CARLO ANCELOTTI DLA LA STAMPA


Panie Ancelotti, w środę Milan wraca do pracy. Po wielu obietnicach – od Ronaldinho po Adebayora – jak dotąd nie zrobiono zbyt wiele.
Gdyby ktoś inny sprowadził 24-letniego Flaminiego, reprezentanta Włoch Zambrottę i trzeciego strzelca ligi Borriello, powiedzielibyście, że zrobił wiele. Problem z Milanem polega na tym, że wiecznie wam mało.

Kibice są bardzo zawiedzeni.
Oczekują na sensacyjny transfer po niezbyt udanym sezonie. Trzeba jednak bardzo uważać na bilans. Ceny idą w górę. Tam, gdzie lepiej funkcjonują prawa telewizyjne, własne stadiony i marketing, są też pieniądze na wielkie transfery. Tam, gdzie idzie gorzej, trzeba być powściągliwym.

Myśli pan, że za tydzień w Milanello spotka się pan z Ronaldinho?
To możliwe do wykonania. Od miesięcy staramy się domknąć ten transfer.

Jednak dzień przed wyborami wydawało się, że już jest wasz. To był chwyt wyborczy?
Berlusconi na pewno takiego nie potrzebował. Teraz trzeba zobaczyć, czy da się sfinalizować transfer i jakie będą warunki.

Czy jeśli nie przyjdzie wielki napastnik, to grozi wam to samo co w zeszłym sezonie?
Będziemy mieli Pato przez cały sezon, podczas gdy rok temu do świąt miałem tylko dwóch napastników. A Inzaghi nie był w najlepszej kondycji.

Gilardino jest pana prywatną porażką?
W pewnym sensie tak. Było coś negatywnego, bo nie wykorzystaliśmy jego potencjału. Można było mieć z niego więcej pociechy.

Gdzie popełniliście błąd?
Z technicznego punktu widzenia jemu nie pasuje gra z innym napastnikiem. Poza tym musi być punktem odniesienia w ataku, o co ciężko w Milanie, gdzie grają Kaká i Seedorf. Prandelli prawdopodobnie ustawi go prawidłowo. Poza tym Gilę przygniotły wysokie wymagania kibiców z San Siro. To wrażliwy chłopak: nie jest to defekt, lecz wielka zaleta charakteru. Kiedy nabierze większego doświadczenia, nauczy się radzić sobie z presją.

Ma 26 lat. Nie powinien już mieć doświadczenia?
U nas jako niedoświadczeni są postrzegani chłopcy, którzy w innych krajach już dawno mieliby status ukształtowanych. To wada naszego calcio: danie szansy młodemu graczowi grozi spaleniem go z powodu presji, na jaką się go naraża. Weźmy Paloschiego: jest świetny, ale do wejścia na wysoki poziom potrzebuje jeszcze czasu.

I odważniejszego trenera.
Potrzebowałbym odwagi przy pracy z młodzieżą, gdybym musiał wykluczyć Pato. On jest poza każdą normą.

Co mówi panu Berlusconi na temat kłopotów Milanu?
Galliani informuje prezydenta na bieżąco o wszystkim, ale ja od jakiegoś czasu z nim nie rozmawiałem.

Bądźmy szczerzy, panie Ancelotti. Nikt panu nigdy niczego nie narzucał?
Narzucał? Nie, nikt.

Niektórzy twierdzą, że Lippi w reprezentacji to odgrzewanie starego kotleta. Co powiedzieć o kimś, kto od siedmiu lat jest w Milanie?
Milan jest bardziej domem niż klubem i ja również jestem tu postrzegany jako członek rodziny. W trudnych momentach zawsze mogłem liczyć na wsparcie i szacunek. Nie męczy mnie to, że tu pracuje. Znajduję tu także bodźce do dalszej pracy i jednym z nich będzie udowodnienie, że nie jesteśmy skończonym zespołem.

Jak blisko panu było do Chelsea?
Być może mnie chcieli, ale kiedy się dowiedzieli, że Milan chce mnie zatrzymać, nie naciskali.

A spotkanie z Abramovichem w Paryżu, gdzie był też Spalletti?
Fantazje.

Niezbyt ładnie zmyślać w wieku 50 lat.
(Śmiech) Zbliżam się do tego celu, ale nie trafiają do mnie sugestie związane z wiekiem. Dla mnie lata mijają i tyle.

W roku 2000 mówił pan, że wkrótce może rozstać się z rolą trenera piłkarskiego.
To prawda, ale calcio nadal mi się podoba. Mistrzostwa Europy były dla mnie pełne entuzjazmu. Nie miałem specjalnych biletów, siedziałem na trybunach jako kibic pomiędzy kibicami, bodajże z Czech: to było piękne doświadczenie, widziałem pasję i kulturę.

Rozumie pan Aragonesa, który w wieku 70 lat wyjeżdża do Stambułu?
Myślę, że w tym wypadku chodzi o pieniądze. Są one ważne również dla mnie, ale sytuacja jest inna: w Milanie pracowałbym nawet za mniej niż dostaję. Ale tego lepiej nie powtarzać, bo mogą to wykorzystać.

Przy tym co Mourinho zarobi w Interze...
Mourinho ma osobowość i charyzmę. Ale nie wiem, czy interiści będą się cieszyć z jego futbolu, który zawsze był bardziej konkretny niż spektakularny. Wydaje mi się też, że nie wygra tyle, co Mancini. No, może w Europie...

Zaskoczyła pana sytuacja z Mancinim?
Zaskoczył mnie tylko sposób rozstania i ton wypowiedzi: brakowało komunikacji. W Milanie takie coś nie miałoby miejsca.

Inter zmieni styl gry?
Nie ma prawdziwego reżysera gry – Cambiasso nie jest takim do końca – a także trequartisty. Opierał grę na sile fizycznej i nadal tak będzie. I nie wierzę w żadną przepaść między Interem a resztą. Spodziewam się wyrównanej walki między pięcioma zespołami.

Wśród nich także Juve?
Amauri podobał się także mi. Ale wszystko zależy od tego, czy Juve weźmie Xabiego Alonso. Nie ma na rynku lepszych rozgrywających od niego. Jeśli go wezmą, podniesie poziom ich gry. Ale Ranieri nie będzie już mógł cieszyć się wolnym środkiem tygodnia.

Co się zmienia bez Ligi Mistrzów?
Na pewno nie sposób gry: jesteśmy wierni pewnemu stylowi. Zmienią się trochę przygotowania, ale nie jesteśmy jak ci, którzy najpierw biją się o miejsce w Pucharze UEFA, a potem go odpuszczają. Nawet jeśli boli nas to, że nie gramy w Lidze Mistrzów, naszym celem jest wygranie pucharu, którego nam brakuje. Finał jest w Stambule: nie jest powiedziane, że powroty w to samo miejsce muszą być lepsze, ale chciałbym zamazać złe wspomnienia.

Jeśli powiedziałbym panu, że za dwa lata będzie pan selekcjonerem reprezentacji Włoch, uznałby pan mnie za szaleńca?
Nie jest to niemożliwe, o ile Lippi odejdzie. Wierzę, że nadejdzie chwila, kiedy i ja obejmę jakąś reprezentację, bo na to doświadczenie czekam. Podoba mi się przygotowywanie przez kilka lat do wielkiego turnieju. Jako Włoch mam nadzieję, że będzie to reprezentacja Włoch, ale jako trener zadowolę się też inną reprezentacją. Również z Afryki, dlaczego nie? Mogłoby być wesoło z graczami, którzy lubią biegać.



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone