CAFU DLA ‘FORZA MILAN!’


Mediolan, 18. maja 2004 roku, na San Siro rozgrywane jest spotkanie pomiędzy Europą a Resztą Świata. Mecz zorganizowany przez fundację Marcosa Cafu, mający na celu zebranie środków na rzecz jego charytatywnej organizacji. To kolejna okazja do pokazania, że także światu piłki bliskie są problemy zwykłych ludzi. Także te najtrudniejsze do rozwiązania. Była to jedna z licznych inicjatyw brazylijskiego mistrza mająca na celu dalszy rozwój jego "humanitarności". Fundacja została założona w dzielnicy, w której Marcos wychował się, w Jardim Irene w Sao Paolo. Po czterech latach prac nad projektem, który zrodził się przed siedmioma laty, 1. kwietnia zeszłego roku zainaugurowana została struktura mająca na celu zbieranie środków na rzecz dzieci ulicy. Jak do tej pory pod jej opieką znalazła się setka dzieci, jednak Marcos nie ma zamiaru na tym poprzestać. W jego planach od samego początku było objęcie opieką co najmniej trzystu dzieci.

W jaki sposób zrodził się pomysł założenia tej fundacji?
Był efektem tego, czego na własnej skórze zaznałem w dzieciństwie. Z rosnącej we mnie świadomości tego, co przeżyłem. Pamiętam, że od dziecka wiele czasu spędzałem na ulicy, nie wiedząc co ze sobą począć. Nie jest trudno o podjęcie złych decyzji kiedy jest się jeszcze młodym. Wystarczy chwila, by przekreślić swoją przyszłość. Powołując tego typu organizację myślę, że stwarzam tym wszystkim dzieciakom dodatkową szansę, pomoc.

W Brazylii wciąż istnieje jeszcze wiele problemów do rozwiązania. Zbyt wiele.
To oczywiste, że nie poradzę sobie z nimi w pojedynkę, jednak wszystko to, co uda się nam osiągnąć w najbliższej przyszłości, będzie naszym sukcesem. Założenie tej fundacji było dla mnie bardzo ważnym faktem, także dlatego, iż sam w przeszłości nie miałem zbyt wielu szans; tych samych, które chcę teraz dać możliwie największej liczbie dzieciaków.

Czy na początku tego przedsięwzięcia szukałeś i znalazłeś pomoc u innych?
Tylko na początku, choć nie w sposób, w jaki się spodziewałem. Liczyłem na większe wsparcie, w szczególności od osób, które mogłyby służyć mi konkretnymi radami. Po tym, jak moje zamierzenia spaliły na panewce, chcąc jednak osiągnąć to, co dziś już istnieje, ruszyłem do przodu w pojedynkę. Zainwestowałem prywatne pieniądze, jednak Fundacja w końcu działa! Całkowicie wierzę w tę inicjatywę, w której osobiście nadzoruję kilka projektów. Jestem przekonany, że wkrótce będziemy dysponować większymi strukturami, dzięki którym dotrzemy do liczniejszego grona potrzebujących pomocy.

Czy twoje przejście z Romy do Milanu wpłynęło na proces budowy fundacji?
Nie, nie zmieniło się praktycznie nic. W Mediolanie, podobnie, jak w Rzymie, mam jak do tej pory same dobre doświadczenia. Oczywiście nie było łatwo i nadal tak nie jest, gdyż nie jest łatwo zrozumieć ludzi, którym trzeba zaufać. Jednak prawdę mówiąc wraz z upływem czasu coraz bardziej widoczne jest, że Fundacja jest poważną organizacją.

W zeszłym roku zorganizowałeś spotkanie na San Siro. Czy myślisz o powtórce?
Tak, mam nadzieję, że nastąpi ona jak najszybciej. Chcę podkreślić, że taki pomysł już istnieje, jak wiele innych, które mamy w planach. Krok po kroku...

Twoje słowa potwierdzają tezę, że współcześni piłkarze nie zapominają o tych, którzy są w potrzebie.
To prawda, najświętsza. Myślę, że pod tym względem nikt nie dorównuje piłkarzom. Na pierwszym planie kładzie się nacisk na niesienie pomocy, akcje dobroczynne, zakładanie fundacji, przekazywanie kwot pieniężnych. Pod tym względem jesteśmy mocno reprezentowani, jednak wiele osób to nie interesuje. Chcą jedynie podkreślać, jak wielkie pieniądze krążą w świecie piłki.

Jesteś osobą lubiącą przebywać wśród ludzi, w Milanello często można natknąć się na twoich gości, dzieci.
Tak, lubię to robić. Cenię te chwile, przeżywanie różnych emocji z tymi dzieciakami. Nie mają zbyt wielu możliwości i uważam, że słusznym jest pokazanie im także drugiej strony życia. Oczywiste jest również, że jest dla nich wielką sprawą móc przebywać wśród znanych piłkarzy, oddychać atmosferą Milanu. Powiem jedną rzecz z całkowitym przekonaniem: bez wątpienia wierzę, że entuzjazm, który jest we mnie, gdy wychodzę na boisko, czerpię także z tego równoległego świata. Ze świata dobroczynności. Dzięki temu lepiej czuję się na duszy, gdyż ciągniemy za sobą wszystkich tych, którzy mają marzenia. Możemy zrozumieć, że dzięki marzeniom można zajść daleko, że praca i powaga zawsze przynoszą owoce.

W coraz większym stopniu rozumiemy, jak wiele poświęcasz się innym, ale nie możesz zaprzeczyć, że wiele myślisz także o swojej rodzinie. Piłkarz często przebywa na zgrupowaniach, wyjazdach. W jaki sposób starasz się zrekompensować ten fakt rodzinie?
Staram się spędzać z nim tak wiele czasu, jak to tylko możliwe. W rzeczywistości bardzo często przebywam poza domem, nie mam zbyt wiele wolnego czasu, tak więc nie mogę w pełni nacieszyć się ich obecnością. Raczej zabieram ich ze sobą do Milanello, gdzie razem udajemy się na spacer, by móc przebywać w ich towarzystwie jak najczęściej.

Kim jesteś dla swoich dzieci: bardziej ojcem, bratem, czy przyjacielem?
Wypełniam każdą z tych trzech ról naraz. Czuję się naprawdę przywiązany do nich.

Jedną z najpiękniejszych twoich cech na boisku jest spokój oraz uśmiech, który nigdy nie znika z twojej twarzy. Starasz się nauczyć tego samego swoich synów, czy raczej uważasz, że to cecha wrodzona?
Mam nadzieję, że zrodzi się to w nich samoistnie. Oczywiście, że jeśli z biegiem lat spostrzegę, że się to nie udaje, jakaś mała pomoc z mojej strony będzie możliwa, gdyż spokój uważam za ważny przymiot. Z kolei uśmiech jest zawsze miłym gestem.

Chciałbyś pewnego dnia ujrzeć ich na piłkarskim boisku?
Oczywiście, że tak! Jednak w żaden sposób nie będę na nich naciskać. Jeśli tak się stanie, będzie to pokłosiem ich własnej decyzji. Moim zadaniem jest naprowadzenie ich na właściwą drogę, niedopuszczenie, by popełnili w życiu błędy. Co się zaś stanie, to się stanie.

Czego życzyłbyś piłce, która dała ci tak wiele powodów do satysfakcji?
Życzę wiele spokoju i pokoju, w tym sensie, by ludzie mogli żyć na co dzień, czerpiąc z tego przyjemność. Tak jak miało to miejsce przed laty, gdy przychodzono na stadion z dziećmi bez obawy o ich bezpieczeństwo, by kibicować w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Dziś tymczasem zbyt często przytrafiają się ranni, mają miejsce spory, bójki, które pewnego dnia mogą się przerodzić w tragedię. Tak nie powinno być.

Czego z kolei życzysz całemu światu?
Również spokoju i pokoju.


tłumaczenie: dezali
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone