawiliście się na boisku. Wzięliście odwet?
"Nie, absolutnie. Również dlatego, że na początku słabo szło nie tylko Francuzom, ale wszystkim po trochu.".

Celem jest podium, ale za miesiąc przyjedzie Barcelona...
"Nie będzie łatwo, jednak najpierw jest liga. Mamy przed sobą spotkania kluczowe dla zmniejszenia strat w tabeli. Jest czas na pomyślenie o Barcelonie".

Nie rozmyśla więc pan po nocach o Messim?
"Na razie nie. Priorytetem jest Atalanta".

Ale nie pomylimy się, jeśli powiemy, że mecz z Barceloną będzie najważniejszym w pańskiej karierze?
"Jak dotąd tak, ale mam nadzieję, że w kolejnych miesiącach rozegram następne. Oczywiście, w tym sezonie miałem po raz pierwszy styczność z Ligą Mistrzów i teraz zmierzę się z najmocniejszym zespołem na świecie. To będzie emocjonujące".

A propos Francuzów: znał pan Nianga?
"Szczerze mówiąc, nie słyszałem wcześniej o nim. Potem jednak pytałem o niego brata i przyjaciół, którzy śledzą Ligue1 i wszyscy mi mówili o chłopcu... pełnym życia".

Taki francuski Balotelli...
"Nie wiem. Pewne jest to, że kiedy zobaczyłem go w Milanello, od razu uderzyła mnie jego osobowość. Do tego ma świetne umiejętności i wielką siłę. Może zajść daleko, podobnie jak El Shaarawy: obaj mogą być przyszłością Milanu".

Styczeń to miesiąc mercato: kogo chciałby pan spośród Balotellego, Kaki i Drogby?
"Całą trójkę! To wielcy piłkarze i jako tacy są mile widziani w Milanie. Jakiś mistrz by nam się przydał".

Mówił pan o El Shaarawym i Niangu jako przyszłości Milanu. A pan? Będzie pan w Milanie również w przyszłym sezonie?
"Przybyłem z Genoy na zasadzie wypożyczenia, ale chcę pozostać w Milanie. Z tego, co mówił mi mój agent, były już rozmowy między klubami i w tej chwili myślą nad wykupieniem. Jestem zadowolony, ale nie chciałbym zostawać w Milanie na zasadzie współwłasności, lecz stać się rossonero w 100%. To jest mój cel".

Nieunikniony jest powrót do wydarzeń z Busto Arsizio z początku roku. Jest pan we Włoszech od trzech lat: jesteśmy narodem rasistów?
"Nie doświadczyłem niczego takiego. Od kiedy tu jestem, nigdy nie słyszałem buczenia czy innych podobnych rzeczy, a przecież grałem w Weronie, która uchodzi za miasto rasistów. Ale dla mnie tak nie jest. Żyję we Włoszech od trzech lat i nigdy nie miałem problemów, również podczas wakacji. Dla mnie to, co stało się w Busto, jest epizodem poważnym lecz odosobnionym. Postanowiliśmy przerwać grę i zejść z boiska, bo nie dało się grać w takich warunkach. Myślę jednak, że to się nie powtórzy. Na pewno nie była to pozytywna reklama dla Włoch. Tym bardziej, że jeszcze zanim przybyłem tu grać, ludzie mówili mi, abym się nie przenosił, bo trafię tu na rasistów. Nie mogę jednak powiedzieć, by tak było".

Pańskie relacje z reprezentacją Gwinei są dziwne. Opuścił ją pan latem, a potem wrócił we wrześniu, aby zagrać w meczu eliminacji do Pucharu Narodów Afryki przeciwko Nigrowi. Zdecydował się pan jednak kontynuować?
"Nie. Rozdział poświęcony reprezentacji Gwinei jest zamknięty. Wróciłem na ten mecz, bo o przysługę poprosił mnie minister sportu Titi Camara. Ale klubowi i Allegriemu wyjaśniłem, że to będzie tylko jeden mecz. Nie chcę już wracać do reprezentacji".



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone