CARLO ANCELOTTI DLA LA REPUBBLICA

Liverpool przegrał w Pucharze Interkontynentalnym z San Paolo: poprzeczka i trzy nieuznane bramki. Antyczni Grecy mówili na to nemezis - karząca ręka sprawiedliwości.
Spłacili szczęście, które mieli przeciwko nam w Stambule. Ale marna to pociecha.

Tymczasem Berlusconi powiedział dla La Gazzetta dello Sport, że oczekuje dotarcia do Paryża.
Zrobimy wszystko, by zagrać w kolejnym finale Ligi Mistrzów. Pierwszym celem jest awansowanie do niego, a drugim wygranie go.

Znów Berlusconi: Ancelotti może być spokojny, ma wciąż wiele do wygrania z nami.
Nie zaskakuje mnie to, bo wiem doskonale, co sądzi o mnie klub. W Milanie odczuwa się bliskość w trudnych momentach, nawet jeśli potem patrzy się inaczej na te trudności: wydaje mi się, że ostatnie lata były pełne sukcesów.

Przedłużą panu kontrakt?
Wygasa za półtora roku, więc jest dużo czasu. A na dogadanie się wystarczy nam kilka minut.

W ten sposób Galliani oddaliłby cień Moggiego: powiedział, że będzie pan trenerem dopóki on będzie pełnomocnikiem właściciela klubu.
Tylko ten, kto żyje z dala od klubu, może przypuszczać, że mogłyby się popsuć jego relacje z prezydentem. To bardzo silna więź, w lutym będą świętować 20 lat w Milanie i w tym czasie żaden inny klub na świecie nie wygrał tyle.

Po niedawnej fali krytyki jest pan chwalony jedynie za zrezygnowanie z osławionej "choinki świątecznej".
To nie jest kwestia ilości napastników. To zamierzone działanie zarządu. Po Stambule Milan znalazł się pod przesadnie wielką presją i władze klubu zdecydowały się złagodzić ton, pokazując swoje zaufanie do całej drużyny.

Czyli pańska posada nie zależy od wyników?
We włoskiej kulturze praca jest oceniana bardziej na podstawie końcowych rezultatów, niż ocenie niedokończonego projektu. Oczywiście w Milanie jest większa elastyczność: w moim debiutanckim sezonie przecież nie poszło mi najlepiej.

Rozmawiał pan kiedykolwiek z Costacurtą na temat jego sławnej wypowiedzi o wypalaniu się nowoczesnych trenerów?
Nie było takiej potrzeby, bo zgadzam się z nim. Z biegiem czasu zachodzi ryzyko popadnięcia w monotonię: musisz potrafić odnowić swoje kontakty z piłkarzami, zmienić sposób przygotowań do meczu, rozmów, treningów. Ja tego właśnie próbuję.

Najtrudniejszymi miesiącami były te po Stambule?
Tak, wokół nas zapanowała ciężka atmosfera: wydawało się, że wszyscy czekają na upadek, by móc powiedzieć, że cykl dobiegł końca. My jednak ustaliśmy na nogach przeciwko Schalke: jestem pewien, że cykl będzie trwał.

Głosy o Van Bastenie, Rijkaardzie czy Donadonim nie osłabiają pana?
Nie. Ani ja, ani piłkarze nie przywiązujemy uwagi do plotek. Mnie interesują moje kontakty z piłkarzami, a te nigdy nie osłabły.

Kiedy cykl dobiegnie końca, kogo widziałby pan na swoim miejscu?
Ciężko mi mówić o następcy. To tak, jakbym sam sobie kopał grób. Jeżeli klub nadal będzie stawiał na byłych piłkarzy Milanu, to pozostanie jedynie kwestia wyboru. Ponad wszystkie nazwiska wskazałbym na Tassottiego: nie zrobi rewolucji, ale dzięki charyzmie, kompetencji i znajomości środowiska nie brakuje mu niczego.

W czym ten Milan jest wizytówką Ancelottiego?
Ten Milan nie jest lustrem trenera, lecz filozofii, która promuje spektakl. Poznałem klub jako piłkarz i poślubiłem jako trener. Drużynie próbowałem wpoić organizację gry i nienaganne zachowanie na boisku.

Nie był pan zwolennikiem ofensywnej piłki: zmienił pan zdanie?
Spróbowałem rozwiązań, których w innym miejscu nie mógłbym nawet zaproponować. Byłem oddany ustawieniu 4-4-2, które znałem dobrze i tłumaczyłem z większą pewnością. Tu dojrzałem, uzupełniłem wiedzę, poszerzyłem horyzonty.

Pozostaje taka wątpliwość, że ofensywne ustawienie naraża zbytnio na ataki rywala.
4-3-1-2 nie jest najlepszym systemem obronnym. Ale w końcowym rozrachunku "za" jest więcej niż "przeciw".

Jak wyjaśnić takie różnice między występami u siebie i na wyjeździe?
Być może na wyjeździe będziemy musieli nauczyć się być bardziej ostrożni, bo często nadziewamy się na kontrataki.

W szatni dało się słyszeć debaty na temat sposobu ustawienia przy stałych fragmentach gry. Czy nie jest pan zbyt demokratyczny jako trener?
Bardzo dobrze, że chłopcy o tym rozmawiają: to oni wychodzą na boisko, a nie ja, więc muszą być przekonani do tego, co robią. Myślę, że drużyna była bardziej uważna przy kryciu strefowym, gdy było ono nowością, a potem popadła w rutynę. Teraz wybraliśmy krycie indywidualne, zobaczymy...

Obrona jest stara, a Dida ma spadek formy.
Obrona, pomijając gole ze stałych fragmentów gry, jest na poziomie Juve. A Dida zasługuje na całkowite zaufanie.

W czerwcu przychodzi Lugano z San Paolo, a w styczniu Barzagli czy Zebina?
Jaki Lugano? W styczniu nie przyjdzie nikt. Simic i Kaladze dają mi wielkie gwarancje.

Vierchowod mówi, że obrońcy grają coraz słabiej, bo już nikt nie potrafi kryć indywidualnie: powrót do libero, jak Grecja na Mistrzostwach Europy, to herezja?
Zmuszanie do indywidualnego krycia nie jest możliwe, ale polemika z Vierchowodem na temat krycia trwa. Znakomici piłkarze odróżniają się tym, że znają obie metody krycia i wiedzą kiedy trzeba grać strefą, a kiedy nie.

Naprawdę wierzy pan, że można dogonić zespół, który wygrał 14 z 16 meczów?
Przegraliśmy więcej meczów, niż mogliśmy sobie na to pozwolić: trzy kolejne porażki na wyjeździe są rzadkością. Ale teraz zaczynamy odrabiać straty.

Czy to prawda, że w Milanello panuje opinia, iż sędziowie przymykają oko na twardą grę Juve?
Nie mam zamiaru oceniać sędziów. Nie mamy żadnych kompleksów wobec Juve i niczego im nie zazdrościmy.

We Włoszech Kaká i Pirlo często są pozostawiani bez opieki, w Europie nie: to dziwne czy normalne?
To oznacza, że poprawiła się mentalność naszego futbolu, ale również to, że Europa nie widzi już nic złego w naśladowaniu włoskiej tradycji: PSV i Schalke kryły Kakę indywidualnie, a wielki zespół, jakim jest Chelsea, opiera swoją grę na kontratakach.

Mecze z Bayernem przesądzą o sezonie?
To będzie ważny dwumecz i musimy podejść do niego, mając odrobione punkty w lidze. Właśnie dlatego wierzę, że mecz z Livorno będzie kluczowy. To znakomity test wyjazdowy po trzech porażkach.

Livorno to też miejsce rzymskiego pozdrowienia Di Canio.
To gest, któremu nadano zbyt wielkie znaczenie.

Pan pochwalił bunt Zoro. Ale czy nie powinno się działać się więcej przeciwko rasizmowi?
Prawdopodobnie tak, nawet jeśli niosłoby to za sobą przerwanie kilku spotkań. To włoska kultura sportowa nie stoi na wysokości zadania.

Pański najlepszy pomysł w tym roku to...
Serginho na boku obrony. Po wielu naleganiach Berlusconiego, Gallianiego i moich, przekonaliśmy go.

A "dźwigi" Pirlo? (Tak, ze względu na nietypowy sposób lotu piłki, Włosi nazwali rzuty wolne wykonywane przez pomocnika Milanu - przyp. TomekW)
To już jego zasługa. Jeśli będzie trenował ten typ wolnych z piłką, jaka będzie używana w Niemczech, to przyda się to także na Mundialu. Byłaby to dodatkowa broń dla Lippiego.

Milan jest bardzo włoski: rozmawia pan o Mundialu z Nestą, Pirlo, Gattuso i Gilardino?
Jeszcze nie, ale wiadomo, że każdy o tym myśli. Zdaję sobie też sprawę, że moje wybory mogą być nieco krzywdzące dla niektórych: na przykład dla Vogela czy Jankulovskiego.

Obok Ambrosiniego o wyjazd do Niemiec walczyć będą Vieri i Inzaghi, ale pański atak to Shevchenko - Gilardino.
Sezon jest długi, a grupa Lippiego wystarczająco określona: ale by pojechać na Mundial nie trzeba grać w każdym meczu w klubie. Rotacja zależy od potrzeby chwili: raz jest większa, raz mniejsza. Nie kieruję się żadnymi wcześniej ustalonymi hierarchiami.

Sacchi wykreował pana jako trenera: co teraz zrobi po odejściu z Realu?
To zależy od niego, na pewno jego dorobek powinien służyć włoskiej piłce.

Kontaktował się z panem w sprawie zajęcia miejsca na ławce Realu Madryt?
Nie. O Realu mówił mi tylko tyle, że to cudowne doświadczenie. Wcześniej próbował sprowadzić mnie do Parmy, ale trafiłem do Milanu.

Były telefony z Manchesteru?
Żadnych, przysięgam.

Nie zajmie więc pan miejsca Fergusona, bo chciałby pan być Fergusonem Milanu?
Mam nadzieję, że zostanę w Milanie jeszcze przez kilka lat. Potem, jak już mówiłem, chciałbym przejąć kadrę narodową Włoch, albo spróbować swoich sił poza ojczyzną, może z jakąś reprezentacją. Pozostawanie na ławce trenerskiej w jednym klubie tak długo jak Ferguson jest w naszej piłce praktycznie niemożliwe.



tłumaczenie: TomekW

 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone