KEVIN PRINCE BOATENG DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Boisko jest trochę odzwierciedleniem ducha. Kevin Prince Boateng unika banalności, więc etykieta łobuza martwi go tak, jak konkurencja i krytyka odnośnie jego życia prywatnego: wcale. Od Moonwalka do Melissy: dla niego był to rok przeżywany intensywnie, z Milanem w centrum jego myśli. Prince spędził święta w Miami z bratem Jeromem (obrońca Bayernu Monachium), a jutro dotrze do Dubaju na zimowe zgrupowanie.

Jakie wrażenie robi stanie się w krótkim czasie idolem?
"To nowa sytuacja. Moonwalk przy świętowaniu scudetto dał mi większą popularność. W Milanie od razu miałem niesamowity wpływ. Pięknie widzieć dzieci w koszulkach z numerem 27 i w takiej fryzurze jak ja".

Boateng, Ibrahimović, Cassano: niektórzy twierdzą, że Milan to drużyna łobuzów...
"Milan potrzebuje mocnych charakterów jak Ibra, Pato i Robinho: zawodników z osobowością nigdy nie jest za wielu. Ja zawsze daję z siebie 100%, by pomóc drużynie i jestem zadowolony z tego, że jestem taki jak oni".

Tévez też jest łobuzem.
"Carlitos ma historię podobną do mojej, Ibry czy Cassano. To sprawiło, że jest właśnie takim piłkarzem. Jest bezwzględny i zawsze chce wygrywać. Biega i gra z sercem. Jest idealny dla Milanu".

Czy niezwykle niespokojna przeszłość pozwoliła zbudować zgodę pomiędzy niektórymi kolegami z zespołu?
"Na pewno pomaga bycie przyporządkowanym do tego samego typu historii. Ja, Zlatan, Robinho i Cassano wywodzimy się z ulicy i również dzięki temu polubiliśmy się. Kto przeszedł taką drogą jak my, wie jak ciężko dotrzeć na ten poziom. Również w futbolu występuje selektywne powinowactwo. Dlatego właśnie rozumiem, kiedy taka osoba traci głowę: nagła katapultowanie do świata piłki zaburza twoją równowagę".

Obawia się pan zaburzenia tej równowagi?
"Mi to się już zdarzyło. Kiedy grałem w Tottenhamie, w jednej chwili znalazłem się w świecie sławy. Teraz mam większe doświadczenie i łatwiej mi panować nad tą równowagą".

Sezon nie zaczął się dla pana najlepiej: męczyły pana plotki o pańskim życiu towarzyskim?
"Kiedy jesteś znaną osobą, jest rzeczą normalną, że ludzie chcą wiedzieć o tobie wszystko. Mam jednak prawo do prywatności i jest granica, której przekraczać nie można. Była przesadna złośliwość pod moim adresem. Krytyka mnie nie boli, bo ja sam wiem doskonale, kiedy przesadzam z jedzeniem lub gdy wracam zbyt późno. Jednak dopóki gram dobrze i strzelam gole, znaczy to, że robię co trzeba dla Milanu. Ludzie stale próbują cię na czymś przyłapać. We Włoszech panuje chorobliwe zainteresowanie życiem prywatnym innym, większe niż w Anglii czy w Niemczech".

Jednak związek z showgilr Melissą Sattą nie pomoże panu trzymać się z dala od reflektorów.
"Teraz muszę być jeszcze bardziej uważny, ale nie męczy mnie to, że robią nam zdjęcia. Ja i Melissa jesteśmy zakochani i szczęśliwi. Nie robimy niczego złego".

Spodziewał się pan nowego związku tak szybko po separacji?
"Nie. Na początku mówiłem sobie, że chcę dać sobie trochę czasu. Potem spotkałem Melissę i wszystko potoczyło się bardzo szybko. Nie jestem przyzwyczajony do bycia samotnym: z żoną byłem przez osiem lat".

Brakuje panu syna Jermaine'a?
"Bardzo. To, że jest tak daleko, bardzo mnie smuci. Ale takie jest życie. Kiedy dwie osoby się rozstają, zawsze jest jakiś bolesny akcent. Ale mój syn jest wciąż we mnie. Wysłałem mu świąteczne prezenty pocztą, co było dla mnie rzeczą dziwną, ale Jermaine poleci ze mną do Dubaju. To, że tak mało go widuję, jest jedynym negatywnym aspektem roku 2011".

Gra już w piłkę?
"Oszalał na punkcie futbolu: czasem wracam do domu zniszczony treningami, a on zmusza mnie, aby grać z nim godzinami. Ma niesamowitą energię jak na trzylatka".

Jaką ocenę wystawi pan za rok 2011?
"To muszą zrobić inni. Być może ktoś dałby mi 4, inni daliby 8, a jeszcze inni 10. Ja twierdzę, że to był fantastyczny rok i jestem zadowolony, bo dałem z siebie wszystko".

Berlusconi powiedział, że chciałby widzieć pana w pomocy, a Robinho jako trequartistę. Co pan na to?
"Cieszę się, że nie jest trenerem. Teraz jestem trequartistą. Pięknie, że prezydent interesuje się zespołem, ale na szczęście ma ważniejsze rzeczy do przemyśleń..."

Patron stwierdził również, że chciałby powrotu Kaki.
"To nie byłby problem. Kaká zastałby tu sytuację inną niż w momencie swojego odejścia. Teraz trequartistą jestem ja, więc musiałby walczyć ze mną".

Pan jest jednym z tych, któremu ciężko zapuścić korzenie. Czy teraz, kiedy ma pan narzeczoną, może pan dłużej zabawić w Milanie i w Mediolanie?
"Czuję się tu bardzo dobrze, miasto mi się podoba i mam tu znaczącą historię, jednak w futbolu - jak i w miłości - są wzloty i upadki, więc lepiej żyć dniem obecnym. Teraz na przykład jestem zakochany, ale brakuje mi mojego syna".

Czy po scudetto przyszedł czas na Ligę Mistrzów?
"Chcę obronić scudetto, bo w tym roku jest to trudniejsze. Jest wiele drużyn, które mocno prą. Jestem jednak pełen ufności również w kwestii Europy. Z Arsenalem możemy wygrać oba mecze".

Również rok temu przeciwko Tottenhamowi Milan był faworytem i odparł.
"Mieliśmy pecha. W Londynie powinniśmy wygrać 3-0, a ja grałem z kostką napuchniętą jak piłka. W tym roku jesteśmy silniejsi i bardziej doświadczeni. Rywale są młodzi i trzeba to wykorzystać".

Według Berlusconiego Milan ma większe szanse na wygranie scudetto niż Juve. Zgadza się pan z tym?
"Juve gra w tej chwili najlepszy futbol, jednak scudetto wygramy my".

Allegri powiedział, że ten rok będzie dla pana trudniejszy, bo będzie się pan musiał potwierdzić.
"Ma rację, ale już strzeliłem sześć goli. To więcej niż przed rokiem, a przecież byłem też kontuzjowany. Z Juve zrobiłem wielkie głupstwo i dałem się wyrzucić. Ja też chcę spisywać się jeszcze lepiej".

Ile chce pan strzelić goli?
"Celem jest 15 we wszystkich rozgrywkach".

Pańska decyzja o opuszczeniu reprezentacji Ghany jest ostateczna?
"Nie wiem. Teraz ważne jest to, bym był zdrowy, a miesiąc temu pojąłem, że nie mogłem wytrzymać podwójnych zobowiązań".

Żałował pan zamknięcia sobie drogi do reprezentacji Niemiec?
"Nigdy. I nie przestanę dziękować Ghanie: dzięki nim grałem na Mundialu i zauważył mnie Milan".

Podbił pan serca wszystkich wykonując Moonwalk. Co pan sądzi o tańczącym Pato?
"Okropny. To jedyny Brazylijczyk pozbawiony poczucia rytmu. Widzieliście nagranie dla Al Jazeera? Cały czas jest poza rytmem. Tańczy i śpiewa fatalnie. Całe szczęście, że gra w piłkę, bo inaczej nie wiem, co robiłby w życiu".

Brakuje panu Cassano?
"Bardzo. Żartował każdego dnia i ciągle gadał. Jednak lubię go, bo postępuje zgodnie ze swoim sercem. Bardzo się o niego bałem. Siedzieliśmy obok siebie w samolocie. Kiedy dowiedziałem się, że jest w szpitalu, nie chciałem uwierzyć".



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone