KEVIN PRINCE BOATENG DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Kevin Prince, znalazł pan wreszcie nowy "dom"?
"Tak, znalazłem narzeczoną, mieszkamy razem, czuję się dobrze w Mediolanie i nazywam go moim domem. Chciałbym pozostać tu przez długi czas, choć w futbolu nigdy nic nie wiadomo. Być może odejdę jutro, a może i dzisiaj. Żartuję, w Milanie jest wszystko jak należy".

Jednak kwestia rasistowskich obelg powtarza się cyklicznie. Nie pomyślał pan nigdy: "udam się w bardziej cywilizowane miejsce"?
"Zdarzyło się. Powiedziałem również: "dość tego, odchodzę". Ale to był wynik frustracji i emocji w tamtej chwili. Jest mi naprawdę smutno nadal widzieć i słyszeć takie rzeczy. Pytasz się samego siebie, dlaczego musi się tak dziać. Ale nie mogę i nie chcę zmieniać otoczenia przez 4-5 przygłupów.

Ostatni epizod w Turynie kosztował Juve 30 tysięcy euro. Spodziewał się pan większego wymiaru kary, zawieszenia?
"To nie ja mam stwierdzać, ile muszą zapłacić. Dla mnie ważne jest to, że zrozumiano, iż jest to poważna sprawa i trzeba to powstrzymać".

Balotelli powiedział kiedyś, że do zmian byłby potrzebny włoski Obama...
"Hmm, moim zdaniem powinien to zrobić Mario, prezydent..."

Dobrze, wróćmy na boisko. Czy Juve było wyraźnie najmocniejsze w tym sezonie?
"Cóż, wystarczy zobaczyć, ile mają punktów przewagi w tabeli. Są nie do dogonienia, to sam szczyt. Ale tylko w tym roku. W przyszłym odbierzemy im scudetto. A w Lidze Mistrzów się zobaczy".

Właśnie, Liga Mistrzów. Czego zabrakło Milanowi, aby zrobić to co Bayern?
"Rozegraliśmy niemal idealne pierwsze spotkanie. W takich meczach awansuje ten, kto popełni mniej błędów. Poza tym potrzeba też trochę szczęścia. We wtorek w Monachium sędzia nie gwizdnął dwa razy, a był spalony... Bayern jest jednak bardzo, bardzo mocny. Grają zespołowo w imponujący sposób. Ale powiedziałem mojemu bratu, aby uważał. Barca może strzelić cztery gole u siebie".

Fiorentina mierzy teraz w minięcie. Co się wydarzy, jeśli nie zajmiecie trzeciego miejsca?
"To się nie zdarzy. Liga Mistrzów bez Milanu to nie Liga Mistrzów. Wiecie to wy i wiem to ja: zajmiemy trzecie miejsce. Nie ma o czym gadać".

A potem latem przyjdą wzmocnienia. Mówi się o Lavezzim, by dodać kolejnego napastnika. Nie boi się pan, że skończy daleko od bramki?
"Ależ nie, mówimy o Milanie, a nie interesach Prince'a Boatenga. Jeśli trener chce sprowadzić mocnego napastnika - czy to będzie Lavezzi czy ktoś inny - zrobi to. Jeżeli on strzeli mnóstwo goli, to nie ma znaczenia, że nie zdobędę ich ja. Liczy się to, by znów wygrywać. Mówiłem pięćdziesiąt razy: mam swoją ulubioną pozycję, ale gram tam, gdzie każe trener".

No właśnie, trener. Jak się układa z Allegrim?
"Normalnie, od trzech lat zawsze normalnie. Są wzloty i upadki, ale przecież nie może być samych wzlotów. Jestem mu jednak wdzięczny. Dzięki niemu dojrzałem na poziomie obronnym i taktycznym. Bardzo dużo nad tym pracowaliśmy. Tak stałem się piłkarzem, jakim jestem teraz".

W czym chciałby się pan jeszcze poprawić?
"Chciałbym być trochę bardziej opanowany. Jak mój brat. To czasem jest piękne. Ja mam tendencję do bycia bardzo żywiołowym".

Jerome jest spokojny, ale w City pobił się na treningu z Balotellim. Jak się panu układa z Mario?
"To prawda, ale nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Kłótnie się zdarzają: my - bracia - też się pokłóciliśmy o sprawy piłkarskie. Ale to przeszłość. Z Balo mam świetne relacje. On i El Shaarawy to dwójka, z którą rozumiem się najlepiej".

Dwaj chłopcy: czuje pan odpowiedzialność "doświadczonego gracza", prowadzi ich pan?
"Ależ gdzie tam... Ja już mam syna".

Pięcioletniego. Widać już geny Boatenga?
"Będzie piłkarzem, na pewno. Sam mi to powtarza. Tata, wujek, wszyscy grają w piłkę: miałby niby pracować w banku...? Poza tym chcę stworzyć piękną rodzinę z Melissą. Chcemy się pobrać, mamy już ustalone etapy na kolejne lata".

Czy Boateng jest zazdrosnym narzeczonym?
"Nie, nie nazwałbym się zazdrosnym. Cóż, może o nią trochę jestem, ale tylko dlatego, że jest bardzo piękna... Jak można nie być zazdrosnym?"

Pan i Melissa jesteście medialną parą. Śledzą was na Twitterze, robią wam zdjęcia, zazdroszczą wam. Czy w czasach kryzysu nie jest panu trochę "niewygodnie" prowadzić życie gwiazdy?
"Przede wszystkim ja nie czuję się gwiazdą. Dorastałem bez pieniędzy i wiem, co to oznacza. Dokonywałem poświęceń, aby dotrzeć tu, gdzie jestem. Oddałem wszystko piłce, zrezygnowałem z wielu rzeczy, które robią normalni nastolatkowie. Ale zawsze podążałem za celem i wbiłem go sobie do głowy".

Zaspokoił pan też wiele swych zachcianek.
"Cóż, moją największą zachcianką jest spanie do późna. Ale tak, robię sobie prezenty. Za pierwsze zarobione na piłce pieniądze kupiłem sobie zegarek. Zobaczyłem go na nadgarstku mojego ówczesnego agenta. Wskazałem na niego, zapracowałem sobie na to. Wiem, że teraz muszę trochę uważać - w tym trudnym dla wszystkich okresie - ale nie mogę też być hipokrytą".


tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone