MARCO BORRIELLO DLA 'FORZA MILAN!'


Powróciłeś do domu, w którym wzrastałeś i dojrzewałeś. Czekano na ciebie, jak na syna...
Tak, dokładnie tak to odczuwam. Nie każdego traktuje się w taki sposób. Dojrzewanie w Milanie to wielka sprawa, jednak to, co ceni się po latach, to przede wszystkim relacje międzyludzkie. Począwszy od osoby prezydenta klubu, na szeregowym pracowniku kończąc, wszyscy darzą cię tutaj szacunkiem i zasługują na to samo. Nasze stosunku przypominają te rodzinne. W każdej rodzinie zdarzają się też sprzeczki i dyskusje, to normalne.

W porządku, mówisz o rodzinnej atmosferze, ale liczy się też sama gra.
Dobrze, pomówmy i o tym. Wszystko tutaj zorganizowane jest na najwyższym poziomie. Jeśli San Siro określa się mianem piłkarskiej La Scali, Milan należałoby określić mianem piłkarskiego uniwersytetu, gdyż można się tu naprawdę wiele nauczyć. Na miejscu jest wszystko, co potrzeba piłkarzowi, w najmniejszym detalu. Można się tu nauczyć wszystkiego, otrzymując na końcu dyplom z wyróżnieniem.

Jakie masz wspomnienia ze swoich początków w Milanie?
Bardzo miłe. To był wspaniały okres, pomimo, iż grałem naprawdę niewiele. W trakcie dwóch pierwszych poważnych sezonów w Milanie zdobyłem naprawdę wiele: w pierwszym wygraliśmy Ligę Mistrzów i sięgnęliśmy po Puchar Włoch, w kolejnym zdobyliśmy scudetto. Co prawda pierwszy sezon zakończył się dla mnie w Milanie nieco szybciej, bo przeniosłem się do Empoli i nie miałem okazji świętować razem z kolegami, jednak myślami byłem z nimi. W drugim sezonie byliśmy razem do samego końca. Uważam, że miałem swój wkład w wywalczenie scudetto w sezonie 2003/04. Jeden powie, że był to mój pierwszy wielki sukces, ktoś inny, że miałem świetnych partnerów w zespole. Jednego jestem pewien, sukcesowi towarzyszyła ogromna radość.

Wspomniałeś o partnerach z tego sezonu, wielkie nazwiska...
Tak, to piłkarze, którzy pisali i wciąż piszą historię światowej piłki. Przed sezonem, w którym zdobyliśmy Puchar Mistrzów do zespołu dołączyli zawodnicy, którzy odegrali w nim kluczowe role: Seedorf, Nesta i Pirlo. Dodając piłkarzy, którzy już byli wówczas w kadrze, stworzona została wybuchowa mieszanka. Nie miałem okazji świętować z nimi sukcesu, w połowie sezonu zdałem sobie bowiem sprawę, że nie będę miał zbyt wielu okazji do gry i zdecydowałem się na wypożyczenie.

Odpoczynek od Mediolanu i Milanu dobrze ci zrobił?
Bardzo! Jak tylko powróciłem do Milanello czułem, że jestem gotów do wykonania wielkiego skoku, że będę mógł grać jak równy z równym z wielkimi mistrzami, mimo, iż sam jeszcze niczego wielkiego nie pokazałem. Przesiadywanie na trybunach było trudnym okresem, jednak w pewnym sensie pomogło mi dojrzeć. Z pewnością pomogło mi także doświadczenie zebrane w Reggio Calabria i Genui, nie wspominając o ostatnim wypożyczeniu do Treviso. Nie był to łatwy wybór, gdyż zespół znajdował się na dole tabeli. Chciałem jednak pokazać, że najważniejsza jest dla mnie sama możliwość gry. Wiedziałem jak dobrze mi to zrobi, do tego znałem już ten klub, co okazało się pomocne.

Nigdy nie było pewności co do optymalnej dla ciebie pozycji na boisku. Jedni widzieli w tobie środkowego napastnika, inni z kolei bocznego.
Radość sprawia mi przede wszystkim sama gra w piłkę. Czy to na takiej, czy innej pozycji w ataku nie ma to większego znaczenia. Są napastnicy pokroju Inzaghiego i Gilardino, którzy są lisami pola karnego, ja mam inne cechy. Nie sprawia mi trudności jeśli muszę grać jako skrzydłowy.

Nie masz takiego ciągu na bramkę jak twoi koledzy z ataku, jednak w reprezentacji U-21 twój wkład strzelecki był nie do podważenia.
To było przydatne i piękne doświadczenie. Nie brakowało powodów do satysfakcji, ale to już przeszłość.

Wyrażałeś się już w superlatywach o kolegach z zespołu. Jak wyglądają twoje stosunki ze sztabem szkoleniowym i władzami klubu?
Są świetne. Ancelotti wie, że może liczyć na swoich napastników, pomimo, iż stracił tak ważnego zawodnika, jak Shevchenko. Naszym obowiązkiem jest odpłacenie się za obdarzone zaufanie. Jest nas czterech, każdy z nas ma takie same szanse na grę. Trener osobiście na początku sezonu poprosił mnie o pozostanie w zespole. Jeśli chodzi o władze klubu, Galliani i Braida to niezwykle kompetentni działacze, z którymi nietrudno jest znaleźć wspólny język. Potrafią także mobilizować piłkarzy. Miałem również możliwość rozmowy z prezydentem Berlusconim, który wyraził życzenie, bym stanowił część kadry zespołu. Jak mogłem się nie zgodzić? Na pewno nie sprawiło mi to trudności.

Na Milan wpłynęła fala krytyki za letnie mercato.
Wydaje mi się, iż nie powinno się dokonywać sądów tak szybko. Na papierze tegoroczne nabytki nie są wielkimi nazwiskami, jednak nie brakuje im umiejętności. Brocchi spisuje się znakomicie, Favalli zdobył bramkę w derbach, jego forma cały czas rośnie. Gourcuff to jak na swój wiek bardzo ukształtowany chłopak, o wielkim charakterze i osobowości.

No i jeszcze ty. Jaki jest twój cel na ten sezon?
Przede wszystkim chcę jak najwięcej grać, by móc pokazać na co mnie stać. Często słyszę następujący pogląd: ma wszystko, by stać się wielkim piłkarzem, ale nigdy tego nie osiągnie. Moim celem jest, by nikt już więcej tak nie mówił. Mam nadzieję, że będę miał szansę pokazać, iż dojrzałem pod każdym względem.



tłumaczenie: dezali
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone