BARBARA BERLUSCONI DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Barbara Berlusconi, przeszedł już pani strach?
"To była prawdziwa męka, ale ostatecznie wychodziłam zadowolona. Zasługiwaliśmy na awans".

Obawiała się pani najgorszego?
"Nie mogę być zadowolona z gry. Nie było widać prawdziwego Milanu. Bardzo się baliśmy".

Żałuje pani tego, że pani syn Alessandro oglądał swój pierwszy mecz Ligi Mistrzów w tak dramatycznych okolicznościach?
"Przez całą drugą połowę zasłaniał oczy rękami. Wciąż mówił: 'mamo, boję się, że strzelą nam gola'. Ale ostatecznie awansowaliśmy i pozostanie mu wspomnienie wyjątkowego stadionu, śpiewów i atmosfery. Weszliśmy na stadion piechotą i cieszyliśmy się nim jeszcze na zewnątrz".

Jaka była pierwsza rzecz, o której pomyślała pani, wchodząc na Emirates Stadium?
"Że tu w Londynie były osoby, które nie bały się zmieniać".

Co ma pani na myśli?
"Teraz wszystko wydaje się być oczywiste, ale kiedy w 2006 zespół się przenosił i podjęto decyzję o zburzeniu mitycznego Highbury, przyznaję, że mogło to brzmieć jak herezja. Dla nas we Włoszech to było niedopuszczalne. Pytałam sama siebie, jak można burzyć historię. Teraz pojęłam, że Anglicy mieli rację".

Dlaczego mieli rację?
"Bo decyzje, również te bolesne, muszą być podejmowane z odwagą, tak jak to zrobił Arsenal. Dziś ogólna operacja przekwalifikowania dokonana przez londyński klub jest analizowana i naśladowana na całym świecie".

Co obejmowała?
"Przede wszystkim zbudowano nowy stadion właśnie w okolicach Highbury. Nie opuszczono historycznej dzielnicy Ashburton Grove. W miejscu starego obiektu zbudowano natomiast budynki komercyjne i mieszkalne, szkoły, sale gimnastyczne, parkingi i place zabaw. Dla dzielnicy oznaczało to więcej zieleni, usług, transportu, mieszkań i przede wszystkim miejsc pracy".

Projekt ogólny jest ok, a stadion się pani podoba?
"Bardzo. Pozwala ci cieszyć się meczem, jakbyś był na boisku. Z komfortem i usługami".

I sporym wykorzystaniem komercyjnym w dniu meczu...
"Nie tylko w dniu meczu - 7 na 7 z restauracjami, sklepami i biurami. Usługi dla wszelkiego typu klientów: od zwykłego kibica po firmy. Arsenal dysponuje wieloma sky boxami, miejscami zarezerwowanymi dla klientów biznesowych. W 2008 odbyło się tu nawet spotkanie Gordona Browna z Sarkozym. Jednak ogólnie rzecz biorąc, wszystkim 60 tysiącom widzów gwarantuje się spektakl, rozrywkę i wygodę. Od 2005 do 2010 wpływy z wykorzystania stadionu wzrosły dla Arsenalu o 52%".

Taki finansowy i ekonomiczny biznes jest niewykonalny we włoskich realiach?
"To nie jest powiedziane. Wszystko zostało wykonane z wykorzystaniem środków prywatnych do sfinansowania projektu. Wiele środków pozyskano od razu z operacji związanych z nieruchomościami stawianymi na terenie starego stadionu, z pożyczek bankowych i wcześniejszej sprzedaży wieloletnich praw do wizerunku. To przykład do naśladowania, również dla nas".

We Włoszech też przydałoby się bardziej wykorzystywać stadiony. Te jednak nie są własnością klubów...
"Właścicielami obiektów są władze miasta. W takich warunkach ciężko jest pozyskiwać nowych sponsorów i prowadzić projekty marketingowe z większym rozmachem".

Mówiąc bardziej ogólnie, jakie są słabe punkty włoskiego systemu?
"Sercem problemu jest według mnie to, by zidentyfikować w relacjach między klubem a miastem to, co przeszkadza w rozwoju strategicznych inicjatyw długoterminowych. W teorii jedna strona zarządza, druga jest właścicielem. Oba podmioty nie mają pełnych praw do obiektu, a to utrudnia prawidłowe rozdzielenie odpowiedzialności. W związku z tym mamy stadiony odbiegające do aktualnych standardów, używane tylko przez 90 minut meczu, niewykorzystane komercyjnie przez kluby i coraz mniej lubiane przez kibiców. A poza tym..."

Poza tym?
"Dzielenie tego samego obiektu przez dwa kluby ogranicza korzyści komercyjne, jakie oferuje struktura. Podejmowanie decyzji przez trzy strony - dwa kluby i miasto - nie jest ani łatwe ani funkcjonalne. Tak jest w Mediolanie, Genui i Rzymie".

Co trzeba zrobić, aby od tego odejść?
"Odnowić więź z kibicami, poprawić ich stopień zadowolenia z produktu, pozwolić odkryć na nowo sportowy spektakl, stworzyć nowe źródła pozasportowego zastosowania stadionów, przekształcić obiekty w ośrodki socjalne i kulturalne będące do dyspozycji mieszkańców. Poprawić komfort, bezpieczeństwo i liczbę widzów".

Jak tego dokonać?
"Trzeba przekazać klubom prawa własności do stadionów. W przyszłości - i mam nadzieję, że niezbyt dalekiej - będzie się to musiało stać. Nie ma alternatyw. Również dlatego, że dziś włoskie kluby są za bardzo uzależnione od praw telewizyjnych. Konieczne jest zróżnicowanie wpływów, a do tego niezbędne jest większe wykorzystanie stadionów".

Jest również kwestia prawa, ale już nic o nim nie słychać. Czy nadzieja na bardziej elastyczne przepisy jest martwa?
"Martwa być może nie. Ale nie jest dobrze. Sprawa utknęła w rządowej Komisji Kultury. Jednak nie należy tłumaczyć wszystkiego brakiem odpowiednich przepisów. We Włoszech dokonano także precyzyjnego wyboru. Inwestowano tylko i wyłącznie w pensje piłkarzy. Dziś niestety ponosimy tego konsekwencje".

Konsekwencje są widoczne dla wszystkich. Włoskie stadiony nie były tworzone z myślą o rodzinach. Prawda?
"W ogóle nie pomyślano o rodzinach, które chciałyby spędzić dzień pogodnie i rozrywkowo. Koszt dla rodzin jest zbyt wysoki w stosunku do oferowanych usług. Do tego pomiędzy bramkami obrotowymi na wejściu, utrudnioną sprzedażą biletów i tym, że praktycznie nie ma punktów gastronomicznych, rozkoszowanie się meczem staje się niemal niemożliwe. Dlatego w Premier League sprzedaje się 96% biletów, a we Włoszech tylko 50%".

Lepiej zostać w domu, siedząc wygodnie na dywanie. Stacje telewizyjne mogą opróżnić stadiony?
"To nie tak. Spójrzmy na Stany Zjednoczone. Wszystko jest transmitowane w telewizji. Ale stadiony i tak są pełne. Prawda jest taka, że być może włoska piłka nie jest w stanie zaoferować osobom przychodzącym na stadion odpowiednich usług i komfortu".

A propos, co pani myśli o stadionie Juve?
"Chciałabym pogratulować Juve, które tą operacją pokazało myślenie długoterminowe i chęć odnowy. Atmosfera jest taka, jak na angielskich stadionach".

Kibice Milanu mogą marzyć o tym, że pewnego dnia będą mieli własny stadion?
"Gdyby zadano mi to pytanie trzy lata temu, odpowiedziałabym zdecydowanie nie. Dla kibiców San Siro jest magicznym miejscem, niemal romantycznym, z którym wiążą wspomnienia i emocje, jakich nigdy nie zapomną. Dziś, mając okazję odwiedzić najlepsze europejskie stadiony, jestem przekonana, że nie możemy wykluczać żadnej drogi".

Czyli mówi mi pani, że Milan myśli o nowym obiekcie?
"Jest za wcześnie, by o tym mówić. W tej chwili nie jest to prosta operacja, bo realizujemy wielkie projekty, mające na celu przekwalifikowanie San Siro. Sklep, restauracja, muzeum, trzy sky boxy. Nowe i gotowe na 2015. Mówię po prostu, że musimy - wszyscy razem - brać pod uwagę każdy scenariusz".

Jakie problemy ma San Siro?
"To stadion, który być może odczuwa trochę swój wiek. Kibic często nie czuje się tu rozpieszczany i przychodzi po prostu po to, by przez 90 minut oglądać mecz".

Dlaczego Milan nie pomyślał o tym wcześniej?
"Galliani i klub znaleźli się przed tyloma problemami biurokratycznymi, że każdy by się zniechęcił. We Włoszech wszystko naprawdę jest zbyt skomplikowane".

A pani ojciec jest zwolennikiem nowego stadionu?
"Mój ojciec jest zakochany w San Siro. Wkrótce porozmawiamy i razem ocenimy różne aspekty tej kwestii. Na pewno ten emocjonalny, który jest ważny, ale również ten związany z pełnymi prawami do obiektu i zwiększeniem jego rentowności".

Czy powrót pani ojca na fotel prezydenta przy okazji najbliższego walnego zgromadzenia akcjonariuszy zmieni pani rolę w klubie?
"To ja namawiałam go do powrotu. To może wyjść nam tylko na dobre. Nadal będę zasiadać w zarządzie i pełnić funkcję łącznika między klubem, Finninvestem i moim ojcem".

A kiedy znów zobaczymy Pato na boisku?
"Dziś chciałabym mówić tylko o stadionie".

Ostatnie pytanie: czy Milan może wygrać Ligę Mistrzów i scudetto?
"Możemy powalczyć z najlepszymi w Europie i rywalizować do końca z Juve. W tym momencie musimy w to wierzyć".



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone