Cristian Brocchi dla ‘Forza Milan!’

Czy rzeczywiście istniała taka możliwość, że ten wywiad nie dojdzie do skutku?
Tak, faktycznie tak było, co zresztą nikogo nie powinno dziwić. Dla mnie najważniejszym czynnikiem przy podjęciu decyzji o pozostaniu w Milanie było i jest poczucie, że jestem ważnym elementem tego zespołu. W chwili, gdy tego zabraknie, nie będą mógł szczerze powiedzieć sobie samemu i innym, że gram w Milanie.

Z drugiej strony każdy piłkarz ma problemy ze znalezieniem sobie miejsca w tak silnym zespole...
Nikt nie może oczekiwać stałego miejsca w składzie. Problem w tym, że są tacy, którzy angażują się, pracują nad tym, by zawsze pozostawać w gotowości bojowej i na tym ich rola w zespole się kończy. Potrzebna jest nadzieja, że miejsce znajdzie się i dla ciebie. Myśli o odejściu z klubu pojawiły się wówczas, gdy tego nie odczuwałem. Gdyby zależało to tylko ode mnie, nigdy nie odszedłbym z Milanu.

Twoja prośba została wysłuchana, przynajmniej jeśli chodzi o mecze ligowe. Czujesz się spokojniejszy?
Tak, jeśli tylko otrzymuję szanse, wszystko jest w porządku. Wówczas uspokajam się, daję z siebie wszystko, śmieję się. Zły nastrój pojawia się wówczas, gdy przez dłuższy okres czasu nie mogę doczekać się swojej szansy.

Czy jest jakaś recepta, metoda na to, by po długim przesiadywaniu na ławce rezerwowych prezentować się na boisku z najlepszej strony?
To oczywiste, że jest to bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Taka sytuacja miała miejsce w Cagliari i zagrałem dobrze, jednak ciągłość gry jest niezwykle ważnym czynnikiem do osiągnięcia najwyższej formy. Dobry występ zaliczony po długim okresie przesiadywania na ławce sprawia jednak ogromną przyjemność. Oznacza on bowiem, że przez cały czas byłeś gotowy, ciężko trenowałeś, że jesteś zawodowcem.

Twój kontrakt z Milanem wygasa w 2007 roku. Czy potrafisz już teraz powiedzieć, co będzie później?
Będę miał wówczas 31 lat i z pewnością będę chciał pograć jeszcze przez kolejne kilka. Moim marzeniem jest oczywiście pozostanie w klubie. Byłoby to dla mnie idealne rozwiązanie, pochodzę z Mediolanu, nie ma niczego lepszego jak pozostanie w rodzinnym mieście.

Opuszczenie miasta będzie ci nie na rękę także z innych powodów: prowadzisz renomowaną restaurację, dyskotekę, kawiarnię...
Nie, potrafię rozróżnić to, co jest moim podstawowym zajęciem, czyli grę w piłkę, od pozostałych aktywności. Interesy prowadzę przy pomocy ludzi, którym ufam i moich wielkich przyjaciół, którzy to w największym stopniu kierują tymi przedsięwzięciami. Moim wkładem jest przede wszystkim użyczanie swojego wizerunku i temu podobne sprawy. Tak więc wszystko mogłoby nadal być kontynuowane nawet wówczas, gdybym opuścił Mediolan.

Działalność w sektorze rozrywkowym będzie twoim zajęciem także wówczas, gdy zawiesisz już buty na kołkach?
Życie zmusza cię do robienie tego, co w danej chwili wydaje się najbardziej słuszne. Dziś podoba mi się to, co robię, jednak gdy zakończę karierę piłkarską być może poczuję się powołany do czegoś innego. Nie można przecież zaprzeczyć, że dziś swoimi osobami mocno popularyzujemy lokal. W chwili, gdy przestaniemy grać nasza popularność zmaleje i trzeba będzie znaleźć nowe pomysły.

Nawet, mimo, iż wszystko funkcjonuje jak najlepiej? Lokal Baci & Abracci stał się ważnym elementem krajobrazu Mediolanu, choć inne też święcą sukcesy...
Restauracja, dyskoteka i kawiarnia bardzo się od siebie różnią, stanowią uzupełniającą się całość. C-Side i Clan Caffe prowadzi się dużo łatwiej niż Baci & Abracci, który daje nam dużo satysfakcji, ale też przyprawia o wiele problemów. Zrozumiałem jak wielkie znaczenie przy prowadzeniu restauracji mają czynniki zewnętrzne, jak choćby solidność dostawców. Trzeba potrafić wytłumaczyć klientom, że nawet jeśli to, co jedli, nie smakowało tak dobrze, jak zazwyczaj, nie jest to winą prowadzących lokal, czy kucharzy.

Przytoczony problem musi zdarzać się niezwykle rzadko, wszak Baci & Abracci stało się odrębną marką na rynku odzieżowym. Czy w ten sposób nie rozgrywasz niejako kolejnych derby ze swoim przyjacielem Bobo Vierim?
Tak, zrodził się taki pomysł i kontynuujemy go przywiązując do niego dużą wagę. Marka Baci & Abracci bardzo się spodobała i tego lata stworzyliśmy własną linię mody. W przeciągu dwóch-trzech miesięcy zostaliśmy zalani zamówieniami i sprzedaliśmy 130 000 naszych produktów poprzez 480 punktów sprzedaży w całych Włoszech. Rzeczywiście dziwne jest to, że stanowimy konkurencję dla Bobo i jego linii Sweet Years, jednak największą przyjemność sprawia nam fakt, iż możemy angażować w te projekty prawdziwych przyjaciół, którym nie poszczęściło się w świecie piłki.

Mając szczęście i przyczyniając się do wygrania właściwie wszystkiego w minionych dwóch latach, wyznacz kolejny cel dla Milanu.
Wybiorę Ligę Mistrzów, gdyż wygrałem ją na boisku. To było największe osiągnięcie w mojej karierze, do zdobycia scudetto przyczyniłem się w mniejszym stopniu, radość nie była aż tak wielka, jak ta w Manchesterze. Tak, postawię na Ligę Mistrzów.

Co takiego ma w sobie Milan?
Gra w nim jest z pewnością marzeniem każdego piłkarza na świecie, gdyż wiesz, że grasz w jednym z najlepszych klubów świata. By to osiągnąć, musisz przezwyciężyć konkurencję, pokonać samego siebie. Gdy już to się uda czasem zdarza się, że chcesz wszystko porzucić, jednak w mig zmieniasz zdanie, gdyż przypominasz sobie, jakim szczęściarzem jesteś. Dzięki temu wszyscy czują się tu dobrze, nie wydaje mi się, by podobnie było w innych zespołach.

Te słowa niekoniecznie spodobają się kibicom twojego poprzedniego klubu, Interu, którzy po odejściu z zespołu wzięli cię na celownik w dużo większym stopniu niż Seedorfa, Pirlo, czy Simica. Dlaczego tak się dzieje?
Nie wiem, naprawdę nie wiem. Kiedy odchodziłem z Interu powiedziałem swoje, ale nigdy nie obraziłem kibiców tego klubu. Co najwyżej dopiekłem klubowi, który zawiódł mnie swoim podejściem do mojej osoby. Pomimo tego przy każdej okazji byłem wygwizdywany. Być może zabolała ich moja radość po wygranych derby. Dla mnie jest to niezwykle ważne spotkanie, którego jeszcze ani razu nie przegrałem, czy to grając na boisku, czy przesiadując na ławce rezerwowych. W tym roku przy okazji turnieju Trofeo TIM podbiegłem pod trybunę Interu, wykonałem gest, ale przecież ubliżali mi już od trzech lat. Był to rodzaj reakcji na te złośliwości.

W Milanie z wszystkimi dobrze się dogadujesz, jednak z Abbiatim i Gattuso, przy okazji twoimi partnerami w biznesie, szczególnie dobrze. Co was do siebie zbliżyło?
Całkowicie się od siebie różnimy, ale to właśnie dzięki tym różnicom tak dobrze rozumiemy się na boisku, podczas treningów, czy w trakcie rozmów. Nasz stosunki są bardzo bliskie, nie przeszkadzają w tym nasze życiowe partnerki. Często właśnie kobiety są przyczyną rzadszych kontaktów, jednak nie w naszym przypadku. Mamy to szczęście, że nasze partnerki przepadają za sobą, często się widują, przyjaźnią się. To wszystko przyczynia się do częstych kontaktów pomiędzy nami.

A propos narzeczonych, czy w tej materii zanosi się na jakieś zmiany?
Z pewnością tak, po dziesięciu i pół latach spotykania się oczywistym jest, że myślimy o czymś więcej. Nasz nowy dom jest już niemal ukończony, pozostało jeszcze kilka drobnostek do zrobienia. Osiągnęliśmy już właściwy wiek do założenia rodziny. Nie myślę zbyt wiele o małżeństwie, nie postrzegam go jako czegoś niezbędnego w życiu, w ten sposób mogę natomiast powiedzieć o potomku. Chciałbym się go kiedyś doczekać.

Pomiędzy kopaniem piłki a nadzorowaniem swoich interesów nie masz zapewne zbyt wiele wolnego czasu. Gdy się jednak taki trafi, co wówczas robisz?
Najbardziej lubię spędzać go w moim nowym domu, za każdym razem dostrzegam wówczas jak wiele kosztował nas wyrzeczeń. Lubię też bawić się z naszymi psami. Oczywiście sporo czasu poświęcam też swojej dziewczynie. Moje życie codzienne bardzo się ostatnio zmieniło.

"Brocchim* się rodzi, mistrzem się zostaje". Masz jeszcze tą koszulkę z Manchesteru?
Zachowam ją na całe życie. Pomimo wszystkiego tego, co dokonałem, są wciąż tacy, którzy podważają mój wkład. Przy okazji każdego meczu trafia się ktoś, mierzący we mnie palcem. Ta koszulka zawsze będzie moją odpowiedzią na takie zachowania.


* Brocchi - liczba mnoga od rzeczownika brocco, czyli fajtłapa, miernota.

tłumaczenie: dezali



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone